Recenzja Gran Turismo 7

gran tursimo 7

Gran Turismo 7 to kolejna bardzo dobra produkcja, która sprawi, że konsole PlayStation będą się sprzedawały jeszcze lepiej. Gdzieś tam jednak czuć, że powoli w serii przydałyby się większe zmiany.

Gran Turismo 7 pewnie będzie czymś więcej

Zacząłem trochę mało optymistycznie? Cóż, wiedźcie, że Gran Tursimo 7 to na pewno tytuł, który ponownie będę ogrywał latami i wracał do niego za każdym razem kiedy tylko najdzie mnie ochota na poważne wyścigi. Gran Turismo Sport przejadło mi się dopiero niedawno, a nowa odsłona wprowadza na tyle dużo nowych atrakcji, że długo będę miał tutaj, co robić. Problem jednak w tym, że uważam, iż serii naprawdę przydałoby się o wiele większe odświeżenie.

Są rzeczy, które Gran Turismo 7 robi genialnie, ale są też niestety elementy, które można było zrobić lepiej. Polyphony Digital pada tutaj ofiarą pozostałych studiów Sony, które dostarczają produkcje często ocierające się o oceny 10/10. Deweloperzy ekskluzywnych gier eksperymentują, potrafią zaskoczyć, podczas gdy Gran Turismo 7 jest po prostu kolejną ewolucją. To dalej bardzo dobra gra, ale patrzę na nagrania z rozgrywki z Gran Turismo 5 i widzę zdecydowanie za dużo podobieństw, jak na ponad 10 lat rozwoju marki.

Gran Turismo 7 to jednak wciąż bardzo dobra gra

Tak, jak jednak to zaznaczałem – tytuł to wciąż świetny „real driving simulator”, cytując hasło promowane przez deweloperów. Gry będące symulatorami różnią się między sobą, ale dla mnie, to jednak Gran Turismo oferuje najciekawszy model prowadzanie pojazdu. W tej kwestii nic nie zostało popsute, a wręcz doszło więcej poprawek! Na powtórkach gołym okiem zauważymy jak cały samochód pracuje podczas wyścigu, jak działają na niego przeciążenia, czy jak najmniejsze elementy wpływają na nasz czas na danym okrążeniu.

W Gran Turismo 7 w końcu pojawiły się zmienne warunku pogodowe, a pora dnia również może się zmieniać. Tutaj mam mieszane odczucia, bo z jednej strony świetnie, że w końcu pojawia się deszcz, a co więcej jest on wykonany rewelacyjnie i znacząco wpływa na losy wyścigu, a z drugiej strony – podobne rzeczy są od dawna w innych grach, z Forzą Motorsport 6 z 2015 roku na czele. Zapomnijmy jednak na chwilę o tym spóźnieniu i skupmy się na tym, co mamy – genialnie działającą pogodę. Podczas wyścigu kałuże tworzą się na naszych oczach, a gdy mija ulewa – tor wysycha w miejscach, w których najpierw wysychałby w rzeczywistości.

Czuć to też na padzie DualSense czy kierownicy (używałem Logitech G923). Gdy zbyt szybko chciałem przejechać jeden zakręt i jedno z kół zahaczyło o tarkę, to przez deszcz nastąpiła zupełnie inna reakcja samochodu, niż bym wjechał tam w słoneczny dzień. Jazda na kierownicy, to oczywiście sama przyjemność, ale sprawdziłem też głośno zapowiadane wykorzystanie kontrolera DualSense i przyznam, że byłem w małym szoku. W tej kwestii nastąpiła rewolucja i rzeczywiście ten pad w Gran Turismo 7 daje sporo wrażeń znanych z kierownic! ABS, odczuwalne różnice w natężeniu wibracji, precyzyjne kontrolowanie pojazdu – robi wrażenie!

Czytaj też: Najciekawsze premiery gier – marzec 2022

W Gran Turismo 7 jest też oczywiście co robić, choć twórcy mogliby bardziej zaszaleć. O co mi konkretnie chodzi? Mamy tutaj szkołę jazdy, misje z niestandardowymi zdaniami, klasyczne mistrzostwa, GT Cafe, czyli coś na wzór trybu fabularnego, gdzie kolekcjonujemy pojazdy i odkrywamy grę. Do tego tryby sieciowe, tuning pojazdów, polowanie na okazję u dilera używanych samochodów czy w salonie z klasykami. No i oczywiście rozbudowany tryb robienia zdjęć naszym pojazdom. Już teraz pojawiają się informacje o tym, że gra w przyszłości zostanie rozbudowana o np. tryb B-Spec, gdzie to SI prowadzi samochód, a my podejmujemy niezbędne do zwycięstwa decyzje. To, co teraz jest, teoretycznie wystarcza, aby się dobrze bawić, ale czasem wkrada się monotonia. Brakuje mi jakiejś nutki szaleństwa w tym wszystkim – np. więcej zabaw typu rozbijanie pachołków czy wyścigów nietypowymi pojazdami. To samo tyczy się też pojazdów – jest ich sporo, ale znowu mamy sytuację, gdzie jest kilka wariacji tego samego modelu. No i brakowało mi wspomnianych nietypowych pojazdów, jak np. trzykołowce.

