WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Outer Worlds – oto, jak powinien wyglądać nowy Fallout

Dziwne zdarzenia, kontrastowe postacie, groteskowe problemy ludzi, nabijanie się z rzeczywistości, czarny humor i ogrom odniesień popkulturowych, a w tle bądź co bądź ważna misja i wcale nie tak czarno-biała sytuacja, jak mogłoby się wydawać.

Mówi Wam to coś? Mamy więc taki opis, do którego możemy dołączyć jedno dodatkowe określenie. Jeśli powiemy, że to gra “postapo”, to pewnie większości z nas skojarzy się z Falloutem. Jeśli natomiast powiemy “sci-fi”… wtedy otrzymamy Outer Worlds.

Gdyby tylko Outer Worlds było postapo…

Ja wiem. Ja wiem. Mam już za sobą całe miesiące kopania Bethesdy, która najwyraźniej jest wybitnie upartym masochistą. Ale ciężko nie zwrócić uwagi na to, że gdyby zmienić otoczkę i dostosować nieco fabułę, to kolejne Fallouty miałyby turbo ciężkiego przeciwnika. 

Wyciągając najlepsze elementy gry, okazuje się, że jest w nich spora uniwersalność. I gdyby przenieść je w inne “otoczenie”, sprawdziłyby się równie dobrze. W Outer Worlds światem (światami) rządzą korporacje i ich sub-firmy (również korporacje). Stosują one retorykę hiperpozytywną – wzystko jest pięknie, nawet jeśli ludzie umierają z głodu czy przez zjedzenie zbyt dużej ilości jakiegoś produktu.

Wykreowana rzeczywistość jest brutalna, ale kryje się pod otoczką nowomowy korporacyjnej i “promocji sukcesu”. Na każdych dziesięciu jedzących rybę siedmiu umiera? Co z tego! Na opakowaniu warto się pochwalić, że AŻ trzech na dziesięciu NIE odczuwa żadnych skutków ubocznych!

Zamyka się miasteczko, bo eksport nie idzie? A co tam! Restrukturyzacja w duchu dbania o pracowników! Których przy okazji nie stać na wylot z opuszczonej planety.

Przerośnięta biurokracja, ludzie na końcu korporacyjnego łańcucha pokarmowego, którzy są zawsze winni nawet najgłupszych decyzji firm, wszędobylska inwigilacja i pranie mózgu. Taki klimat serwuje Outer Worlds.

Polskie tłumaczenie Outer Worlds to perełka

Ogrom dobrej roboty odwaliła ekipa od polskiej lokalizacji – to dzięki niej doceniłem językowe gry słowne. Wszystkie dialogi i wpisy (w dzienniku, na terminalach w grze, notatniki, i tak dalej) zostały po prostu genialnie przetłumaczone. I tak, na przykład “saltuna” został “słończykiem” – to pozostanie w mojej głowie na długie lata. To tylko jedno słowo, a cała gra ma takie perełki!

Pomysły developerów również są genialne – wczytując się w korespondencję na komputerach w różnych miejscówkach można odnaleźć rozmaite zapiski, które ułożą się w zgrabną całość. Przy okazji niezbyt optymistyczną dla pracowników korporacji.

Na jednym z terminali znalazłem korespondencję podwładnego do szefa, w której narzekał na warunki pracy – tych oczywiście nie zmieniono, ale kiedy doszło do wypadku, obarczono tego właśnie podwładnego o powodowanie przestoju w pracy.

Inny przykład: zamyka się placówkę, a żeby z niej odlecieć, należy wnieść opłatę. Jeśli nie stać kogoś na opłatę, należy wnieść wniosek kredytowy, który zostanie rozpatrzony w bardzo długim czasie (kilkukrotnie przewyższającym termin odlotu). Żeby wnieść wniosek kredytowy, trzeba uiścić inną opłatę. Jeśli nie stać kogoś na opłatę na wniosek o kredyt na opłatę, należy złożyć wniosek o kredyt na opłatę na wniosek o kredyt na opłatę. I tak by się to pewnie ciągnęło dalej, gdyby tylko na terminalu było więcej korespondencji ;-)

To wszystko, w połączeniu z niebezpiecznymi światami, jakie odwiedziłem w grze, z mnogością zagrożeń i codziennych problemów świetnie współgra z narracją głównej osi fabuły. Tworzy bardzo złożonę, często wielokolorowe uniwersum. I to dzięki takim smaczkom Outer Worlds naprawdę wciąga.

