WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja komiksu Sandman Uniwersum

Sylwetki Neila Gaimana chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Niedawno trzydzieste urodziny obchodziła jego najważniejsza kreacja komiksowa w postaci Sandmana.

Tak okrągły jubileusz zachęcił brytyjskiego pisarza do rozszerzenia tego nietypowego uniwersum, tym razem z pomocą innych scenarzystów. Wstępem do nowego rozdziału w świecie wykreowanego przez brytyjskiego pisarza jest niewielki zeszyt zatytułowany Uniwersum.

Oryginalny Sandman doczekał się konkluzji w 1996 roku, gdy na półki księgarń trafił siedemdziesiąty piąty zeszyt serii. Autor odczuwał jednak niedosyt, bo jego projekt zaczął żyć własnym życiem i cała masa różnych wątków czekała na rozwinięcie a inne na stosowne domknięcie. Okazja na rozbudowanie formuły nadarzyła się wiele lat później, podczas pracy nad komiksem Sandman: Uwertura, od recenzji którego upłynęło już sporo wody. Jak tytuł sugeruje tomik to pewnego rodzaju spin-off napisany na bazie głównych wydarzeń opowiedzianych przez serię mającą swój początek pod koniec lat osiemdziesiątych. Biorąc pod uwagę, że Gaimanowi pomysłów z rozmachem nie brakuje, a ilustracje J.H. Williamsa przykuwają uwagę czytelnika z miejsca, to lekturę wypada tylko polecić, nawet miłośnikom komiksu niezaznajomionym z tym kanonem. Im bliżej nam czasów współczesnych tym powrót do świata Sandmana stawał się tylko kwestią czasu.

Show must go on

Nie spisuje się na straty kury znoszącej złote jaja. Dlatego dość oczywistym jest, że wydawca dał zielone światło na kontynuowanie uniwersum licząc na przychylność oddanych fanów oraz potencjalne zainteresowanie nowych czytelników. Wszakże wychowankowie Sandmana mają dziś już swoje lata, a nowe pokolenie należy uświadomić o co w sumie tyle szumu. Niemniej pewien zarzut względem nowej inicjatywy mogą mieć właśnie starzy wyjadacze, bowiem Gaiman nie stoi już za głównym sterem. Przy scenariuszu do albumu Uniwersum pracowali Simon Spurrier, Kat Howard, Nalo Hopkinson i Dan Watters. Natomiast rysunki są dziełem Maxa Fiumara, Bilquisa Evely, Toma Fowlera, Sebastiana Fiumara i Dominike Stanton. Jak widać dość długa lista nazwisk, przekładająca się na bardzo zróżnicowaną, acz dla przeciętnego czytelnika raczej pogmatwaną narrację. Opisywany komiks możecie potraktować wyłącznie w ramach zwiastuna zupełnie nowej inicjatywy wydawniczej z ramienia DC Comics, na którą złożą się cztery różne serie: Śnienie, Dom Szeptów, Lucyfer i Księgi Magii.

sandman uniwersum

Wszystkie pomysły oczywiście umieszczono w świecie Sandmana, choć dla obytych czytelników są to zasadniczo znane motywy. „Śnienie” bodajże już kiedyś pojawiło się w formie serii, a postać Lucyfera i czarodzieja Timothy’ego Huntera („Księgi Magii”) już mieliśmy okazję spotkać w przeszłości. Na tym tle nowością wydaje się wyłącznie „Dom Szeptów”. Niemniej względem starych serii powinniśmy spodziewać się czegoś więcej niż tylko prostego odkurzenia motywów oraz sylwetek mających swój debiut dawno temu. W teorii zapowiada się dość gruntowne przetasowanie pomysłów i dopisanie jeszcze szerszej nadbudowy do już istniejącego świata. Pytanie tylko czy te przewidywania pokryją się z rzeczywistością? Co więcej, czy fani klasyki nie zawiodą się a nowi czytelnicy zainteresują pomysłem? Przekonamy się już w tym roku.

Mini-przewodnik po nowym świecie

Komiks Sandman Uniwersum to zasadniczo przewodnik po nowych pomysłach i powracających seriach. Jak wspomniałem obejmuje on cztery oddzielne historie, gdzie objętość czterdziestu ośmiu stron nie pozwala autorom zbytnio się rozpisać. W skrócie: po odejściu Morfeusza kontrolę nad Krainą Śnienia obejmuje Daniel, pod nieobecność którego zaczynają się dziać rzeczy poważnie niepokojące mieszkańców tego świata. Na sklepieniu Śnienia pojawia się pęknięcie niewróżące nic dobrego. Czy jest to zwiastun większej, nieuniknionej katastrofy? Zasadniczo nikt nie chce przekonać się o tym na własnej skórze, dlatego Kruk Matthew zostaje wysłany z misją odnalezienia i sprowadzenia do domu Daniela, który najwidoczniej włóczy się gdzieś po niezliczonych światach.

sandman uniwersum

Misja pierzastego kuriera jest pretekstem do odwiedzenia głównych postaci nowych opowieści, przedstawiając w wielkim skrócie ich sylwetki. „Uniwersum” oczywiście niczego szerzej nie objaśnia stawiając więcej pytań i zasadniczo żadnych odpowiedzi. Narracja gna do przodu, serwując czytelnikowi kilka ciętych dialogów oraz zwrotów akcji, mających zaostrzyć apetyt. Pierwsze tomy „Śnienia” i „Domu szeptów” powinny być już dostępne na półkach księgarń, więc głodni wiedzy mogą bezproblemowo zaspokoić swoją ciekawość po zakończeniu lektury tego niewielkiego tomiku.

Komiks wydano w twardej oprawie. Jego niewielka objętość dość mocno kontrastuje z tym pomysłem. Decyzję wydawnictwa Egmont pozostawiam do indywidualnej oceny, ja mimo wszystko zastrzeżeń nie mam. Cena okładkowa wynosi czterdzieści złotych, niemniej od premiery minęło już kilka miesięcy, toteż pokaźne obniżki w sklepach internetowych i stacjonarnych nie powinny nikogo zaskoczyć. Pytanie czy jednak warto uszczuplić swój portfel? O ile lektura w swojej strukturze jest niezmiernie pogmatwana to jej zakończenie może dostarczyć satysfakcji, plus w mojej ocenie wizualnie prezentuje się naprawdę dobrze. Kolekcjonerów i fanów Sandmana przekonywać raczej nie trzeba – oni pewnie już swoje egzemplarze nabyli w dniu premiery niezależnie od ogólnych opinii. Resztę niezdecydowanej gawiedzi zachęcam do dania szansy nowej kreacji, bo jeśli was zainteresuje, to czekają tuż za rogiem zupełnie nowe serie oraz klasyka, za którą warto chwycić.