Od Międzynarodowego Festiwalu Komiksowego w Łodzi upłynęło sporo czasu, jaki i od premier nowych komiksów. Szczególnie w segmencie mangowym, choć tu niezmiennie od lat dominują tytuły popularne, czyli komedie z lekką dozą erotyki i obszernym pokładem tzw. głupawki oraz szeroko pojęta akcja – w tym wypadku także pozycje o zapędach kryminalnych.

Komiksów japońskich bardziej treściwych, uciekających od głównego nurtu mangowego jest u nas jak na lekarstwo, dlatego całkiem świeżą pozycję od Studia JG zatytułowaną H.P. Lovecraft OGAR i inne opowiadania przyjąłem z otwartymi ramionami. Tytuł ten to adaptacja opowiadań z gatunku grozy autorstwa Howarda Phillipsa Lovecrafta w wykonaniu mangaki Tanabe Gou. Pan Lovecraft to prawdziwy prekursor fantastyki naukowej oraz mistrz opowiadań grozy, gdzie wspólnym mianownikiem dla narracji były liczne odniesienia do mitologii i pierwotnych wierzeń. Wielbicielom mitologii Cthulhu nie trzeba przybliżać szerzej sylwetki pisarza.

Tanabe Gou był pod wielkim wrażeniem lektury amerykańskiego pisarza z początku XX w., dlatego w posłowiu wyjawił czytelnikom, że przygotowywał się bardzo długo do rysunkowej adaptacji. Rezultat nie jest ostateczny i należy się spodziewać kolejnych podejść do tematu. Mam cichą nadzieję, iż takowe nastąpią w miarę szybko, albowiem OGAR to kawałek ciekawego komiksu.

Trzymany w ręku tomik, kosztujący niespełna 30 złotych, wydany na formacie A5, to zamknięta całość. Coś na wzór one-shota, dającego oddech fanom opowieści rysunkowych, a raczej ich portfelom, choć nie na długo, gdyż często one-shot zwiastuje podejście do dłuższej serializacji. Wewnątrz na nabywcę czekają trzy oddzielne historie, niepowiązane z sobą fabularnie, zatytułowane: „Świątynia”, „Zapomniane miasto” i tytułowy „Ogar” zajmujący w przeciwieństwie do reszty dwa rozdziały.

Nie będę streszczać wszystkich opowiadań, bo nie miejsce i czas na to, chciałbym też uniknąć zbędnego zdradzania szczegółów. Jedynie na przykładzie rozdziału „Świątynia” pokażę wam, dlaczego warto zainteresować się całą mangą. Opowiadanie napisano w 1920 r., opublikowano zaś na łamach magazynu „Weird Tales” (z ang. Dziwne Historie) w 1925 r. Opisuje losy załogi łodzi podwodnej U-Bot w trakcie trwania misji bojowej polegającej na zatapianiu alianckich okrętów handlowych i wojskowych.

Po zniszczeniu brytyjskiej jednostki okazuje się, że ciało angielskiego marynarza jakimś sposobem uczepiło się kadłuba łodzi podwodnej. Podczas usuwania nieboszczyka pierwszy oficer zabrał z kieszeni marynarza niewielką figurkę, co później ma przyczynić się do serii dziwnych zjawisk. Oficer powoli popada w psychozę, widząc w otchłaniach morskich marynarzy z zatopionej brytyjskiej fregaty nieustannie tropiących oprawców.

Sprawy przybierają jeszcze gorszego obrotu po uszkodzeniu łodzi na skutek pościgu przez amerykańską jednostkę. Bez napędu, skazani na dryf, niemieccy podwodniacy powoli oddają się obłędowi, buntują się, a na statku dochodzi do serii dziwnych zdarzeń. Kontrolę – wyłącznie pozorną – nad tym wydaje się mieć nieugięty kapitan, więżący ślepo w obowiązek przykładnej służby nawet za cenę życia. Akcja jest rozwojowa, natomiast atmosfera gęstnieje z każdą kolejną stroną, wprowadzając niepokój w czytelniku, potęgowany przez uczucie klaustrofobii i osamotnienia. Zakończenie zaś, jak przystało na historię grozy, jest niedopowiedziane, pozostawiając resztę wyobraźni czytelnika.

Słowem – jest konkretnie, a w odbiorze posępnej atmosfery, niepewności i strachu pomaga warsztat mangaki. Rysunki są dalekie od typowego japońskiego komiksu, cechują się „ciężkimi”, mrocznymi, ale zarazem detalicznymi panelami. Autor oszczędza ilustracje, a tym samym nie pogania zbytnio akcji. Osobiście to właśnie „Świątynia” przemówiła do mnie najbardziej, choć pozostałe epizody mangi, zabierające nas w odmienne miejsca i czasy, są także niczego sobie, podchodząc do tematu grozy nieco inaczej.

Reasumując. Choć jest już po Halloween, to komiks H.P. Lovecraft OGAR i inne opowiadania idealnie wpisuje się w atmosferę święta duchów. Jest to także dobra odskocznia od dominującego nurtu mang, czyniąc tym samym ofertę Studia JG jeszcze bardziej wszechstronną dla polskiego czytelnika. Myślę, że po recenzowany komiks mogą sięgnąć wszyscy bez obaw, nawet czytelnicy uprzedzeni do japońszczyzny, wyznający przewagę szkoły europejskiej lub amerykańskiej, a już w szczególności miłośnicy klasycznej literatury grozy.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej