Dziadek do orzechów i cztery królestwa to tegoroczna baśń wigilijna zaserwowana nam przez Disneya. Teoretycznie miała czerpać inspirację z opowieści E.T.A.Hoffmanna. A jak jest w rzeczywistości? Przekonajcie się sami. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji. Możliwe są spojlery.

Fabuła filmu Dziadek do orzechów i cztery królestwa

Tuż przed Bożym narodzeniem przenosimy się do domu rodziny Stahlbaum. Zamiast radosnego oczekiwania widać tutaj smutek. Piękna choinka nie cieszy, w domu czuć tylko przygnębienie zamiast szczęścia. Powodem tego jest niedawna śmierć pani Stahlbaum. Jej mąż –  pan Stahlbaum (Matthew Macfayden) stara się za wszelką cenę trzymać fason i urządzić dzieciom święta. Dzieci jest trójka, choć najważniejszą dla całej historii jest Clara (Macenzie Foy). Najbardziej podobna do matki i najbardziej dotknięta jej śmiercią. Od początku widzimy, że jest niezwykła – uwielbia konstruować przeróżne urządzenia. Gdy ojciec wręcza dzieciom prezenty od matki ona dostaje tajemnicze jajo zamknięte na zamek bębenkowy. Nie dostaje jednak klucza. Musi więc go odnaleźć. Jest to tak naprawdę punkt wyjściowy całej historii. Ów klucz, który zwykłym kluczem nie jest.  To wszystko doprowadza ją do magicznej krainy ukrytej w przepastnym domu genialnego wynalazcy i ojca chrzestnego Clary – Drosselmeyera (Morgan Freeman).

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu

W tytułowych czterech królestwach czeka na Clarę przygoda i tajemnica, a także liczne niebezpieczeństwa. Pojawia się również zdrada. I być może mogłoby być to ciekawe i ekscytujące nawet, gdyby nie było tak bardzo puste. Tak jak w dziwnym jajku główna bohaterka spodziewa się czegoś niezwykłego, tak my oczekiwaliśmy czegoś po tym filmie. Dostaliśmy jedno wielkie nic ubrane w kolorowe piórka. Fani klasycznego Dziadka do orzechów pióra E.T.A. Hoffmana, czy baletowej adaptacji Czajkowskiego będą więcej niż zawiedzeni. Wersja wyreżyserowana przez Lasse Hallstorma czerpie z baletu muzykę i okres, w którym historia się rozgrywa. No i nazwiska bohaterów. Zamiast klasycznej, przepięknej historii dostaliśmy nie wiadomo co. Jakąś bzdurną wojnę o nic, zupełnie nieuwarunkowaną, ze słabą intrygą. Parę w miarę fajnych scen było, zwłaszcza przedstawienie baletowe, ale nie miały one szans uczynienia Dziadka do orzechów choćby znośnym.

Przerost formy nad treścią

Jeśli chodzi o stronę wizualną, to Dziadek do orzechów i cztery królestwa potraci zachwycić. Kostiumy i scenografie są bajkowe, kolorowe i świetnie wykonane. Dla mnie jednak były zbyt słodkie. Cukierkowość całej produkcji potrafiła przyprawić o mdłości, a w połączeniu z polskim dubbingiem stanowiło coś, co zniosłam z wielkim trudem. Z tego co wiem w Polsce wyszła tylko wersja z dubbingiem, a nawet jeśli nie, to Cinema City napisów nie oferowało. Dodatkowo scenariusz nie posiadał żadnej głębi, wyglądał jakbyśmy dostali coś napisane na szybko, bez przykładania się do tego.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu

Dodatkowo aktorzy wybrani byli chyba tylko z powodu nazwisk, które można umieścić na plakatach by przyciągnęły widzów. Helen Mirren, Morgan Freeman czy też Keira Knightley to bardzo dobrzy artyści, jednak w filmie Dziadek do orzechów i cztery królestwa wypadli równie źle jak całość. Postacie były tak źle napisane, że nawet oni niewiele mogli z nich wykrzesać. Wydaje mi się, że Dziadek do orzechów miał być czymś w stylu Pięknej i Bestii, ale coś zdecydowanie poszło nie tak. Dostaliśmy przerost formy nad treścią, który mimo starań nie przemawia do mnie. Owszem, niektóre kostiumy były zachwycające, zwłaszcza strój Clary, gdy wyruszała do Czwartego Królestwa. Ale to nieliczne rzeczy, które działają na plus.

Zastanawiałam się trochę dlaczego wyszło tak, a nie inaczej. Reżyserem był m. in. Joe Johnson, który dał nam nowe Jumanji czy chociażby Kapitana Amerykę: Pierwsze starcie. A jak dobrze wiemy, były to produkcje posiadające mniej lub bardziej wciągającą historię i dobrze zbudowane postaci.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu

Podsumowując

Dziadek do orzechów i cztery królestwa jest po prostu zły. Mogłabym napisać, że jest średni, ale nie lubię kłamać. No chyba, że chcecie zabrać na coś dziecko, a Wam samym jest obojętne co to będzie. Na Dziadka do orzechów możecie. Pośpicie przy okazji, z nudów oczywiście. Ale jako film ze Świętami w tle dla dzieci ujdzie. Jednak szkoda, że twórcy zapomnieli, że dobra baśń to nie tylko kostiumy i dekoracja, a przede wszystkim treść. Tak samo fakt, że dlatego nawet dorośli kochają klasyczne opowieści, bo są one uniwersalne i ponadczasowe. Mam nadzieję, że Dziadek do orzechów i cztery królestwa zostanie wkrótce zapomniany. Liczę również, że przyćmi go Mary Poppins powraca, na którą czekam z niecierpliwością. Tak nawiasem mówiąc, wydaje mi się, że Dziadek do orzechów ma zapchać dziurę właśnie przed tą produkcją. Jeśli tak, to było to bardzo, bardzo złe posunięcie.

Czytaj też: Recenzja filmu Winni

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!