Tom Clancy’s the Division 2Tom Clancy’s The Division 2 zabiera nas do postapokaliptycznego Waszyngtonu. Umarłe miasto, pełne zdewastowanych ulic i żywiących się przemocą band maruderów stale zagrażających bezbronnym cywilom – pragnących jedynie spokoju, przetrwania i bezpieczeństwa; brzmi jak idealne miejsce do wprawionego w walce o wolność agenta grupy The Division.

Nie mam zamiaru ukrywać, jak bardzo mieszane są moje uczucia odnośnie tegorocznej odsłony gry The Division 2. Z jednej strony to bardzo udany shooter kooperacyjny; dysponujący ciekawym wachlarzem lokacji i uzbrojenia oraz przemyślaną mechaniką prowadzenia walki. Z drugiej strony, nacisk położony na elementy kooperacyjne jest tak duży, że gdy zasiądziemy do gry w pojedynkę – lub z losowo dobranym z Internetu graczem – a nie ze zgraną ekipą dobrych znajomych, gra The Division 2 szybko okazuje się być… pusta.

Jak w większości podobnych gier nastawionych na rozgrywkę kooperacyjną, fabuła zarysowana jest bardzo delikatnie. Wszelkie wątki i postacie jakie od początku napotykamy na drodze rozgrywki są samym usprawiedliwieniem kolejnych strzelanin. Próżno szukać tu grama autentycznej dramaturgii czy wciągających wątków opartych o głęboko napisane postacie. Widać, jak bardzo wszystko skupia się na kooperacji – wszelkie przerywniki filmowe czy rozmowy z NPC są krótkie, rzeczowe, prawie formalne. Idziemy do osoby A. Dowiadujemy się, w które miejsce X mamy się udać i kogo uratować/jaki obiekt przejąć/ile wrogów zlikwidować – a bez względu na fabularne pobudki zadania, jego wykonanie w większości przypadków i tak ogranicza się do strzelania.

A strzelanie w The Division 2 jest zrobione dobrze

Mechanika prowadzenia walki jest jedną mocniejszych stron The Division 2. Samo korzystanie z broni palnej jest przyjemne – wystarczająco realistyczna fizyka, w połączeniu z dobrymi efektami audiowizualnymi, dostarcza dużo frajdy podczas strzelania. Mechanika osłon także robi dobrą robotę. Jednym przyciskiem przylegamy do tej najbliższej, skąd możemy wygodnie prowadzić ogień, a wcelowując i przytrzymując spację automatycznie przechodzimy do kolejnej. Korzystanie z ochronnych walorów wszelkich murków i zabudowań to ważny aspekt rozgrywki w  The Division 2; tutaj na nic zdadzą się próby zabawy w Rambo i wybieganie daleko za linię wroga.

A co do roboty jest poza strzelaniem? Najwiecej frajdy daje wizualne i praktyczne dopieszczanie agenta. Poszczególne elementy ekwipunku – wypadające ze zdobytych w trakcie rozgrywki zasobników czy po prostu z zabitych wrogów – od ubrań, chustek, czapek i butów, po plecaki, broń czy emotikony i breloczki; ilość elementów do ubrania i dodania jest naprawdę ogromna i pozwala spersonalizować naszego protagonistę dokładnie tak, jak chcemy. Gdy dodamy do tego rozbudowany kreator postaci na początku rozgrywki – pozwalający wpływać na m.in. kształt twarzy, wysokość brwi czy typ budowy ciała – otrzymujemy grę, w której każda postać może być unikatowa.

Tom Clancy’s The Division 2 wygląda po prostu OK

Jak w przypadku 90% gier, które przyszło mi recenzować w tym roku, grafika jest ładna, ale bez rewelacji. Wciąż nie jest to oprawa łamiąca klawiatury i zrzucająca kapcie ze stóp. Z bliższej perspektywy, w oczy zaczynają rzucać się graficzne buble i niedoróbki, trzeba się jednak bardzo mocno przyglądać, żeby zacząć zwracać na nie większą uwagę. Ogólnie rzecz biorąc, w kwestii wrażeń wizualnych, przez większą cześć rozgrywki towarzyszą nam bardzo przekonywujące klimatyczne scenerie postapokaliptycznego Waszyngtonu, ze zrujnowanymi ulicami, pełnymi gruzów i wraków.

Duży nacisk położony na kooperacyjne aspekty rozgrywki jest największą bolączką The Division 2. Dochodzi tu do identycznej sytuacji, jak w recenzowanym przeze mnie miesiąc temu Anthem. Najnowsza produkcja od Ubisoft świetnie sprawdza się jako gra kooperacyjna, stanowiąca „tło do rozmów” dla grupy znajomych graczy. Jeśli jednak będziemy chcieli podejść do niej w pojedynkę, mechaniki i elementy, które świetnie sprawdzają się podczas gry z innymi, szybko ulegną wypaleniu, a my popadniemy w wyniszczające znużenie.

I nic wtedy nie pomoże. Ani klimatyczne lokacje postapokaliptycznej stolicy Stanów Zjednoczonych, ani świetna mechanika broni, ani multum sposobów wizualnego rozwoju postaci.

Lekko niepokoi mnie tendencja wydawców do wypuszczania gier kooperacyjnych, w pojedynkę na dłuższą metę niegrywalnych. Historia tytułów wieloosobowych jasno pokazuje, że da się zrobić dobrą produkcję kooperacyjną, na długie godziny stanowiącą tło do rozmów dla grupy dobrych znajomych, a jednocześnie zapewniającą wystarczające pokłady rozrywki nakierowanej na gracza pojedynczego. Tegoroczne The Division 2 to świetna gra wieloosobowa, i tylko taka. Jeśli planujecie zasiąść do rozgrywki samemu, to mimo możliwości zabawy z randomami z Internetu, na dłuższą metę w The Division 2 nie macie czego szukać.

 

Za udostępnienie kluczy do gry dziękujemy firmom Ubisoft i Kinguin

 

Gra testowana była przy użyciu karty graficznej GIGABYTE GeForce RTX 2070 8GB. Dziękujemy firmie GIGABYTE za udostępnienie egzemplarza! 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej