Jakiś czas w kinie był spokój od narkomanów i filmów o uzależnieniach. Do czasu. W styczniu dostaliśmy aż dwie takie produkcje. Pierwszą z nich jest Mój piękny syn. Duet Steve’a Carella i szalenie zdolnego Timothée’a Chalameta już w zwiastunach wypadał bardzo dobrze. A jak sprawdził się w kontekście całego filmu?

Walka o uzależnionego syna

Fabuła filmu Mój piękny syn opowiada dwie prawdziwe historie. A raczej dwie perspektywy tego samego uzależnienia. Z jednej strony mamy Nica (Timothée Chalamet) młodego chłopaka, w którym ojciec pokłada wielkie nadzieje, a który po drodze strasznie się pogubił. Z drugiej strony jest właśnie ten ojciec (Steve Carell). Mamy więc sporo rozwidleń fabularnych, gdyż reżyser, Felix Van Groeningen, chce pokazać nam te historie z każdej strony. David ma wizję przyszłości swojego syna, ułożył ją sobie w głowie już dawno, a co za tym idzie stawia synowi pewne oczekiwania. A on nie jest w stanie im sprostać. Gdy popada w narkotyki, a trzeba zaznaczyć, że uzależniony jest niemal od wszystkiego, ojciec zaczyna o niego walczyć.

I właśnie ta walka jest główną osią całego filmu. W mniejszym stopniu interesujemy się tym, co dzieje się z chłopakiem, skupiając uwagę na staraniach ojca. Stanowi to ciekawą odmianę od normalnego ujęcia narkomanów, gdzie na pierwszym planie mamy uzależnionego, jego zmagania, jego problemu. Tutaj mamy nie tylko poniżenie narkomana, ale przede wszystkim ból rodziny. A jest on tym większy, że Nic właściwie nie miał żadnego typowego powodu, by w uzależnienie popaść. Odziedziczył po ojcu talent pisarski i dostał się na każdą uczelnię, na jaką złożył papiery. Jest inteligentny, a przede wszystkim kochany i wspierany. Oczywiście można za czynnik sprawczy uznać wymagania ojca, choć patrząc na szereg retrospekcji nigdy nie był on wobec syna  w tej kwestii przesadny. Dlaczego więc to wszystko się stało?

Recenzja filmu Mój piękny syn

Inne spojrzenie

Zaletą filmu Mój piękny syn jest nieszablonowość. Nie dostaniemy tu zbyt wielu scen dosłownego upodlenia narkomana. Nawet przedawkowanie ma miejsce nie w jakiejś norze, a w miarę normalnej toalecie. Ten film skupia się na niesamowitej, choć trochę ślepej, miłości ojca do syna. Ojca, który jest przekonany, że robił dla dziecka wszystko, co tylko mógł, kocha go bezwarunkowo i troszczy się o niego. Okazuje się jednak, że w tym wszystkim tworzy sobie swój obraz Nica, który w pewnym momencie znacznie odbiega od rzeczywistości. A bezgraniczna miłość staje się więzieniem, gdy chłopak chce poznać smak niezależności.

Ucieczka w narkotyki

Razem z Davidem staramy odkryć powód uzależnienia Nica. Przecież na pierwszy rzut oka, a nawet na kolejne też, nie miał on ku temu żadnych powodów. Rozwodu rodziców nie przeżył zbyt traumatycznie, pojawienie się przyrodniego rodzeństwa, wydaje się, że nie wpłynęło na niego źle. Może więc to wina depresyjnej, pijackiej literatury w jakiej się zaczytuje. Właściwie nie wiadomo. Wiadomo jednak, że narkotyki i alkohol dały to, czego chłopakowi brakowało – szczęście, akceptację i poczucie irracjonalnego bezpieczeństwa. To było fajne, choć raczej do czasu.

Mimo iż Nic niewątpliwie kocha swoją rodzinę, to z każdą kolejną działką sprawia jej ogromny ból. Zmusza ojca do ciężkich wyborów – za wszelką cenę ratować syna, czy poświęcić go dla reszty rodziny. Ta walka pokazana jest nam z pewną brutalnością, bez moralizatorstwa i pięknych słów. To ogrom pytań, zastanawianie się, gdzie popełniło się błąd, szukanie sposobów pomocy. A wszystko po to, by w końcu odnieść porażkę. Bohaterowie filmu Mój piękny syn muszą zrozumieć, że tylko sam Nic jest w stanie sobie pomóc.

