WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja DLC Metro Exodus – Sam’s Story

Sam’s Story to dodatek zamykający wątki kolejnej postaci z Metro Exodus. Wprowadza też trochę świeżości – nie włóczymy się już po zaciemnionych i ciasnych korytarzach, zamiast tego przemierzamy całkiem rozległy (nawet jeśli tylko pozornie) i malowniczy Władywostok. Tym razem, celem tułaczki po postapokaliptycznych zgliszczach Rosji jest umożliwienie Samowi powrotu do domu.

Sam, jeden z byłych członków oddziału Spartan, postanawia opuścić wschodnie rubieże świata i powrócić do domu. Wiedziony nadzieją powrotu do Stanów Zjednoczonych i odnalezienia ojca, trafia do malowniczego Władywostoku. Tym samym pakuje się w sam środek konfliktu – z lokalnym hersztem, kapitanem-wilkiem morskim i atomowym okrętem podwodnym w tle. Poza tym, gra zawiera cały pakiet postapo – malownicze ruiny, groźne mutanty i zestaw satysfakcjonującego uzbrojenia – więc na papierze Metro Exodus – Sam’s Story prezentuje się całkiem nieźle.

Sam's Story Nietoperze na tle miasta

Sam’s Story momentami jest trochę za bardzo przerysowane

Pierwsze wrażenia z Sam’s Story miałem dosyć mieszane. Generalnie całość od początku wydawała mi się trochę przerysowana – Przybywamy do Władywostoku i przypadkiem wbijamy się w środek walki między jakimś starcem, a grupą uzbrojonych po zęby typów. Potem jest trochę strzelania i finalnie trafiamy na dywanik do przywódcy owych rzezimieszków – który gabinet urządził sobie w samym środku, wielkiego, nuklearnego okrętu podwodnego. Ten przedstawia nam swoją wizję nowego porządku świata i mówi jak niewiele brakuje do jego realizacji – mówi czego mu brakuje, oferuje nam pracę i tak zaczyna się Sam’s Story. 

Dwie osoby stojące w biurze

Poza śladową ilości zgrzytów fabularnych, to wciąż dobra strzelanka z uniwersum Metro. Uzbrojenie jest satysfakcjonujące tak samo jak w poprzedniczkach, starcia z mutantami pochłaniają tam samo mocno, a drobne humorystyczne wstawki sprawiają, że gra się lekko, tak jak zawsze. I mimo, że momentami całość pachnie trochę czymś w stylu Far Cry, to rozgrywka w żaden sposób przez to nie traci. No i ten atomowy okręt podwodny – naprawdę robi wrażenie.

Sam’s Story – klimat Metro, jaki znamy i lubimy

Sam’s Story oferuje świetny klimat postapo, który w zdemolowanym Władywostoku naprawdę robi robotę. Malownicze krajobrazy, ulice pełne pordzewiałych wraków czy opanowane przez naturę ruiny prezentują się całkiem artystycznie. Oprawa graficzna, mimo już drobnych oznak starości, wciąż stoi na wysokim poziomie, dobrze wspierając gęstą atmosferę. Sam’s Story potrafi zachwycić poczuciem przestrzenności lokacji, z jednoczesnym utrzymaniem charakterystycznego dla serii Metro poczucia klaustrofobii.

Metro Exodus - karabin celujący w zmutowane nietoperze

Sam’s Story to przyzwoity dodatek to ostatniej gry z serii Metro, który dostarcza dodatkowe kilka godzin zabawy – idealnie podpasuje starym fanom serii. Twórcy ciekawe rozwinęli wątek jednej z postaci podstawowego Metro Exodus. Drobny problem może zajść w przypadku tych mniejszych fanów serii – do których i ja się zaliczam – treści może być wtedy trochę za mało i Metro Exodus – Sam’s Story zasługuje wtedy jedynie na czwórkę.