Gran Turismo 7 i olej do wymiany

Choć jest bardzo dobrze, to jednak Gran Turismo 7 nie jest w pełni tym na co liczyłem. Kilka elementów produkcji wypada po prostu słabo i jeśli nie zostaną poczynione tutaj zmiany do czasu kolejnej odsłony, to renoma marki zacznie maleć. Co w Gran Turismo 7 nie zagrało?

Gran Turismo 7 jest przeciętne jeśli chodzi o oprawę graficzną (grałem w trybie jakości). Nie dajcie się zwieść ładnym powtórkom czy podkręconym zdjęciom z trybu fotograficznego. Gran Turismo Sport robiło wrażenie, a Gran Turismo 7 mam wrażenie, że wygląda identycznie. Oczywiście, gdy zestawimy gry obok siebie, to dostrzeżemy różnice, ale gdy patrzę na tytuł na PlayStation 5, to nie widzę tutaj nowej generacji. Prawdziwymi next-genami są dla mnie Ratchet & Clank: Rift Apart oraz Horizon Forbidden West, a tutaj widać aż za bardzo, że gra działa też na PlayStation 4. Ray-tracingu podczas wyścigów nie ma, modele samochodów nie są jakieś fantastyczne – autentycznie mam wrażenie, że lepsze modele możemy zobaczyć w Forzie Horizon 5, która ma przecież otwarty świat! Do tego twórcy coś zepsuli z HDR i nie prezentuje się on już tak okazale, jak w przypadku Gran Turismo Sport. No i ta widownia wyciągnięta żywcem z PS3…

Drugi problem, to fatalna sztuczna inteligencja przeciwników. W Gran Turismo 6 narzekano, że samochody jadą jak po sznurku i w końcu w Gran Turismo Sport zaczęło się coś w tej kwestii zmieniać. W Gran Turismo 7 mam za to wrażenie, że przeciwnicy znów zachowują się, jak dawniej. Żadnej reakcji na nasze zachowania, a do tego wjeżdżają w nas, gdy zablokujemy drogę. Cała trudność wyścigów polega tylko na tym, że startujemy ciągle z ostatniego miejsca, a pojazdy na przodzie są daleko przed nami i po prostu musimy je dogonić. Cała nadzieja w ogłoszonym niedawno „GT Sophy” czyli nowej sztucznej inteligencji, która ma wynieść serię z końca stawki na pozycję lidera rynku. Oby, bo w tej chwili jest bardzo źle. Do tego przed premierą gry nie udało mi się ani razu połączyć z kimkolwiek, aby sprawdzić tryb sieciowy, więc skazany byłem na ściganie się ze sztuczną nieinteligencją. Trochę zabawy było za to w trybie podzielonego ekranu, ale ponownie ograniczony jest on do dwóch graczy i co ciekawe – gdy wybieramy tor z szutrową nawierzchnią w tym trybie – przestaje on działać.

Czytaj też: Recenzja Horizon Forbidden West

Na koniec sprawy, która pewnie będą dla niektórych kontrowersyjne. Pierwsza – mikropłatności. Tak jak i w Gran Turismo Sport i tutaj pojawia się opcja zakupu waluty gry za prawdziwe pieniądze. Oczywiście, wszystko da się zdobyć grając samemu, ale zwracam uwagę, że taka funkcja pojawi się w grze. To, co jednak mnie irytowało, to to, jak skąpo gra nas nagradza. O ile nagrody za wyścigi są w porządku, o tyle otrzymywane od czasu do czasu kupony na losowania wyglądają, jakby ktoś je specjalnie zaprogramował, abyśmy nie dostali nic dobrego. W Gran Turismo Sport losowaliśmy jeden z samochodów, które pojawiały się na ekranie. W GT7 za to losujemy jedną z pięciu przeróżnych nagród – od samochodu, przez części, do pieniędzy. Wszystkie moje losowania skończyły się wygraną najgorszej możliwej rzeczy do uzyskania. Albo miałem wielkiego pecha albo ktoś tutaj chce nas pchać w stronę mikropłatności.

Druga kontrowersyjna sprawa, która powraca z Gran Turismo Sport – gdy serwery gry są wyłączone, bo trwa konserwacja lub stracicie połączenie sieciowe nie będziecie mogli zagrać w nic oprócz zwykłego wyścigu czy mistrzostw. Nie kupicie jednak nowego pojazdu, nie stuningujecie go. To i tak nie miałoby nawet sensu, bo gra się wtedy nie zapisuje!

Gran Turismo 7 zatem zapewni nam sporo zabawy, być może na lata. Seria zaczyna jednak mieć kilka poważnych problemów, które należałoby naprawić. Jeśli Gran Turismo 8 będzie znowu, tak podobne do poprzedników, to nie wiem, czy będę czekał już na tę serię tak, jak czekałem na siódemkę.