Mary Poppins powraca jest tą produkcją, na którą najbardziej czekałam w tym roku. Mam do tej postaci ogromny sentyment i w dzieciństwie oglądałam poprzednie filmy kiedy tylko mogłam. Dlatego odkąd pojawiły się zapowiedzi, że powstanie kontynuacja Mary Poppins wiedziałam, że od razu na nią pójdę. Poszłam i obejrzałam. Jak wyszło? Zaraz się dowiecie.

Film na miarę renomy Disneya

Mary Poppins powraca jest właściwą, wielką premierą Disneya przed świętami. Po Dziadku do orzechów nastawiona byłam podejrzliwie. W końcu tak długo czekałam, by znów obejrzeć historię z super nianią, że nie chciałabym się zawieść. I powiem szczerze – nie zawiodłam się. Oglądając jak Mary Poppins powraca, czułam się jakbym sama przeniosła się w czasy dzieciństwa. Genialne uczucie.

Oryginał jest klasyką samą w sobie, a także pokazem kunsztu Disneya w tamtych czasach. To również klasyczny musical opowiadający prostą i nieskomplikowaną opowieść, która trafia zarówno do dorosłych jak i do dzieci. W dobie tak fantastycznych efektów specjalnych, które wrzuca się już do wszystkiego, bałam się, że w Mary Poppins mogą z tym przedobrzyć. To nie ma być film realistycznie wyglądający, bo fantasmagorie, które widzimy mogą być prawdą, ale nie muszą. Musi być zachowany pewien oniryzm i  w kontynuacji tak właśnie jest. Dodatkowo zmniejszono trochę tempo całości, co jest na plus zwłaszcza dla starszego widza. Możemy bardziej poznać rodzinę, a nie tylko gnać w iście narkotyczne wizje na złamanie karku.

Recenzja filmu Mary Poppins powraca

Schemat stary jak świat

No, przynajmniej stary jak świat Disneya. Mary Poppins na zawsze wpisała się w popkulturę, przykładem jest choćby scena ze Strażników Galaktyki, gdzie Star Lord mówi Yondu, że wygląda jak Mary Poppins, gdy ten leciał trzymając swoją strzałkę. W tym przypadku łatwo byłoby przedobrzyć i stworzyć karykaturę zamiast dobrej kontynuacji tak kultowego filmu. Rob Marshall postawił więc na prostotę i użył starego schematu fabuły. Właściwie wygląda to prawie tak samo jak w oryginale, ale to się sprawdza.

Poznajemy trójkę rodzeństwa Banks, których ojcem jest Michael Banks (Ben Wishaw) – tak, ten, którego kiedyś pilnowała  Mary. Wchodzimy w życie tej rodziny w trudnym momencie. Rok wcześniej zmarła  mama dzieci, a teraz bank chce odebrać im dom za długi. Widać, że ojciec znacznie gorzej niż dzieci radzi sobie ze stratą. Trójka rodzeństwa, Anabel, John i przeuroczy Georgie, są bardzo samodzielni i zorganizowani wzorując się na swojej mamie. Mieszkają wraz z roztrzepaną gosposią Ellen (Julie Walters), a odwiedza ich siostra Michaela – Jane (Emily Mortimer). Gdy problemy zaczynają ich przytłaczać Mary Poppins powraca uczepiona latawca.  Wchodzi w ich rodzinę z gadającym parasolem, torbą pełną skarbów i oczywiście ze swoją niecodzienną osobowością.

Mamy również tego złego. Jest nim dyrektor banku w którym pracuje Michael. Pozornie chce pomóc, ale równocześnie robi wszystko, by zabrać rodzinie dom. Wielki Zły Wilk grany jest przez Colina Firtha, który jako podstępny chciwiec sprawdza się bardzo dobrze. I to w rozprawie z nim pomaga tytułowa bohaterka. Nie robi tego jednak bezpośrednio, oj nie. Swoim zwyczajem tu puknie, tam stuknie, tu coś powie, a tak naprawdę to miłość i rodzinne więzi pomagają rozwiązać problem.

