Gdy w styczniu wszedł do kin Underdog, miałam nadzieję, że stanowi on początek nowej drogi w polskim kinie. Film nie był idealny, ale podobał mi się i był właśnie tym, czego jeszcze u nas nie było. No i wykrakałam, bo praktycznie pół roku później na wielkim ekranie debiutuje Fighter. Niestety, wybrałam się na niego do kina, choć doskonale zdawałam sobie sprawę, że Mikołaj Roznerski w obsadzie nie wróży niczego dobrego.

Skoro Underdog się udał, to po co wymyślać coś nowego?

Wydaje mi się, że twórcy filmu Fighter pomyśleli sobie, że skoro historia opowiedziana w Underdogu spodobała się ludziom, to oni się nią zainspirują. Nie byłoby w tym nic złego, w końcu widzowie lubią odkrywać znane im okruchy w nowych produkcjach. Wszystko jednak ma swoje granice. Reżyser i scenarzysta Konrad Maximilian wziął po prostu cały koncept Underdoga, zmienił bohaterów, a całość zepsuł myśląc, że jednak robi dobrze. Mamy więc historię Tomka Janickiego (Piotr Stramowski), zawodnika MMA, który ma stoczyć walkę z kolega ze szkoły, bokserem, Markiem „Pretty Boy’em” Chmielnickim (Mikołaj Roznerski). Poznajemy ich obu podczas wywiadu w programie Wojciecha Jagielskiego, gdzie obaj zachowują się jak dzieci. W wyniku niezbyt wyrafinowanej utarczki słownej Janicki wychodzi, po drodze rzuca go dziewczyna Agata (Aleksandra Szwed). Później dostajemy przeskok w czasie, Janicki wraca do rodzinnej miejscowości, gdzie pracuje z ojcem jako drwal. W międzyczasie dowiadujemy się jeszcze, że nasz główny bohater wyleciał za doping.

Generalnie historia jest prosta i żywcem wyjęta z Underdoga. Janicki spotyka w lesie chłopaczków zamieszanych w narkotyki, gdy każą mu się wynosić, on ich bije, zabiera narkotyki i nie wiadomo co z nimi robi. Nie wiadomo, bo nikt tego na ekranie nie pokazał. Wiadomo tylko, że potem są z tego nieliche kłopoty i Jarosław Boberek się wkurza. Jednym z chłopaków z lasu jest Marcin grany przez Karola Osentowskiego. Nawiasem mówiąc lepiej by było, jakby pan Karol trzymał się Accantusa i dubbingów, bo takie produkcje jak Fighter tylko życie mu zniszczą. Wracając. Marcin ma siostrę Magdę (Katarzyna Maciąg), z którą główny bohater zaczyna się spotykać. Gdy w pewnym momencie Chmielnicki wymyśla sobie, że chce walczyć o tytuł mistrza boksu właśnie z Janickim, ten rozpoczyna trening by stanąć do walki. W międzyczasie mamy mafię, groźby, ustawione walki i bieda treningi.

Czytaj też: Recenzja filmu Rocketman

Fighter nie broni się żadnym elementem

Patrząc na ten film całościowo, widzimy chaos, kopiowanie pomysłu i nieudolność Maximiliana jeśli chodzi o realizację tego projektu. Fighter nakręcony został fatalnie, sporo ujęć jest nieostrych, co raczej nie było zamierzonym efektem. Podczas, gdy Underdog bronił się zwłaszcza sceną finałowej walki i treningu Eryka Lubosa, tak w tym przypadku są one mdłe, pozbawione emocji i jakiegokolwiek wydźwięku. Nie widać ani tego, że bohaterowie jakoś się męczą, ani tego, że Janicki w konsekwencji takiego treningu staje się bokserem będącym w stanie wytrwać na ringu 12 rund. No właśnie, to pozwala mi przejść do scenariusza, który nie jest ani oryginalny, ani dobrze napisany. Pełno w nim luk, pełno scen, które w ogóle nie wnoszą niczego do fabuły. Zastosowano rozwiązania absurdalne i pozbawione logiki. Mamy uwierzyć, że „zawodowy” bokser ubiegający się o tytuł mistrza świata (!) ma na pas zasłużyć walką z amatorem? Walkę, która zresztą samej walki nie pokazuje.

Bo kamera daje nam wszystko, tylko nie bohaterów na ringu.

Wydaje mi się, że całość jakoś dałoby radę znieść, gdyby Fighter miał dobrze napisanych, wiarygodnych bohaterów. Niestety nie ma. Może sam Janicki nie jest taki zły, to dość zamknięta w sobie i skonfliktowana postać, a przy wyjątkowo obojętna widzowi. Nie wiem czy to wina oszczędnego i niezbyt wybitnego aktorstwa Stramowskiego. W efekcie człowiek kompletnie nie przejmuje się jego losem. Inaczej jest z granym przez Roznerskiego Pretty Boy’em. Tego ma się ochotę zastrzelić od razu. I to nie dlatego, że jest złożony, by wywoływać negatywne emocje jak na przykład Joffrey z Gry o Tron. Nie. Chcemy go zastrzelić, by nie musieć więcej na niego patrzeć. Chmielnicki zachowuje się jak pajac, albo jak „typowy Seba”. Wciąż szuka zaczepek, podskakuje do każdego, ma problem z kontrolowaniem agresji, a przy tym nieustannie powtarza, że jest najlepszy. Dodatkowo postacie drugoplanowe są bezbarwne. Jakiekolwiek ich relacje czy wydarzenia z ich udziałem są wstawione na siłę i tylko dla wydłużenia filmu. Oglądając Fightera nie uwierzyłam w ani jedna pokazaną na ekranie sytuację. Nie byłam w stanie wczuć się w położenie bohaterów i odczuć jakichkolwiek emocji z nimi związanych.

Recenzja filmu Fighter

Wieje nudą.

Fighter trwa zaledwie półtora godziny. Z jednej strony widać, że brakuje dodatkowych scen i ujęć, by pewne rzeczy pokazać lepiej. Z drugiej, dobrze, że tylko tyle, bo umarłabym z nudów i zażenowania, że nadal w kinach puszczają takie „coś”. Patrząc na jakość i poziom produkcji amatorskich, które możemy obejrzeć na Youtube czuję smutek. Wielu utalentowanych młodych twórców robi filmu ciekawsze, spójniejsze, lepiej nakręcone i opowiadające znacznie ciekawsze historie. Jednak to nie oni kręcą filmy, które później trafiają do kin. Takie rzeczy robią ludzie pokroju Konrada Maximiliana.

I to nawet nie chodzi o tą kiepską reżyserię, ale o scenariusz. W Underdogu to działało, nie było idealnie, ale film mi się podobał. Maximilian skopiował koncept i go zepsuł. Nie dość, że nie wysilił się nad własnym pomysłem, to nie jeszcze nie był w stanie sprawić, by miał on ręce i nogi. Nie polecam Fightera, bo pieniądze wydane na bilet, to po prostu kasa wywalona w błoto. Mimo wszystko nadal mam nadzieję, że będę powstawać filmy pokroju właśnie Underdoga. Bo choć nie był to dobry film, twórcy starali się zrobić coś nowego.

Czytaj też: Avengers: Endgame zdetronizował Avatara!

Zwiastun i plakat: Kino Świat

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!