Recenzja filmu Mój piękny syn

Wspaniały duet

Steve Carell i Timothée Chalamet tworzą genialny duet, na którym opiera się cały film Mój piękny syn. Są wiarygodni, emocjonalni i realistyczni, czasem aż do bólu. Widać, że łączy ich wyjątkowa więź, o którą na swój sposób walczą. Nic wie, że w każdej chwili może na ojca liczyć, zaś Dave zdaje sobie sprawę, że dla syna zrobi wszystko. Oczywiście, do czasu. Postać ojca napisana jest świetnie. Pozwala nam obserwować jego przemianę pod wpływem rozgrywających się wydarzeń. Jest coraz bardziej rozdarty między resztą rodziny, a coraz bardziej zapadającym się w otchłań synem. To ciężka, niesprawiedliwa i brudna walka. Patrzenie na upodlone, staczające się dziecko rozrywa mu serce, zwłaszcza, że ma świadomość do czego to prowadzi. Jednocześnie obraz cierpiącej rodziny sprawia, że w końcu musi dokonać wyboru. Słyszymy w pewnym momencie jak matka zmarłej narkomanki mówi, że była w żałobie jeszcze za życia córki. Tak wygląda prawda, Nic żył, a był opłakiwany jak martwy.

Timothée Chalamet pokazuje, że jest z niego szalenie zdolny aktor. Rola w filmie Mój piękny syn była wymagająca, a on jej doskonale podołał. Jego kreacja jest wiarygodna, idealnie dopełnia się z rolą Carella, czyniąc film niezwykle emocjonalnym przeżyciem. To co robi, jak robi i dlaczego to robi sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad własnymi wyborami. Dodatkowo całości dopełniają role drugoplanowe, są wyważone, nie wybijają się, ale nie są również odsunięte w cień. Doskonale spełniają swoje zadanie.

Recenzja filmu Mój piękny syn

Film pełen nierówności

Przy tak trudnym temacie dostajemy film pocztówkowy, z pięknymi zdjęciami i idyllicznymi scenami. Często kłóci się to z treścią, jaką reżyser chce nam pokazać. Nie zawsze widać te upodlenie, brakuje brutalności, jaką niewątpliwie temat narkomanii ze sobą niesie. On jest po prostu zbyt ładny. Jakby reżyser chciał złagodzić w ten sposób ciężką treść. Choć Chalamet i Carell są bardzo przekonujący w swoich rolach, to cała otoczka bardzo łagodzi to wszystko.

Pod koniec filmu strasznie mi się dłużyło. Moim zdaniem, odpowiedzialny był za to montaż. Przeskoki od jednej sceny, do kolejnej. Od Nica, do Dave’a. Różne perspektywy, różne czasy, retrospekcje pomieszane z teraźniejszością. To wszystko poskutkowało tym, że od pewnego momentu czekałam na zakończenie. Wydaje mi się, że bez potrzeby rozwleczono tę produkcję na dwie godziny. Rozumiem, że twórcy  mieli obszerny materiał źródłowy, bo były to aż dwie książki, ale bez przesady. Wiele scen ekspozycyjnych też nie działało na korzyść. Jednocześnie ciekawe i wzbudzające żywsze emocje momenty zostały skrócone na ich niekorzyść. Ciągłe przeskakiwanie sprawiało, że co chwila wybijałam się z rytmu i robi bałagan. Chaos wprowadza również sama muzyka, która dyktuje co mamy czuć i jak odbierać dane sceny. Skacze między stylami zaburzając odbiór jeszcze bardziej.

Recenzja filmu Mój piękny syn

Podsumowując

Mam wrażenie, że forma zeszła na drugi plan chcąc skupić się na grze aktorskiej duetu Chalamet-Carell. Owszem, zagrali świetnie, ale ich gra to nie wszystko. Sama opowieść oczywiście broni się w pewnym sensie sama. Sprawia, że gdy przyzwyczaimy się do bałaganu i nierówności, wciągamy się bez reszty w całą historię. O ile się przyzwyczaimy, bo to nie jest oczywiste. Na pewno polecam ze względu na główne role, jak również na samą poruszaną tematykę. Powinna być to obowiązkowa pozycja dla rodziców nastolatków, zwłaszcza tych, którym wydaje się, że wszystko jest idealnie. Ideałów nie ma i dosadnie pokazuje to Mój piękny syn.

Mam co do niego mieszane uczucia, bo choć Timothée Chalamet mnie urzekł, a Steve Carell poruszył do głębi, to nadal mam sporo ale. Mimo wszystko warto. Wyróbcie sobie własne zdanie, poznajcie inne spojrzenie na temat narkomanii, a przede wszystkim, zobaczcie do czego zdolny jest kochający rodzic.

Ps. Wzięłam się tak późno za film Mój piękny syn, bo chciałam zobaczyć go razem z produkcją Powrót Bena. Oba poruszają tematykę narkotyków i walki rodzica o dziecko, dlatego wolałam obejrzeć je zaraz po sobie.

Zdjęcia i trailer: beautifulboy.movie

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej