WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Nie macie w co grać na starym sprzęcie? Pomagamy!

Czasem sprzęt, jaki mamy pod ręką, zwyczajnie nie wydala w nowszych tytułach, a nawet nie radzi sobie z tymi kilkuletnimi. Nie ważne, czy mowa o starym laptopie, czy kompie – każdy od czasu do czasu chciałby pograć sobie w jakąś przyzwoitą produkcję nawet w tak niesprzyjających warunkach. Stąd subiektywna lista 13 gier, na jakie można się wtedy zdecydować.

Jak to w takich zestawieniach bywa, nie bójcie się wpisywać w komentarzach swoich propozycji, bo tego typu tytułów jest całe mnóstwo. Sam najpierw zastanawiałem się, czy w tej liście zamieszczać gry pokroju Gothica 1 i 2, pierwszego Wiedźmina, Strongholda, czy Counter-Strike 1.6, ale postawiłem głównie na te niekoniecznie tak popularne dzieła, kierując się tym, co sam wybrałbym do grania na starym laptopie. 

W skrócie – ma być tanio, najlepiej bez wymagania dostępu do sieci, przyjemnie i niewymagająco. Tak żeby z grą poradził sobie nawet ponad 10-letni sprzęt. 

Borderlands 

Seria Borderlands to jak dla mnie jeden z najlepszych fabularnych strzelanek z pierwszej osoby, która łączy ze sobą w świetnym stylu nietypową grafikę oraz mechaniki, zapewniając nam czystą przyjemność z gry. Nie jest to typowy FPS, bo rządzi się swoimi własnymi prawami, ale w gruncie rzeczy to jest w nim najcudowniejsze – zapewnia powiew świeżości i miłą odmianę od stricte skillowych pozycji. 

Pierwsza odsłona stanowi świetne wejście do serii i mogę określić ją nawet mianem przyjaznej dla początkujących graczy. W skrócie – wcielamy się w jedną z czterech postaci, mamy do dyspozycji miliony broni i swoją unikalną umiejętność, a naszym głównym zadaniem jest zdobywanie poziomów oraz oczywiście brnięcie dalej w fabułę w towarzystwie masy pobocznych misji. Specyficzna komiksowa grafika zapewnia z kolei niskie zapotrzebowanie na zasoby systemowe, a jak na takiego shootera, to coś niespotykanego. 

Chivalry: Medieval Warfare

Starsi mogą kojarzyć „mieczyki” nawet z lekcji informatyki w szkołach, ale mnie Chivalry: Medieval Warfare porwał w bój dawno po swojej największej popularności. Chociaż wymaga dostępu do Internetu, aby grać z innymi, to przez to, jak wiele rozrywki mi zapewniła, postanowiłem umieścić ją w tym zestawieniu. Sama w sobie jest jednak prosta – ot mamy do dyspozycji cztery średniowieczne klasy i bijemy się z innymi w różnego rodzaju trybach.

To, co w tej grze jest najważniejsze, to zdecydowanie droga, jaką nasze umiejętności wojowania myszką i klawiaturą muszą przejść, aby walka wyglądała przynajmniej przyzwoicie. Wyczucie ruchów przeciwnika, charakterystyki poszczególnej broni i nauka przydatnych sztuczek nadaje tej z pozoru łatwej produkcji świetnego stylu easy-to-learn, hard-to-master. Jednej z cech gier, które ubóstwiam, ale która w tym przypadku na wysokich poziomach zaawansowania psuje całkowicie rozgrywkę. Przed tym jednak chronią Was początkowo serwery dla początkujących.

Dark Souls

Ktoś mi kiedyś powiedział, że prawdziwym graczem zostaje się dopiero po przejściu Dark Soulsa. Prawdy w tym zdaniu jest tak wiele, jak w tym, że ktoś rzeczywiście wypowiedział kiedyś to zdanie na poważnie, ale i tak jest to dosyć celna uwaga. Pierwsza odsłona serii Dark Souls zapoczątkowała bowiem coś ważnego na rynku gier, który przestał bać się wysokiego poziomu trudności. 

Wprawdzie ciągle trudno o wielu godnych rywali dla Dark Soulsów, ale coś tam na rynku znajdziemy. Jak dla mnie jednak specyficzny styl walki, narracji, eksploracji i poziomu trudności w tej produkcji jest na tyle unikalny, że każdy powinien choć spróbować zagrać w tę grę. Więcej o niej pisałem tutaj

Fallout 1

Od tego wszystko się zaczęło. Fallout w 1997 roku podłożył podwaliny pod tragedię, jaka nastąpiła dwie dekady później i przyjęła formę Fallouta 76. Te dwie gry mają jednak wspólne tylko jedno – uniwersum, choć niektórzy powiedzą, że też wpływają na graczy tak mocno, że aż łzy pchają się do oczu. Ma to sens, tyle że trudno zestawiać sentyment do rozczarowania Falloutem 76.

Sam muszę przyznać, że z pierwszym Falloutem zapoznałem się późno, bo dopiero przed trzema laty, ale była to przygoda niesamowita, w której nawet nie bolała mnie grafika, czy miejscami toporne mechaniki i sterowanie. To taktyczny fabularny majstersztyk dla fanów post-apo i dawnego stylu gier.  

Viking: Battle for Asgard

Jeśli mam być szczery, na Viking: Battle for Asgard nigdy nie napotkałem się w sieci, ale kiedy myślę o nordyckiej mitologii i grach, to tę produkcję mam przed oczami tuż obok najnowszego God of War. Określiłbym go mianem przyjemnego trzecioosobowego akcyjniaka z elementami RPG i aspiracją do hack&slashy. 

W tej grze wcielamy się w postać wikinga, mającego walczyć z mrocznymi siłami, które padają pokłosiem pod ciosami naszych dwóch toporów. Trudno nazwać tę produkcję wybitną, ale jako że chciałem urozmaicić to zestawienie czymś odmiennym, to znalazła się tutaj – może kogoś zainteresuje. 

The Mims Beginning

To z kolei polska gra strategiczna z 2015 roku, w której to bawimy się w rolę boga czuwającego nad uroczymi stworkami na latających wyspach. Realizujemy przy tym główne misje, śledząc poczynania strachliwego gatunku nie z tego świata, który upodobał sobie w znacznym stopniu owoce.

Portal 

Chociaż druga odsłona Portala jest zdecydowanie bardziej godna polecenia, to jedynka ruszy na znacznie większej ilości sprzętów i może nawet zachęci Was do sięgnięcia dalej? To logiczno-platformowa gra z perspektywy pierwszej osoby, która oparła cały swój sukces na tytułowej mechanice portali.

Jeden jest niebieski, drugi pomarańczowy, a my strzelamy “z nich” i tyle musi nam wystarczyć, aby zobaczyć napisy końcowe. W tej grze mierzymy się głównie z zagadkami środowiskowymi, starając się pokonać lokację za lokacją. 

The Binding of Isaac

To już gra na dobre kilkadziesiąt godzin, które przeminą Wam, jak z wiatrem… o ile prosta gierka zorientowana na lochy i zasadę „umierasz, zaczynasz od nowa” wpadnie w Wasz gust. W niej sterujemy płaczącym dzieckiem, którego łzy mają niebywałą destrukcyjną siłę, pomagającą nam w pokonywaniu coraz to kolejnych pomieszczeń i całych poziomów.

Najlepsza w The Binding of Isaac jest regrywalność, która w połączeniu z ciekawością co do zdobywanych przedmiotów i wysokim poziomem trudności ukrytym pod pozornie łatwymi mechanikami może wciągnąć bez reszty. Zwłaszcza że gra skutecznie zachęca nas do odblokowywania coraz to kolejnych elementów, które urozmaicają rozgrywkę, a w ten sposób spirala tylko się nakręca. 

Fez

Z grami niezależnymi jest tak, że niski budżet i mała moc przerobowa wymuszają na twórcach stworzenie czegoś nowatorskiego. Nie inaczej jest z jednej strony kolorowym, a z drugim nieco niepokojącym (pod kątem klimatu i ukrytego przesłania) Fezem. To przykład platformówki, który zamiast stawiać na szybkości, stawia na przemyślane ruchy i wyobraźnie.

Wszystko za sprawą dodatku zabawy perspektywą, dzięki któremu w pozornie dwuwymiarowym świecie możemy poruszać się w trzech wymiarach. Działa to jednak inaczej, niż możecie sobie wyobrażać – to nie my poruszamy się bowiem w 3D, a świat, który skrywa przed nami masę tajemnic. Czy je odkryjecie? 

Limbo

Jeśli jesteście fanami mrocznego klimatu i tym razem nieco bardziej wymagających pod kątem sprawności platformówek, to Limbo będzie strzałem w dziesiątkę. Mocną stroną tej produkcji jest stosunkowo krótki czas potrzebny do jej ukończenia i to, że często była udostępniana za darmo. 

Jako chłopiec wyruszamy na poszukiwania zaginionej siostry, a wszechobecny mrok wcale nam tego nie ułatwia, skrywając w każdym możliwym zakamarku pułapkę. W niej częste umieranie nie jest niczym dziwnym, więc lepiej się na to przygotujcie.

Don’t Starve

Tytuł „nie umrzyj z głodu” tak naprawdę mówi wszystko o tej grze, która podobnie jak kilka wcześniejszych pozycji, zdobyła uznanie graczy swoim klimatem, grafiką i ciekawą ścieżką dźwiękową.

W niej sterujemy jedną z postaci na wymagającym pod kątem przeżycia terenie, walcząc z głodem oraz zdrowiem psychicznym i fizycznym. Zabraknie światła w nocy? Przegrywamy i to kategorycznie – tak, że trzeba zacząć grę od nowa, ale ciemność nie jest jedynym naszym przeciwnikiem.

W Don’t Starve nieustannie dbamy o swoje wyposażenie, zapasy oraz samą bazę, która stanowi dla nas nie raz wytchnienie od wszystkiego, co najgorsze na tamtejszym paskudnym świecie, w którym nawet drzewa mogą obrócić się przeciwko nam. Gra survivalowa z rodzaju tych wymagających, więc nie liczcie na lajtową przygodę.

Jump King

Prosta i świetna zarazem. To platformówka z rodzaju tych, które można całkowicie sobie zniszczyć nawet przy samym końcu, spadając na sam dół, z którego rozpoczynaliśmy mozolną wspinaczkę. Tutaj tytuł ponownie oddaje charakter produkcji okraszonej pixelartową grafiką. 

Jeśli kojarzycie gościa z młotem w wielkim kotle, to Jump King jest tego odwzorowaniem, ale z wykorzystaniem tylko i wyłącznie skoku. Właśnie tak – w tej grze poruszamy się tylko poprzez skoki, a to, jak precyzyjne wykonamy, zależy tylko od naszych umiejętności i wyczucia. 

Warcraft III

Na sam koniec zostawiłem sobie RTSa, który dał początek całemu gatunkowi MOBA, a nawet najlepszej grze MMO w historii, czyli World of Warcraft. Trzecia odsłona strategii w czasie rzeczywistym Warcrafta jest ciągle jednym z najbardziej grywalnych produkcji tego typu, która oferuje nie tylko świetną kampanię fabularną, ale też tryb wieloosobowy.

Po raz kolejny jest to gra, którą łatwo ogarnąć, ale którą trudno opanować do perfekcji, co widać zwłaszcza po zawitaniu do gier z innymi ludźmi z całego świata.

Niestety obecnie trudno dostać oryginalną wersję przez premierę odświeżonego Warcrafta: Reforged, ale dla chcącego nic trudnego ;). Jeśli jednak nie macie czasu na takie zabawy, to i w remake zagracie na starym sprzęcie, choć ja w dniu premiery na ten twór zareagowałem następująco: