WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Najgorsze telefony, które śnią mi się po nocach

Testowanie telefonów komórkowych nie jest tak łatwym zajęciem jak może się wydawać. Czasami przychodzi nam używać takich cudów techniki, że prośba o dodatek za pracę w trudnych warunkach wydaje się wręcz oczywista. Oto najgorsze modele, które zapadły mi w pamięć przez ostatnich 11 lat.

Co może być trudnego w testowaniu telefonów?

Na to pytanie jest tylko jedna odpowiedź – to zależy. Bo każdy ma do tego inne podejście. Są osoby, które już po dwóch godzinach z telefonem w ręce piszą takie eseje, jakby miały go od miesiąca. Inne z kolei piszą wielostronicowe testy już po dwóch dniach „użytkowania”. Użytkowania takiego, że nawet nie zmieniają podstawowych ustawień. Tapety, czy ułożenia ikon. Sytuacja z tego roku. Miałem okazję bawić się bardzo głośnym flagowcem od razu po premierze. Robiąc mu zdjęcia zmieniłem tapetę i zmniejszyłem rozmiar wyświetlanych elementów. Tak żeby moje zdjęcia dodatkowo czymś się wyróżniały. Po tym sprzęt trafił kilka dni później do jednej z redakcji, która w swoim teście zamieściła zdjęcia z tą samą tapetą i ustawieniami ekranu z jakimi go zostawiłem.

W mojej opinii pisanie testów, czy recenzji po dwóch dniach użytkowania jest swego rodzaju oszustwem. Poza kilkoma wyjątkami zawsze staram się, aby okres testów trwał minimum dwa tygodnie. To pozwala poczuć telefon i zobaczyć np. jak sprawuje się akumulator w różnych cyklach codziennego użytkowania. Nie tylko w suchych benchmarkach. Telefonu używam przez ten czas normalnie, do wszystkich codziennych czynności. Z tego powodu, jeśli trafi mi się perełka, jest to prawdziwa droga przez mękę.

Choć na testowaniu telefonów zarabiam już 11 lat, do dzisiaj pamiętam zdecydowaną większość z nich. W tym te, których więcej nie chce oglądać na oczy.

Nokia Asha 306 – dotykowy ekran prawie bez dotyku

Asha to seria Nokii, która miała być kierowana do młodego użytkownika. Z jednej strony proste telefony, ale wzbogacone o dodatkowe bajery i funkcje prawie-smart.

Od zawsze wolałem raczej pisać wiadomości niż dzwonić, ale Asha 306 sprawiła, że pisania unikałem jak ognia. Być może pamiętacie, jak z LG KU990 Viewty żartowało się, że do obsługi jego ekranu producent powinien dodawać młotek. Piękne czasy oporowych ekranów dotykowych… W przypadku owej Nokii młotek mógłby co najwyżej pomóc mi uwolnić się od tego telefonu.

Przyznam szczerze, że niewiele z tej Nokii pamiętam poza dotykowym panelem. Działał fatalnie, nawet pomimo wielu prób kalibracji. Do tego miał koszmarnie zrobioną klawiaturę. Efektem tego było to, że napisanie 3-4 zdań potrafiło trwać kilka minut. Obsługa powolnego interfejsu też nie należała do najwygodniejszych. W zasadzie najchętniej używałem tego modelu do dzwonienia i odbierania połączeń. I niczego więcej.

Huawei Ideos U8500 „z Androidem!!!”

Smartfon, który pokazał Polakom Androida. Bohater głośnej akcji Testuj smartfona, którą promowała ówczesna gwiazda sieci Play – Kuba Wojewódzki. Akcja była udana, bo tych smartfonów trafiło do ludzi całkiem sporo. W zasadzie mój testowy egzemplarz też z niej pochodził.

Wadą tego modelu było jego niedopracowanie i niemiłosierna powolność. Co do zasady, staram się nie ingerować w oprogramowanie testowych urządzeń, dodaję tylko własne aplikacje, ale w tym przypadku już po dwóch dniach wymieniłem launcher na nowy. Trochę to pomogło. Ówczesna nakładka Huaweia była nie tylko strasznie wolna, ale też niedopracowana i kompletnie nieintuicyjna. Z nowym launcherem działanie było co prawda trochę lepsze, ale sam telefon był bardzo słaby. Pod każdym względem. Od ekranu, przez wydajność, po aparat.

Ulefone Gemini Pro – do dzisiaj nie wierzę w jego specyfikację

Smartfon z 4 GB pamięci RAM, 64 GB pamięci wbudowanej, układem MediaTek Helio X27 z 10-rdzeniowym procesorem i ekranem FullHD. To nic, że noname, to nic, że za niecałe wówczas 800 zł. Ale czy smartfon z taką specyfikacją w (o ile mnie pamięć nie myli) 2017 roku powinien działać wolno? Ale tak naprawdę wolno? No nie. Zwyczajnie nie!

Dlatego też sprawdziłem go każdym możliwym programem pokazującym podzespoły, bo nie wierzyłem, że ta specyfikacja jest prawdziwa. Choć z drugiej strony, benchmarki wypadały nieźle. Naprawdę nie mam pojęcia co Ulefone skopał w oprogramowaniu tego modelu, ale pierwszy z brzegu smartfon za 300 zł działałby od niego szybciej.