W Outer Worlds grafika jest zwyczajnie miodna

Żadne z załączonych w tej recenzji screenshotów nie zostały podrasowane. Tak, Outer Worlds po prostu wygląda miodnie. O dziwo, nie zajęło mi też ogromu zasobów kompa, co bardzo się chwali. Nie jest może graficzną rewolucją, ale chciałbym, żeby wielu developerów gier AAA uczyło się od Obsidianu jak robić tytuły, które nie dość, że świetnie wyglądają, to jeszcze mają minimum błędów.

Serio, w ciągu przejścia całej fabuły i chyba 95% wszystkich misji pobocznych, spotkałem może z pięć glitchy. Nie bugów, ale glitchy, które dodatkowo w żaden sposób nie przeszkadzały. Spotkałem źle wyświetlone tekstury, które po zniszczeniu obiektu wisiały w powietrzu. Nie przeszkadzały w strzelaniu, nie blokowały postaci. Ot, po prostu sobie były.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić na siłę, to ragdoll na zabitych postaciach – parę razy zdarzyło mi się być świadkiem, jak moja celna salwa z karabinka posyła jakiegoś marudera na orbitę. I to tyle.

Gdybym nie był nałogowym zbieraczem przedmiotów w grze i przeszukiwania dosłownie każdego kąta, pewnie w ogóle bym się tym nie przejął (takiego “wystrzelonego” przeciwnika już się raczej nie odnajdzie – a więc i zawartości jego kieszeni).

Cena Outer Worlds w zamian za jakość jest bardzo dobra

Okej, nie jest to najtańsza gra, która miała premierę w ostatnim czasie. Ale biorąc pod uwagę wygląd, dopracowanie, tłumaczenie i zwyczajnie ogólną jakość oraz frajdę z gry, to kasa, która nie pójdzie na marne. Szczególnie, jeśli komuś brakuje shooterów, w których znajdą się i dynamiczne elementy walki, i głębsza fabuła, i opcje rozwoju postaci według własnych upodobań.

A te ostatnie są spore – Outer Worlds to jedna z niewielu nowych produkcji, które pozwoliły mi poczuć konsekwencje moich decyzji o rozwoju postaci. Dobrze znam swój styl gry, a Obsidian pozwolił mi na dużą swobodę, więc miałem mnóstwo zabawy. To się chwali! Łącząc to z towarzyszami, których też można levelować wedle woli oraz z całkiem zasobną opcją modyfikacji broni, tworzy się pełen obraz tego, jak wiele dróg Outer Worlds oferuje graczowi.

Płacąc tyle za grę oczekuje się jej najwyższej jakości. To zadanie twórcy spełnili niemal w 100%. Drobne potknięcia zdarzają się każdemu, ale jeśli przy niemal 30 godzinach gry zaobserwowałem zaledwie kilka glitchy, to chyba mogę mówić o sukcesie Obsidianu.

Outer Worlds po prostu mnie kupiło

Moim jedynym poważnym zarzutem w stosunku do Outer Worlds jest to, że… za szybko się kończy. Nie dlatego, że ending jest zły czy nadmiernie, nienaturalnie przyspieszony. O nie, tego nie mogę powiedzieć. Po prostu bardzo chciałbym, żeby było w wykreowanym w tym grze świecie jeszcze więcej do zrobienia, jeszcze więcej do odwiedzenia i jeszcze więcej do poznania.

Outer Worlds to jedna z najbardziej dopracowanych produkcji ostatnich lat, która nie dość, że świetnie stoi jakościowo pod względem technicznym, radzi sobie bardzo dobrze i fabularnie.

Jeśli mnie spytacie – gra jest zdecydowanie warta swojej ceny. W tym momencie ciężko jeszcze to powiedzieć, ale wśród tegorocznych premier ma na pewno miejsce w mojej TOPce. Może nie pierwsze, ale Outer Worlds z pewnością podium osiągnęło.