WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Minister Cyfryzacji chce zmian w aukcji 5G. Przecież mamy czas…

Minister Cyfryzacji zwrócił się do UKE z propozycją wprowadzenia zmian w nadchodzącej aukcji 5G. Pomysł jest dobry, ale czy przypadkiem nie jest trochę za późno na dyskusje nad jej formatem?

Licytacja jednego bloku gwarantuje szybkie zakończenie aukcji

Aukcja częstotliwości sieci 5G miała przebiegać szybko. To było jej główne założenie, obok oczywiście dorzucenie sporej kasy do budżetu państwa. Szybko, bo jak wielokrotnie zaznaczałem, mamy unijne zobowiązania do pokrycia przynajmniej jednego dużego miasta siecią 5G do końca 2020 roku. O tym możemy już chyba zapomnieć.

Wprowadzenie obostrzenia, że jeden operator może kupić tylko jeden blok częstotliwości jest rozwiązaniem wygodnym. Mamy cztery bloku do kupienia, czterech operatorów i różne priorytety. Bloki nie są identyczne, mają różne, mniejsze lub większe, ograniczenia terytorialne. Wynika to z tego, że w paśmie 3,4-3,8 GHz istnieje kilka tysięcy małych rezerwacji lokalnych, np. dla sieci WiMax, lokalnych hot spotów itd. Rezerwacje wygasają w ciągu najbliższych lat, więc nie ma sensu ich zabierać, bo szkoda na to czasu. Dzięki temu praktycznie operatorzy mogliby się dogadać i wziąć te bloki, które bardziej im pasują. Np. Play mógłby wziąć taki, który ułatwi budowę 5G w Trójmieście, a Orange w Warszawie. Żeby mieć łatwy start. To gwarantowałoby szybkie rozwiązanie aukcji, ale też ograniczałoby wpływy do budżetu.

Prawdopodobnie z tego też wynika wyższa cena wywoławcza, która dla jednego bloku wynosi 450 mln złotych, choć wg wyliczeń operatorów i Prawa Telekomunikacyjnego powinno to być 248 mln złotych. A kasa musi się zgadzać, bo tegoroczny budżet państwa jest napięty jak plandeka na Żuku.

Dwa bloki wydłużą aukcję, wzmocnią konkurencję i mocniej zasilą budżet

Już pod koniec pierwszej rundy konsultacji w sprawie aukcji 5G pojawiały się nieśmiałe głosy, że może tak zamiast jednego bloku, umożliwić zakup dwóch? Podobnego zdania miało być też Ministerstwo Cyfryzacji. Dwa miesiące temu(!). Tymczasem dopiero pod koniec stycznia minister cyfryzacji zwrócił się do UKE z propozycją, że może jednak warto przemyśleć temat dwóch bloków.

Pomysł jest dobry, bo dzięki temu na rynku faktycznie zacznie się dziać. Któryś z operatorów będzie w znacznie lepszej pozycji jeśli chodzi o budowę sieci 5G, a któryś może zostać z niczym. Mając szersze pasmo ktoś będzie mógł zaoferować szybszy Internet o wyższej przepustowości. W końcu 160 MHz to nie 80 MHz. To tak jakbyśmy z dwupasmowej drogi zrobili nagle cztery pasy.

To również wybór korzystny dla budżetu państwa. Operatorzy faktycznie będą musieli przyłożyć się do licytacji, ktoś będzie musiał wyłożyć znacznie większe pieniądze. Zdaniem Ministerstwa Cyfryzacji może to być nawet do 8 mln złotych wpływu z całej aukcji.

Dwa bloki to jednocześnie zagrożenie

Minister Cyfryzacji Marek Zagórski reflektuje się jednak zaznaczając, że zakup dwóch bloków może być wyniszczający dla operatora. Ich budżety nie są z gumy i wyłożenie grubych pieniędzy na częstotliwości, później również spore na ich rezerwację w kolejnych latach to duże obciążenie. A z czegoś jeszcze trzeba sieć 5G zbudować, najlepiej bez konieczności podnoszenia klientom abonamentów o 100%.

To może w konsekwencji znacznie spowolnić budowę sieci 5G, a jak zaznacza minister – sieć 5G ma powstać szybko. I z tym może być problem przy możliwości zakupu dwóch bloków, bo jak pokazała aukcja LTE, to może potrwać. Dla przypomnienia, trwała ona ponad pół roku.

Z aukcją 5G i budową sieci 5G robi się trochę jak z wizytą mechanika. Jeśli będzie szybko i tanio, to może nie być to zrobione dobrze. Ale jeśli będzie dobrze i drogo, to nie będzie szybko.