Filmy na podstawie gier to bardzo kontrowersyjny, a dla fanów również kontrowersyjny temat. Wiele osób nadal łapie się na tym, że ma ogromne nadzieje i obiecuje sobie, że następnym razem nie da się nabrać. Ale czasem warto dać szansę, bo okazuje się, że dobre filmy na podstawie gier mogą powstać. Przykładem jest właśnie Detektyw Pikachu. Zapraszam do lektury recenzji.

Większość z nas wychowywała się na Pokemonach, niezależnie czy były to gry, czy animacje.

Do Pokemonów mam jakiś taki ogromny sentyment. Mniej grałam, ale więcej oglądałam te „bajki” w dzieciństwie. Były do tego różne gadżety, które się kolekcjonowało. Jakieś figurki, karty i tym podobne rzeczy. Marka Pokemon jest mocno zakorzeniona w naszej kulturze i nie daje o sobie zapomnieć. Idealnym dowodem jest Pokemon GO, które bardzo szybko zyskało ogromna popularność. Jednak przeniesienie tego na duży ekran u wielu budziło wątpliwości. Film aktorski? Ale co, zobaczymy tam ekipę z kreskówek i podobną historię, jaką znamy z dzieciństwa? Ano, nie. Detektyw Pikachu kreuje nam fantastyczny świat, ale nie skupia się na trenowaniu Pokemonów i pojedynkach między nimi.

Recenzja filmu Detektyw Pikachu

Rhym City to miejsce, w którym obok siebie żyją Pokemony i ludzie. Nie ma trenerów, nie ma legalnych walk, jest partnerstwo. Wiecie, taka utopia, którą stworzył wizjonerski biznesmen. Tu każdy, niezależnie od gatunku, ma równe prawa. Właśnie do tego miasta przyjeżdża główny bohater, Tim Goodman, gdy dowiaduje się, że jego ojciec, policjant, rzekomo zginął w wypadku samochodowym. W domu ojca spotyka jego Pokemona, tytułowego Detektywa Pikachu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jakimś cudem chłopak rozumie mowę żółtego stworka. Bardzo szybko okazuje się, że ze śmiercią starszego Goodmana coś jest nie tak, a Tim wraz z nowym partnerem wpada na trop afery odkrytej przez ojca.

Czytaj też: Recenzja filmu Aladyn

Detektyw Pikachu dobitnie pokazuje, że mniej znaczy lepiej.

Film serwuje nam naprawdę prostą, nieskomplikowaną fabułę, która idealnie współgra z przedstawionym światem. Nie da się w niej pogubić, dzięki czemu nie tracimy czasu na rozkminianie jakichś wątków. Mamy czas na podziwianie Rhyme City, które prezentuje się naprawdę dobrze zważywszy na użytą ilość CGI. Najważniejsze jednak jest to, że twórcy nie przedobrzyli z Pokemonami. Stworki wyglądają znajomo, bez jakichś udziwnień i niepotrzebnych ulepszeń. Oczywiście, efekty specjalne nie są na nie wiadomo jakim poziomie, ale nic nie kłuje w oczy. Detektyw Pikachu ma naprawdę fajny klimat, a my możemy poczuć się jakbyśmy kroczyli po tej nierzeczywistej metropolii.

Recenzja filmu Detektyw Pikachu

Trochę bałam się, że Detektyw Pikachu mówiący głosem Ryana Reynoldsa to będzie powtórka tekstów Deadpoola, tylko dla nieco młodszych widzów. Na szczęście tak się nie stało. Aktor nadał swojemu bohaterowi indywidualny charakter, świetnie operuje głosem, co w połączeniu z naprawdę żywą mimiką żółtego Pokemona daje bardzo dobry efekt. Żarty zastosowane w filmie nie są jakieś wybitne, ale potrafią rozbawić. Do tego dochodzą dobrze zrealizowane sceny akcji i pełen emocji finał.

Nie zawsze jest tak fajnie, jakbyśmy chcieli, ale potknięcia nie zmieniają moich odczuć.

Jak to w podobnych produkcjach bywa, idealnie nie jest.  Zwłaszcza, gdy rzuca nam się ekspozycją w twarz, bo nie ma się pomysłu na przemycenie pewnych rzeczy w subtelniejszy sposób. Do tego mamy parę scen, które są tylko po to, by wyglądać dobrze i jakoś pchnąć akcję dalej. Główny antagonista, choć jestem w stanie zrozumieć jego pobudki, nie do końca mnie przekonał. Ale. W ogólnym rozrachunku to wszystko nie przeszkadzało mi aż tak. Justice Smith, Kathryn Newton i Ryan Reynolds tworzą zgrana ekipę. Dwójkę młodych aktorów ogląda się przyjemnie, są wiarygodni i widać, że bardzo dobrze odnajdują się w tym świecie.

Recenzja filmu Detektyw Pikachu

Detektyw Pikachu trwa 104 minuty. I to, w moim odczuciu, idealna długość jak na taki film. Nie ma czasu na nudę, nie czujemy przesytu wykreowanym światem, a jednocześnie nie wychodzimy z kina z jakimś wielkim niedosytem. Owszem, chcę zobaczyć więcej filmów w tym uniwersum, ale Detektyw dostarczył mi go w odpowiedniej dawce by poczekać na kolejne pokemonowe produkcje. I oczywiście, dostajemy masę ogranych chwytów, które mają zadziałać na nasze emocje. Ale przy tym twórcy nie aspirowali do zrobienia nie wiadomo jak epickiej produkcji. Detektyw Pikachu miał być bardziej kameralny, bliższy i to się udało.

Najważniejsze jednak, że niezależnie od znajomości Pokemonów można się na tym filmie świetnie bawić.

Owszem, na każdym kroku dostajemy masę nawiązań do gier czy animacji. Wiele frajdy sprawia przypominanie sobie nazw Pokemonów, wyszukiwanie ich na ekranie i porównywanie z tymi, które już znamy. Ale jednocześnie Detektyw Pikachu nie tworzy hermetycznego świata przeznaczonego tylko dla fanów. To luźna, zabawna i momentami wzruszająca produkcja, która powinna przypaść do gusty zarówno młodszym, jak i starszym widzom. Ja bawiłam się w kinie wyśmienicie i pomimo paru zażaleń naprawdę polecam. Zwłaszcza, że, jak dla mnie, to jeden z najlepszych filmów na podstawie gier. I to nie dlatego, że większość jest słaba i na tym tle Detektyw Pikachu prezentuje się wybitnie. To naprawdę fajny film, który jest wart wydania pieniędzy na kinowy bilet.

Czytaj też: Recenzja filmu John Wick 3

Źródło: warnerbros.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!