WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja Death to 2020 – Giń, 2020! marnuje komediowy potencjał ubiegłego roku

Recenzja Death to 2020 – Giń, 2020! marnuje komediowy potencjał ubiegłego roku

2020 rok już za nami, więc bez obaw można popatrzeć na wszystko co było w nieco krzywym zwierciadle. Death to 2020, czyli Giń, 2020! w założeniu ma przypomnieć nam najważniejsze wydarzenia ubiegłego roku, tylko czy jest to konieczne?

Twórcy Black Mirror podsumowują 2020 rok

Zacznijmy od tego, czy faktycznie zdążyliśmy już zapomnieć, że w Australii szalały pożary, Parasite wygrał Oscary, pojawił się koronawirus i wszystkich nas zamknął w domach? Że po tragicznej śmierci George’a Floyda rozpoczęły się strajki i zamieszki? A w kolejnych miesiącach świat żył nie tylko pandemią, ale również wyborami w USA? Pamiętacie? No właśnie, a Netfliksowi wydaje się, że chyba zdążyliśmy o tym zapomnieć, bo Death to 2020 opowiada właśnie o tych wydarzeniach. Przy użyciu wielu sławnych twarzy wcielających się w giganta technologii, dziennikarza, typowej kobiety czy też milenialsa, którzy mają reprezentować przeróżne typy ludzi wypowiadających się o minionych wydarzeniach.

Death to 2020 to mockument, mamy więc fikcyjne wypowiedzi pomieszane z prawdziwymi materiałami filmowymi komentowanymi przez narratora (Laurence Fishburne). Taka produkcja w teorii miała ogromny potencjał i zapewne gdyby stworzyć z tego serię wyszłoby o wiele lepiej. Tymczasem dostajemy najważniejsze wydarzenia ubiegłego roku, o których naprawdę ciężko byłoby nie usłyszeć. Do tego garść komentarzy i opinii wygłaszanych przez fikcyjnych specjalistów. Siedząc w Internecie z pewnością rozpoznacie niektóre typy osób, choć są one reprezentantami raczej mentalności niektórych z mieszkańców USA. Choć właściwie podobnych znajdziemy także na naszym podwórku.

Death to 2020 to prawdziwe materiały pomieszane z fikcyjnymi wypowiedziami „ekspertów” i „zwykłych ludzi”

Netflix zebał sporo sław, na czele z Samuelem L. Jacksonem i Kumailem Nanjiani. Jest też Lisa Kudrow, która wciela się w polityczkę, a jej postać bazuje głównie na jednym żarcie, choć robi to w tak świetny sposób, że ogląda się ją z prawdziwą przyjemnością. Cristin Milioti gra typową Karen z sąsiedztwa o imieniu Kathy Flowers, niepokojącą, z szerokim uśmiechem i reprezentującą tych wszystkich pandemicznych sceptyków, którzy na dodatek widząc na ulicy osobę ciemnoskórą muszą sprawdzić, czy posiadane przez nią rzeczy nabyte są w sposób legalny. Na ekranie pojawia się również postarzony Hugh Grant, który jako spec od historii opowiada o rzekomo prawdziwym świętowaniu upadku Imperium czy o ataku na Westeros, milenials nagrywający reakcje na 2020 rok i wyrazy wsparcia na YouTube i Diane Morgan jako Gemma – jedna z najbardziej przeciętnych osób na świecie (ją pokochacie od razu!)

I wiecie, to naprawdę mogłoby być zabawne, gdyby parodia różnych typów osób nie wypadła tak absurdalnie. O ile ci przedstawiciele „normalsów” wypadają realistycznie, to eksperci są już tak bardzo przerysowani, że po kilku początkowych parsknięciach śmiechem na resztę patrzymy z zażenowaniem. Ci zwyczajni pojawili się także wokół nas, w końcu nie trudno znaleźć kogoś, kto wierzy w teorie spiskowe czy spędzał lockdown katując Netfliksa. Być może, gdyby twórcy skupili się właśnie na tych „szarych” obywatelach całość byłaby o wiele lepsza, bo widać, że te obserwacje wypadają najlepiej.

Czytaj też: Recenzja serialu Obce światy
Czytaj też: Recenzja filmu Mosul – kolejna udana współpraca Netflixa i braci Russo
Czytaj też: Recenzja filmu Bal – ważny temat, gwiazdorska obsada i Ryan Murphy

Komediowy program Netfliksa ma bardzo nierówny poziom humoru

Wszyscy zapewne jesteśmy zadowoleni, że 2020 rok jest już za nami. Jak podczas promocji Death to 2020 podkreślała platforma – nawet twórcy Czarnego Lustra nie byliby w stanie wymyślić czegoś takiego, więc postanowili skomentować ubiegłoroczne wydarzenia. Niestety miejscami popadli w przesadę, a używane żarty zamiast śmieszyć nudzą lub nawet żenują. A w założeniu miały być trafne, kąśliwe i pod płaszczykiem zabawnych wypowiedzi miały pokazywać jakąś stronę rzeczywistości.

Tego typu podsumowanie było nam potrzebne. Rok 2020 dał nam w kość, więc fajnie było na koniec tak definitywnie odciąć się od tego co było. Jasne, każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę, że problemy magicznie nie znikną wraz z nową datą. Jednak nowy rok to nowe kłopoty i tego chcielibyśmy się trzymać. Z jednej strony więc Death to 2020 stanowi fajne podsumowanie i możliwość pożegnania tego co było, a z drugiej większości z nas w takiej formie jest kompletnie niepotrzebny.

Ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że jest w tym komediowym programie duch ubiegłego roku. Oczekiwaliśmy po nim o wiele więcej, potencjał był spory, tymczasem dostaliśmy coś, co nas zawiodło, było absurdalne, a czasem i żenowało. Czasem też śmieszyło, bo Death to 2020 czyli malowniczo po polsku Giń, 2020!, ma wiele zabawnych momentów, choć opierają się one w dużej mierze na absurdzie. Same wygłaszane przez bohaterów zdania nie byłyby niczym specjalnym, ale w połączeniu z materiałami filmowymi nabierają więcej sensu.

Death to 2020 to przegląd ubiegłorocznych wydarzeń, na które w końcu możemy spojrzeć z dystansu. Jeśli więc chcecie sobie wszystko przypomnieć – obejrzyjcie. Ponowne doświadczenie tego wszystkiego z perspektywy działa nieźle, ale to z pewnością nie jest coś, co koniecznie trzeba zobaczyć. Zauważam jednak kolejną wspólną z ubiegłym rokiem cechę. Gdy kończyło się Giń, 2020! I prawdziwy 2020 rok odetchnęłam z ulgą, że jest to już za mną. Choć końcowe żarty twórców każą się zastanowić, czy aby nie czeka nas powtórka z rozrywki?

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News