Triumph jest jedną z tych firm, które zawdzięczają popularność nie jakiemuś rewolucyjnemu rozwiązaniu, ale stworzeniu czegoś, co po prostu robiło wokół siebie dużo szumu, przyćmiewając ofertę konkurencji. Mowa jednak głównie o monstrualności motocyklów z serii Rocket 3, do której zmierza właśnie jeszcze większy i jeszcze lepszy 2,5-litrowy Triumph Rocket 3 TFC, który dla tego producenta będzie najmocniejszym modelem w historii.

W nim najważniejszy jest oczywiście sam silnik, którego każdy z trzech cylindrów ma średnicę 110,2 mm i skok rzędu 85,9 mm. W kwestii pojemności mowa dokładnie o 2459 centymetrach sześciennych, które przekładają się na spalanie rzędu 5,2 litra na 100 kilometrów. Moc tego czegoś możecie sobie tylko wyobrazić… albo po prostu porównać, bo mowa o mocy szczytowej rzędu 170 koni mechanicznych i momencie obrotowym sięgającym aż 221 Nm.

A to z kolei z pewnością przełoży się na świetne wyniki na torze, bo Rocket 3 TFC jest o 40 kilogramów lżejszy w porównaniu np. do Rocketa III, więc powinien ważyć około 320 kilogramów. Wszystko dzięki nowym aluminiowym konstrukcjom ramy i jednostronnemu wahaczowi z napędem wału oraz wszechobecnym włóknie węglowym na nadwoziu. Stary klimat został jednak zachowany, co widać w charakterystycznych reflektorach, ale tym razem rozświetlanych LEDami.

Nie mogło również zabraknąć nowoczesnych dodatków pokroju systemów ABS, TFT, kontroli trakcji, użytecznych (tutaj 4) trybach jazdy, szybkiej zmianie biegów, czujników ciśnienia w oponach, zapłonowi bez kluczyka, wspomaganiu przy ruszaniu pod górę i opcjonalnej łączności Bluetooth dla telefonu.

Największy problem? Nakład, bo Triumph zobowiązał się do stworzenia jedynie 750 egzemplarzy Rocket 3 TFC, które będą kosztować z pewnością sporo. Jeśli jesteście zainteresowani, to szczegóły znajdziecie tutaj.

Czytaj też: Jedyny w swoim rodzaju motocykl Birdcage od Revival

Źródło: Triumph, New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej