Kilka lat temu Deadpool, czyli najsławniejszy obecnie najemnik z nawijką, zdobył serca fanów na całym świecie. Jego wesołe przygody (choć trup ścieli się tam gęsto) i niefrasobliwe poczucie humoru sprawiły, że coraz większe rzesze osób popadały na istną „deadpoolomanię”.

Postać, która dawno temu zadebiutowała na łamach jednej z serii X-Men, musiała poczekać lata na to, żeby szturmem zdobyć nie tylko medium komiksu, ale również filmu i przy okazji cały Internet. Kto obecnie nie zna postaci, o której jeszcze kilkanaście lat temu wiedzieli tylko nieliczni?

Wydawnictwo Egmont postanowiło – prócz regularnej publikacji współczesnych przygód – zaprezentować na polskim rynku najwcześniejsze przygody Wade’a Wilsona. W serii Deadpool Classic ten obdarzony czynnikiem gojącym, ale również nieprzeciętną szpetotą, żołnierz fortuny przeżywa wszystkie swoje najwcześniejsze przygody. Tym razem przyszedł czas na szósty album, w którym nasz ulubiony bohater w czerwonym trykocie będzie musiał stawić czoła grozie rozpadnięcia się na atomy, wyruszy w kosmos z tajną misją ośmieszającą postaci z universum DC (sic!). Doświadczy także najgorszej tragedii swojego życia – bóg kłamstw Loki przeklnie go, czego skutkiem będzie to, że Deadpool zamiast swojej ohydnej twarzy będzie świecić facjatą Toma Cruise’a! Łatwo odnieść wrażenie, iż cechą charakterystyczną najnowszego albumu jest fakt, że fabuła zaczyna być coraz bardziej składna a chaos, w którym żyją postaci jest kontrolowany przez twórców, a nie odwrotnie.

Coraz więcej gagów zaczyna naprawdę śmieszyć. Łącznie z robieniem sobie żartów z komiksowej konkurencji, kiedy na kartach pojawia się choćby Dirty Wolf, którego aparycja (gdyby zdjąć mu maskę) oraz zachowanie do złudzenia przypominają Lobo. Nie wspominając o puszczaniu oczka do fanów G.I.Joe. Takich wycieczek po całej popkulturze zaczyna być coraz więcej, dzięki czemu poziom dowcipu nie ma już poziomu kloacznego, a zaczyna zmuszać czytelnika do lekkiego główkowania. To niewątpliwy plus tomu szóstego, gdyż tej cechy brakowało poprzednim częściom.

W porównaniu do poprzedników, ten album składa się z niemal samych krótszych historii, które trwają na tyle niedługo, że nie pozwalają czytelnikowi na znużenie. To również jest odmiana po dłuuugich opowieściach, kiedy to na przykład Deadpool miał zostać mesjaszem ludzkości. Widać, że po ponad trzydziestu zeszytach serii głównej i kilku wydaniach specjalnych twórcy zaczęli mieć pomysł nie tylko na postać, ale również na jej umiejętne użycie w kontekście całego universum i posłużenie się nią w roli komentarza odnośnie wielu spraw aktualnych czytelnikowi. Chwała wydawcy wtedy za wymianę ekipy tworzącej ten serial – nowi scenarzyści sprawili, że przygody Deadpoola zyskały wiele uroku.

Jednocześnie wraz ze wzrostem popularności serii, jej kolejne rozdziały zaczęli tworzyć coraz bardziej utytułowani i świadomi swoich umiejętności rysownicy. Co prawda nadal trudno tutaj oczekiwać ekstazy estetycznej – rysunki są stosunkowo proste i schematyczne, do granic możliwości przeładowane efektami specjalnymi i kolorami. Jednak w przypadku serii, która nigdy nie ukrywała, że powstaje niemal tylko w celu zapewnienia rozrywki swoim czytelnikom, nie jest to szczególna wada. Polskie wydanie również nie psuje ogólnego efektu – twarda oprawa, gruby papier i świetnej jakości druk tylko podkreślają dobre wrażenie z ogólnej wysokiej jakości wydania.

Jeśli zatem nie zniechęciliście się pierwszymi pięcioma, lekko nużącymi albumami serii, najnowsza część może tchnąć w Was odrobinę optymizmu i choć trochę niecierpliwości w oczekiwaniu na kolejne części! Natomiast ci z Was, którzy nie mieli okazji na lekturę serialu od samego początku mogą być świadomi, że najnowsze przygody Wade’a są najciekawsze. Mimo wszystko warto sięgnąć po poprzednie albumy, żeby przekonać się jak postać rozwijała się. Wszakże od dosyć przeciętnej historyjki stała się jednym z największych hitów!

Autor: Paweł Olejniczak

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawcy Egmont

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!