WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja serialu Mroczne materie – 2 sezon, odcinki 1 i 2

Recenzja serialu Mroczne materie – 2 sezon, odcinki 1 i 2

Na HBO GO wjechały dwa pierwsze odcinki 2. sezonu Mrocznych materii. Czy produkcja na podstawie powieści Philipa Pullmana nadal trzyma poziom? Zapraszam do lektury recenzji, tylko zaznaczam, że pojawią się spoilery.

Mroczne materie – 2 sezon rozpoczyna podróż po innych światach

Oglądając pierwszą odsłonę Mrocznych materii na początku wiele rzeczy musiałam sprawdzać. Nie czytałam książek Pullmana, więc sporo istotnych elementów świata było dla mnie niejasne. Drugi sezon, a przynajmniej dwa pierwsze odcinki, działają o wiele lepiej, ale tylko wtedy, gdy dobrze pamiętamy wydarzenia z finałowego odcinka poprzedniej serii. Jeśli widzieliście go w dniu premiery, to lepiej wróćcie do niego przed obejrzeniem tych nowych, łatwiej będzie połapać się w tym, co dzieje się na ekranie. Zdecydowanie zabrakło na początku jakiegoś przypomnienia.

2. sezon nadal koncentruje się na postaci Lyry (Dafnee Keen), która po dramatycznych wydarzeniach, których sprawcą był jej ojciec decyduje się na podróż w nieznane, a dokładniej przez bramę do innego świata. Towarzyszy jej oczywiście dajmon. Gdzie się znajduje? Tego nie wiemy. Nowy świat wydaje się bardzo podobny do tego, w którym żyła. Kiedy dociera do dziwnie opustoszałego miasta spotyka Willa, mieszkańca naszego świata (Amir Wilson). Chłopaka poznaliśmy już w poprzednim sezonie, gdy zagrażał mu jeden z członków Magisterium. Teraz on również znalazł się w zupełnie innym świecie i tam właśnie krzyżują się drogi jego i Lyry. Odtąd będą działali razem, a my już po dwóch pierwszych odcinkach dowiadujemy się, jaki chłopak ma związek z główną bohaterką. Szybko tworzą zgrany zespół, co raczej nikogo nie powinno dziwić. Oboje mają za sobą traumatyczne doświadczenia i przenieśli się do miejsca, o którym nie mają żadnego pojęcia. Nawiasem mówiąc, sam nowy świat nie jest też zbyt miłym miejscem. Opustoszałe miasto zamieszkują dziwne dzieciaki (w tym lady Mormont), a dorosłych dotknęła zagadkowa zaraza. Will i Lyra potrzebują nieco czasu na zdobycie swojego zaufania, ale mają byt dużo spraw do załatwienia, by długo okazywać wobec siebie nieufność.

Nowy sezon to kolejne niebezpieczeństwa

Chociaż Lyra zostawiła swój świat za sobą, my mamy możliwość sprawdzenia, co się tam dzieje. A dzieje się sporo, bo po wydarzeniach z finału panuje chaos. Magisterium musi zmierzyć się z namacalnymi i widocznymi gołym okiem dowodami na istnienie innych światów. Jest to dla nich bardzo niewygodna prawda, a od tego, jaką decyzję podejmą w sprawie tych informacji będzie zależała przyszłość ich religii. Ten wątek kręci się dookoła pani Coulter (Ruth Wilson). To postać nadal bardzo niejednoznaczna i ciężko stwierdzić, jakie są jej prawdziwe motywy. Z jednej strony wiemy, że chce usilnie odnaleźć swoją córkę i nie waha się zdobywać informacji za pomocą tortur. Cały czas też manipuluje ludźmi w swoim otoczeniu i jestem bardzo ciekawa, jak jej związek z Magisterium potoczy się dalej. Pani Coulter to jedna z najlepszych postaci tego serialu, a Ruth Wilson robi naprawdę świetną robotę na ekranie. Bohaterka jest wielowymiarowa, widzieliśmy, że posiada ludzkie odruchy i na dodatek cały czas nie wiemy, do czego tak naprawdę dąży.