Recenzja filmu Mary Poppins powraca

Jak to wszystko się prezentuje

Prosty schemat oprawiony jest znakomicie. Poczynając od dopracowanych, niezwykle barwnych kostiumów, po oprawę audio-wizualną. To zapięty na ostatni guzik musical, który jest spójną całością. Reżyser nie wykorzystuje tylko słów, on tę historię opowiada również obrazem, ruchem i dźwiękami. Może nie znajdziemy tu piosenki na miarę kultowej Superkalifradalistodekspialitycznie, ale i tak są bardzo ładne i miłe dla ucha. Zapewne nie raz będę odtwarzać sobie soundtrack z Mary Poppins. Miałam okazję być na wersji z polskim dubbingiem – całość wyszła całkiem zgrabnie, a piosenki są dobrze przetłumaczone i świetnie zaśpiewane. Oczywiście, jeśli idziecie sami, bez dzieci, idźcie na wersję z napisami. Głosy w oryginale brzmią po prostu lepiej i bardziej spójnie.

Widać, że Rob Marshall wiedział co robi. Wrzucił tu wiele nawiązań do klasycznej opowieści, ale nie jest ich zbyt dużo. Ot, tyle, by miło było na nie patrzeć osobom, które na starej wersji się wychowały. Dodatkowo, za co osobiście jestem wdzięczna, efekty specjalne są trzymane w ryzach i jest ich dokładnie tyle, ile potrzeba. Zachowują ten senny, nierzeczywisty klimat oryginału. W Mary Poppins wracamy nawet na wazę, co jest chyba moim ulubionym fragmentem.

Recenzja filmu Mary Poppins powraca

Nie byłoby Mary Poppins bez Emily Blunt

Bez wątpienia to właśnie Emily Blunt najbardziej błyszczy w Mary Poppins powraca. Aktorka miała poprzeczkę postawioną dość wysoko. W końcu Julie Andrews na zawsze wpisała się z tą rolą do popkultury, a na dodatek otrzymała za nią Oscara. Dlatego wielkie ukłony dla Blunt, że nie naśladowała Andrews. Ona stworzyła swoją, niezwykle udaną, Mary Poppins. Pod maską surowości i wyniosłości kryje się gracja i umiar. Jej drobne gesty i urocze uśmiechy potrafią skraść serce. Emily Blunt w roli Mary Poppins otacza aura tajemnicy, ale też ciepła.

Ale nie tylko Blunt jest tutaj gwiazdą. Dzielnie wtóruje jej Lin-Manuel Miranda, a także Wishaw i Mortimer. No i dzieci, casting do tych ról wyszedł naprawdę dobrze, a mały Georgie jest wręcz przeuroczy. Z dziwacznym, ale bardzo barwnym cameo zjawia się również Meryl Streep. Scena z nią nie jest długa, ale bardzo fajna.

Recenzja filmu Mary Poppins powraca

Podsumowując

Nie, nie przyczepię się tutaj do niczego. Mogłabym do banalności schematu, do nieco archaicznego stylu i braku zaskoczeń. Jednak to, co w przypadku innej produkcji byłoby wadą, to w Mary Poppins powraca jest zaletą. Czyni to godną oryginały kontynuację, która nie kopiuje, a idzie wyznaczonym torem. To przepiękna, ciepła, znakomicie wyśpiewana i zagrana opowieść dla dorosłych i dzieci. Tak, to zdecydowanie idealna pozycja na tegoroczne święta, ale nie tylko. Myślę, że osoby, które tak jak ja wychowały się na Mary Poppins, z pewnym rozrzewnieniem będą oglądać jej powrót. I mam nadzieję, że tak jak ja, nie zawiodą się.

Na koniec posłuchajcie otwierającej film, Mary Poppins powraca, piosenki.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej