WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Te cacka wyrywają z butów, czyli pięć nadchodzących elektrycznych hipersamochodów

Elektryczne układy napędowe już udowodniły, że są godnymi następcami spalinowych silników nie tylko w segmencie stricte praktycznym i konsumenckim, ale też w tym, gdzie wydajność gra pierwsze skrzypce. Oto więc pięć ciekawych elektrycznych hipersamochodów, jakie do tej pory widzieliśmy.

Przewaga elektrycznych silników

Prawdą jest, że solidny samochód elektryczny powinien być zaprojektowany od podstaw, jako właśnie EV (Electric Vehicle), co w przypadku sportowych, wyścigowych modeli ma jeszcze większe znaczenie. Tylko platforma stworzona z myślą o konkretnym napędzie jest w stanie wyciągnąć z niego wszystko to, co najlepsze i o tym doskonale wiedzą producenci poniższych modeli.

C-Two, testy C_Two, Rimac C_Two, hipersamochód Rimac

Same elektryczne napędy przewyższają te spalinowe pod względem niższej złożoności, natychmiastowego momentu obrotowego i najwidoczniej również samych osiągów. Zwłaszcza pod kątem stosunku mocy i momentu do poziomu skomplikowania silników spalinowych. Zestawy akumulatorów łatwiej jest też rozstawić w samochodzie, obniżając środek ciężkości i dążąc do idealnego rozkładu masy. 

Niestety elektryczne układy dręczy wysoka waga oraz tendencja do obniżania swoich możliwości po pewnym czasie skrajnego obciążenia i to m.in. z tym walczą obecnie firmy produkujące wydajne EV. Nie przedłużając jednak, oto zestawienie pięciu (dla nas najciekawszych) elektrycznych hipersamochodów.

Rimac C_Two

Na pierwszy ogień idzie cacko firmy, która nie ma najmniejszego problemu w kwestii pomagania innym producentom w tworzeniu swoich elektrycznych hipersamochodów. Firma Rimac bowiem chce nie tyle się dorobić, co tak jak Tesla pomagać innym w imię czystego, przyjaznego dla środowiska elektrycznego transportu. C_Two jednak nie dokona tego na większą skalę, bo z produkcją 150 egzemplarzy w cenie 2000000$ jest to zwyczajnie niemożliwe.

Rimac w swoim C_Two stawia na nadwozie samonośne, charakterystyczny obły kształt, czy aktywny system aerodynamiczny, który pozwolił firmie osiągnąć współczynnik oporu powietrza rzędu 0,28. Po stronie napędu za przejechanie do 640 kilometrów na jednym ładowaniu odpowiada 120 kWh zestaw akumulatorów chłodzonych cieczą, które zapewniają moc czterem silnikom elektrycznym o łącznej mocy 1914 koni mechanicznych i 2300 Nm momencie obrotowym. 

Każdy z nich jest bezpośrednio związany z jednym kołem i co ciekawe, te na przodzie współpracują z jednobiegowymi skrzyniami biegów, podczas gdy ten na tyle wykorzystują już dwubiegowe. To ponoć pozwala uwolnić z C_Two jeszcze większą bestię, która do 100 km/h rozpędzi się w 1,85 sekundy… choć po delikatnym, bo 30-centymetrowym „rozpędzie”. Maksymalnie z kolei Rimac C_Two dobije do 415 km/h. 

Aspark Owl

Prosto z Japonii tuż przed końcem 2019 roku dotarły do nas konkretne wieści od firmy Aspark, która zapowiadała swój elektryczny hipersamochód Owl przez lata.

W dniu debiutu był określany nie tylko najniższym elektrycznym hipersamochodem na świecie (przez swoje 99 cm wysokości), ale też najszybszym za sprawą czterech silników elektrycznych o łącznej mocy 2012 koni mechanicznych oraz 2000 Nm momentu obrotowego. Te silniki współpracują z ponoć fenomenalnym zestawem 64 kWh akumulatorów o zasięgu 450 kilometrów według testów NEDC. 

Zaklęty w projekcie „kobiecy wygląd” modelu Owl przez obłe, atrakcyjne kształty bazuje na nadwoziu samonośnym z włókna węglowego o wadze 120 kilogramów, które może znaleźć się zaledwie 3,15 cala od drogi. Wszystko to składa się razem na sprint do 96,5 km/h w 1,69 sekundy i maksymalną prędkość 400 km/h. 

Aspark ma w planach wyprodukowanie 50 egzemplarzy elektrycznego hipersamochodu Owl w cenie 2,9 miliona euro. 

Lotus Evija

W chwili oficjalnego ujawnienia tego elektrycznego modelu firma Lotus twierdziła, że Evija będzie najmocniejszym samochodem produkowanym seryjnie na świecie. Nic dziwnego, łączna moc, która ma w nim drzemać sięga teraz nie 1972, a 2000 koniom mechanicznym, co w połączeniu z napędem na wszystkie koła ma zapewniać temu hipersamochodowi sprint do setki poniżej trzech sekund i prędkość maksymalną powyżej 320 km/h.

Evija sama w sobie będzie ważyć 1678 kilogramów, czyli całkiem sporo, z czego większość wagi i tak zapewne stanowi układ napędowy. Ten został opracowany we współpracy z Williams Advanced Engineering w Wielkiej Brytanii i sprowadza się do zamontowanego w podłodze zestawu akumulatorów litowo-jonowych oraz 500-konnego elektrycznego silnika z jednobiegową przekładnią przy każdym kole. Łączny moment obrotowy wynosi z kolei całe 1700 Nm.

W kwestii baterii postawiono na 70 kWh system, który powinien wystarczać na przejechanie do 402 kilometrów. Za ładowanie całości będzie odpowiadał ultraszybki tryb, obsługujący moc do 800 kW, ale już przy ładowarce o mocy 350 kW akumulatory Eviji naładują się do setki w ciągu 18 minut.

Ich temperaturę będzie trzymać w ryzach zestaw czterech rozbudowanych systemów odprowadzania ciepła, dzięki którym samochód będzie mógł działać w najszybszym trybie przez siedem minut, zanim o swoje nie upomni się wysoka temperatura układu napędowego. 

Firma twierdzi również, że Evija będzie miała szybsze przyspieszenie niż hipersamochody z tradycyjnymi silnikami. Nic dziwnego, kiedy podaje, że Evija rozpędzi się do maksymalnie 322 km/h, a jej przyspieszenie do 300 km/h będzie trwało poniżej 9 sekund. Swoje trzy grosze dorzuca do tego idealnie dopracowana kwestia profilu aerodynamicznego z opływowym kształtem, tunelami Venturiego, czy ogromnych wlotów powietrza dla hamulców. 

Lotus ma w planach skonstruowanie tylko 130 egzemplarzy Evija, a potencjalni nabywcy mogli już przed rokiem zgłaszać depozyt w wysokości 310000$, aby finalnie zapłacić 2,1 miliona dolców i to przed naliczeniem podatków oraz dodatkowych opłat.

Pininfarina Battista

Na sam koniec coś prosto z Włoch. Rok temu na targach motoryzacyjnych w Genewie Pininfarina ujawniła swój luksusowy elektryczny hipersamochód Battista, który powstanie w nakładzie 150 egzemplarzy. Jego platforma została stworzona z włókna węglowego, choć na przodzie i tyle znalazły się specjalne aluminiowe amortyzatory zderzeniowe.

W kwestii karoserii również postawiono na włókno węglowe, a rozmieszczenie pakietów 120 kWh baterii (pozwalają na podróż do 450 km) przypomina literę “T” która znalazła się w środkowym tunelu i w miejscu za przednimi siedzeniami. 

Amortyzację rozwiązano za pomocą regulowanego elektronicznie zawieszenia, a hamulce dopięto na ostatni guzik, stosując 390 mm tarcze węglowo-ceramiczne z przodu i tyłu, nad którymi pieczę stanowią sześciotłokowe zaciski.

Całość uzupełnia nawet hamulec pneumatyczny. Firma postanowiła też zastosować system akustyczny imitujący benzynowego potworka pod maską, wykończenie wnętrza rodem z królewskich komnat i aerodynamiczne nadwozie pełne obłych kształtów. Nie mogło też zabraknąć splitterów, dyfuzorów, subtelnych listew bocznych i głębokich wlotów powietrza, które poprawiają przyczepność.

Przechodząc do napędu, we wnętrzu Battista skrywa nic innego, jak topowy układ napędowy firmy Rimac, podobny choć nie wyjęty prosto z Rimaca C_Two. Dzięki niemu model chwali się mocą rzędu 1903 koni mechanicznych i 2300 Nm momentu obrotowego, generowanych przez cztery niezależne silniki.

Taka specyfikacja i tak zapewne spotyka się ze sporym ograniczeniem, a mianowicie przyczepnością opon do podłoża. O nią spróbuje zadbać guma Pirelli P Zero na 21-calowych felgach. W kwestii osiągów producent wspominał o sprincie do setki w 1,9 sekundy i rozpędzeniu się do maksymalnie 350 km/h w 10 sekund. Cena? 2500000$.

Drako GTE

Kolejny elektryczny hipersamochód tym razem pochodzi z Kalifornii od firmy Drako Motors, która na karku ma zaledwie siedem lat. Model Drako GTE będzie jej pierwszym samochodem, choć firma zbierała doświadczenie, współpracując z uczelniami właśnie nad elektrycznym pojazdem.

Z czasem Drako Motors stworzyło swoje własne cacko i ujawniła je przed rokiem z planem produkcji 25 egzemplarzy o cenie bazowej rzędu 1250000 dolarów. 

Wiemy, że Drako GTE, jako czterodrzwiowy sportowy sedan, wykorzystuje podwozie modelu Fisker Karma i łączy w sobie cztery elektryczne silniki o łącznej mocy 1200 koni mechanicznych i szalonych 8800 Nm momentu obrotowego.

Magazynem mocy jest z kolei 90 kWh bateria zamontowana w podstawie, która zapewnia zasięg rzędu 400 kilometrów. W kwestii osiągów patrzymy na sprint do 96,5 km/h w poniżej trzy sekundy i maksymalną prędkość 332 km/h.