W zasadzie poza tym, pamiętam tylko zestaw i naprawdę bardzo dobrze wykonaną obudowę. Smartfon był zapakowany w eleganckie czerwone pudełko i miał bardzo ładne akcesoria. Ale to tyle z plusów. Co najlepsze, koniec końców recenzja tego smartfonu nie została opublikowana. Choć nie z mojej winy.

Nokia C2-02 – bo to pechowa Nokia była…

Nokia C2-02 to przedstawiciel serii Touch and Type zapoczątkowanej w 2010 roku. Miało to być połączenie ekranu dotykowego oraz klawiatury w prostych telefonach. C2-02 miała bardzo oporny ekran, niewygodną klawiaturę, niezbyt szybki interfejs. Ale zwyczajnie była pechowa.

Zawsze miałem szczęście do testowanych smartfonów. Nigdy żadnego nie utopiłem, ani nie rozbiłem. Poza tym na jednej ręce można policzyć modele, które były z różnych powodów wadliwe. I tak w pierwszej C2-02 siadła taśma. Przez co mechanizm slidera chodził jak po zasypaniu piaskiem, a jego zamknięciu towarzyszyło piskliwe dzwonienie. Drugi był już sprawny, ale pojawiły się kolejne schody. Wtedy jeszcze nie zajmowałem się przygotowywaniem mediów do testów, ale ową Nokię miałem sfotografować i nagrać z nią krótki film. No ja nie zrobię?! Noo… nie zrobię.

Szybko okazało się, że pożyczona od znajomego cyfrówka, choć tania nie była, jest beznadziejna. Do tego, również pożyczona i też niewąsko kosztująca kamera (tak, to były czasy kamer cyfrowych), nie potrafi nagrywać filmów w HD (720p). A do tego nagrywa je na taśmie(!). Jakością zdjęć też nie grzeszyła. Ostatecznie szef miał zorganizować inny egzemplarz od znajomego pracującego w salonie operatora i zrobić mu zdjęcia oraz film. Tam okazało się, że przynajmniej jedna (choć coś mi świta, że dwie) Nokia C2-02 też miała problem z taśmą i źle działającym sliderem. Nie wiem jaki cudem udało się ten test doprowadzić do końca.

Kilka telefonów nieadekwatnych do czasu testowania lub z wadami, które pamiętam do dzisiaj

W pamięć zapadło mi też kilka telefonów, o których mogę powiedzieć, że były bardzo niedzisiejsze. Jak najbardziej są przecież telefony i drogie i takie z niższej półki, ale to momentami trochę tak jakbym dzisiaj miał przetestować telewizor kineskopowy. Bo to popularny model sprzed roku, albo też zupełna retro nowość. No i trzeba, nic nie poradzisz.

Pierwszym takim telefonem będzie na pewno Nokia 3310 2017. Wielki skok na kasę HMD Global w postaci żerowania na sentymencie klientów. Telefon koniec końców naprawdę niezły, ale źle wyceniony i sprawiający wrażenie robionego na kolanie. Używanie go w 2017 roku było wyzwaniem. Już pierwszą przeszkodą była synchronizacja kontaktów, której… nie było. Z konta Google ich przecież nie ściągnę. Koniec końców musiałem nosić ze sobą smartfon z drugą kartą, tylko dla samych funkcji smart, bo tutaj nawet z konfiguracją maila były problemy.

Słabo wspominam też dwie Xperie – E4 oraz E4G. W 2015 roku uchodziły za sprzęt z tańszych rejonów średniej półki. Być może jest to wina niezbyt udanych układów MediaTeka, ale to też były smartfony, które dosłownie działały jakby chciały, a nie mogły. Nie pomagały w tym bardzo słabej jakości ekrany.

Prawdziwym potworkiem była też Xperia Z3+. Bardzo mocno wyposażony flagowiec, który trafił do mnie przy okazji testu jednego z inteligentnych zegarków Sony jako dodatek do pary. Bardzo mi się ten smartfon podobał, ale był w zasadzie nieużywalny. Po 20-30 minutach użytkowania, nawet przeglądania Internetu, Zetka zaczynała się nagrzewać. Do tego stopnia, że jej ekran zaczynał przygasać, a interfejs delikatnie zwalniać. Nie wspominając już o coraz cieplejszej obudowie.

Podobną przypadłość miał pierwszy flagowy Huawei, którego używałem, czyli Ascend P6. Choć wspominam go naprawdę bardzo dobrze, bo to był świetny smartfon, to jednak on też lubił sobie przygasać. To była w zasadzie jedyna, ale duża wada tego modelu. Obudowa też po ok 30 minutach robiła się bardzo ciepła, a ekran przygasał momentami nawet o połowę. Zwyczajnie suwak jasności przesuwał się sam z siebie.

Koniecznie dajcie znać, czy taka tematyka jest dla Was interesująca. Jeśli tak, kolejny materiał będzie dotyczył telefonów, które wspominam zdecydowanie najlepiej. Może się w nim pojawić się wiele nieoczekiwanych modeli.