Od początku 2. Sezonu widać, że Mroczne materie nadal stawiają na tajemnice. Jeśli tak jak ja nie czytaliście książek Pullmana, to czeka Was ekscytujące odkrywanie nowych światów razem z bohaterami. Ciężko przewidzieć, co może wydarzyć się dalej. Wiadomo już, że bohaterowie, a przynajmniej Will i Lyra będą płynnie podróżować pomiędzy nowym światem, a tym, który umownie możemy nazwać naszym. Dziewczyna cały czas poszukuje informacji o Pyle i nawet trochę ich znajduje, choć u nas nazywa się to… mroczną materią.

Czytaj też: Wszystkie filmy o Bondzie obejrzymy już niedługo na HBO GO!
Czytaj też: Recenzja serialu The Mandalorian – sezon 2, odcinek 3
Czytaj też: Recenzja serialu Miłość i Anarchia – sezon 1

Twórcy nie czekają, od samego początku narzucają dość szybkie tempo

Akcja drugiej odsłony Mrocznych materii pędzi do przodu, więc musicie być na to przygotowani. I to chyba największy plus tych dwóch pierwszych odcinków. Twórcy nie starają się nam niczego tłumaczyć, więc jeśli czytałeś książki to wiesz, a jeśli nie – czeka cię prawdziwa podróż w nieznane. Nikt nie traci czasu na zbędne wyjaśnianie, zamiast tego dostajemy więcej bohaterów i ich przygód. Dzięki temu znalazł się czas na rozwinięcie Lyry. Ta postać od początku była tu jedną z najlepszych, ale poznaliśmy do tej pory jedynie jedno jej oblicze. Zuchwała, sprytna i pełna energii, tak przedstawiała się po seansie pierwszego sezonu. W drugim jest już bardziej dzieckiem. Ma czas na rozterki i zagubienie, ale to nie odbiera jej charakteru. Wręcz przeciwnie, czyni go bogatszym.

O samym Willu jeszcze wiele musimy się dowiedzieć, choć chyba nie tylko my. Okazuje się, że chłopak sam o sobie jeszcze sporo rzeczy nie wie. Kiedy wraca do swojego świata na powrót zmienia się w przestraszonego, ale zdeterminowanego nastolatka, który cały czas myśli o swojej mamie. Wie jednak, że może sprowadzić na nią kłopoty, a kluczem do zrozumienia wszystkiego jest jego zaginiony ojciec. Tylko jak łączy się to z Lyrą? Tego jeszcze nie wiemy, ale spokojnie, tak wiele przygód przed nami!

Mroczne materie to uczta dla oka

Produkcja BBC i HBO już w pierwszym sezonie zachwyciła mnie warstwą wizualną, ale teraz zdecydowanie jest jeszcze lepiej. Miasto w nowym świecie, Cittàgazze, wygląda zjawiskowo, a dajmony prawie jak żywe, choć i to i to generowane jest cyfrowo. Widać ogromny rozmach twórców i dążenie do tego, by Mroczne materie wyglądały jeszcze lepiej niż poprzednio. Aż nie mogę doczekać się kolejnych odcinków i nowych miejsc. A przy tym strona wizualna i efekty nie mają za zadanie ukrywania dziur i błędów scenariuszowych. Przynajmniej w dwóch pierwszych odcinkach czegoś takiego nie zauważyłam. Pełnią równorzędne role sprawiając, że od serialu ciężko się oderwać.

Mroczne materie bardzo udanie dzielą ekranowy czas nie tylko pomiędzy dwa główne wątki, ale dają nam spojrzeć też na innych, znanych nam bohaterów. Są więc wiedźmy i rozwinięcie ich konfliktu z magisterium, a także na trochę pojawia się Lee Scoresby grany przez Lina-Manuela Mirandę. Do tego dodajmy nowe, bardzo istotne dla fabuły postacie, które już na tym etapie są dość interesujące.

Dwa pierwsze odcinki 2. sezonu Mrocznych materii pokazują, że produkcja nie tylko trzyma poziom poprzedniej odsłony, ale zdecydowanie mierzy o wiele wyżej. Jest dużo akcji, sporo tajemnic i wciąż rozwijające się postacie. Teraz pozostaje z niecierpliwością czekać na kolejne odcinki, bo jest na co. Dawno nie miałam przyjemności oglądać tak dobrego i dojrzałego serialu fantasy.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News