WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja komiksu DUDS HUNT

Dreszcz emocji związany z przełamywaniem barier społecznych, naginaniem prawa lub wręcz jego łamania dla niektórych osobników jest niczym paliwo, dające energię do dalszej egzystencji. Czasami pod płaszczykiem wzorowego obywatela skrywają drugą osobowość, gotową na wszystko, by ten dreszczyk zaznać choćby ten jeszcze jeden jedyny raz. Co jednak, jeśli posuniemy się za daleko? Gdy nie damy rady odwrócić skutków naszych czynów, o niemal zgubnych konsekwencjach?

Na właśnie te pytanie stara się odpowiedzieć po części manga DUDS HUNT. The Network Survival Game opublikowana z ramienia polskiego wydawnictwa Hanami. Jest to komiks, którego scenariusz jak i warstwa wizualna jest efektem pracy mangaki o imieniu Tetsuya Tsutsui, z całą pewnością zaliczanego do młodego ambitnego pokolenia japońskich twórców. W wolnym tłumaczeniu „Polowanie na Łachy” jest pierwszą pracą Tetsuyi bodajże z roku 2002, na naszym rynku wydaną sześć lat później. Mówiąc oględnie to tomik z gatunku one shot, czyli przedstawiona opowieść zamyka się w jednym zwartym wydaniu. Tym samym wpisuje się on idealnie w politykę wydawnictwa Hanami, stawiającego zawsze raczej na jakość, niż ilość, bowiem trzon oferty wydawniczej stanowią właśnie jedno, maksymalnie dwutomowe wydania.

Na kartach Duds Hunt poznajemy niejakiego Nakanishiego, młodego akwizytora sprzedającego ubezpieczenia na życie. Niewdzięczna praca polegająca na pukaniu od drzwi do drzwi w poszukiwaniu osób naiwnych, gotowych nabyć polisę na życie, jest jednym z najmniejszych zmartwień protagonisty. Nieustannie poniżany zarówno przez klientów oraz w większym stopniu przez swojego zwierzchnika, mającego pełną świadomość swojej przewagi nad młodym mężczyzną wykorzystując byle pretekst do zwady, wpędza go niemal na skraj głębokiej depresji. Nakanishi ma to nieszczęście, iż kiedyś był pensjonariuszem zakładu poprawczego, co niczym brzemię ciąży na nim stale, zamykając mu drzwi do lepiej płatnej pracy. Innymi słowy przegrał swoje życie zanim dobrze je rozpoczął. Czytelnik mimowolnie czuje współczucie, stara się sympatyzować z bohaterem, który usilnie dąży by wyjść na prostą.

W tym momencie następuj zwrot akcji. Za namową znajomego z internetowego chatu o nicku Eksam, którego tak naprawdę na oczy nigdy nie widział, postanawia zaznać pewnego rodzaju odmiany od codziennej szarości, przy okazji dorabiając niezłe pieniądze na boku. Tak staje się członkiem w miejskiej grze Duds Hunt. Zasady są banalnie proste. Każdy uczestnik wyposażony jest w PDA – cyfrowe urządzenie pokazujące z dokładnością, co do centymetrów położenie innych graczy, oraz marker, czyli telefon komórkowy z przypisanym do niego numerem. Nie wiemy, kiedy, i w jakim miejscu „mistrz gry” może do nas zadzwonić. Kiedy ma to jednak miejsce w symbolicznym przekazie oznajmia on nam obszar rozgrywki oraz przybliżony czas zakończenia konkurencji. Nie możemy opuścić terenu zmagań, zaś naszym celem jest odebranie innemu uczestnikowi jego markera, za który otrzymujemy na konto przelew w wysokości stu tysięcy jenów. Nakanishi szybko uzależnia się od gry, stosując najprostszą z znanych metod pozyskiwania markerów, czyli przemoc. Spuszczając manto innym graczom zarabia krocie, przy okazji odczuwając dawno zapomniany dreszczyk.

duds hunt_0

Z jednej strony możemy zrozumieć motywy, niemal zdesperowanego Nakanishiego, ale im dalej w las tym bardziej sympatia czytelnika znika, ustępując miejsca antypatii. Jak się okazuje nie jest on jedynym bohaterem, wokół którego rozgrywa się cała intryga. W trakcie kolejnych aktów przemocy wkradają się przebłyski z przeszłości, ukazujące niebywałą brutalność grupki licealistów, której częścią był jak łato możecie się domyślić Nakanishi. Z pozoru głupia zabawa polegająca na dręczeniu bezdomnych odciśnie swoje piętno na przypadkowych ludziach, niemających z tym nic wspólnego. Losy osób nieposiadających wcześniej z sobą żadnych relacji raz jeszcze skrzyżują się w wielkim finale dając czytelnikowi w zamian, powiedziałbym nawet, dość niebywałą konkluzję.

Z każdą kolejną stroną pochłaniałem komiks nie mogąc się powstrzymać. Intryga jest utkana w sposób przemyślny i spójny, rozbudzając naszą ciekawość do granic. Co najlepsze, na sam finał dostajemy wielkiego kopniaka między oczy, bowiem zakończenie jest świetne, wręcz rewelacyjne. Dopełnienie lektury stanowi warstwa wizualna – rysunki są bardzo szczegółowe oraz dynamiczne. Ponadto Hanami nie bawi się w pół środki, i komiks wydrukowano na przyzwoitym papierze w bardzo dobrej jakości druku, oddającym szczegółowość warsztatu Tsutsuiego. Wisienką na torcie są kolorowe wstawki, oraz dodatek zatytułowany Wielopoziomowe Sny, prezentujący jeszcze jedną, nawet bardziej zakręconą opowieść, w sposób bardzo nietypowy.

Za kwotę dwudziestu czterech złotych otrzymujemy pozycję bardzo ciekawą, wręcz obowiązkową dla każdego czytelnika komiksu. Zaznaczyć trzeba także, że Duds Hunt wymyka się bardzo popularnemu stereotypowi ciążącemu nad mangą w naszym kraju, polegającemu na osobliwej, trudno strawnej warstwie wizualnej i domniemanej infantylności. Nic z tych rzeczy. Stawianie tej pozycji w szeregu razem z bardzo popularnymi seriami takimi jak Naruto czy One Pece jest dalece chybione, wręcz niestosowne. Satysfakcję z przeczytania Duds Hunt czerpać będą zarówno amatorzy komiksu europejskiego oraz amerykańskiego, jak i konsumenci niezwiązani z obrazkowym medium w żaden sposób, ale ceniący sobie dobrą literaturę lub mocne kino. Przestrzegam jednak, iż Duds Hunt jest pozycją skierowaną do odbiorcy dorosłego z względu na siarczysty język niektórych dialogów, oraz sposób realizacji poruszonej tematyki. Nie przedłużając słowem podsumowania gorąco polecam komiks Duds Hunt.

Za udostępnienie komiksu do recenzji dziękujemy wydawnictwu Hanami.