WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja miniserialu Gambit królowej. Jaka jest cena geniuszu?

Recenzja miniserialu Gambit królowej. Jaka jest cena geniuszu?

Na Netfliksie pojawił się nowy miniserial Gambit królowej opowiadający o młodej, genialnej szachistce i jej drodze na szczyt. Nakręcony na podstawie powieści Waltera Tevisa odpowiada na bardzo ważne pytanie – jaka wiele trzeba poświęcić dla geniuszu. W roli głównej Anya Taylor-Joy, a obok niej zobaczymy nawet polskiego aktora – Marcina Dorocińskiego.

Piękny, ale dziwny umysł

Beth Harmon (Anya Taylor-Joy) w wieku dziewięciu lat trafia do sierocińca. Jej matka zginęła w wypadku samochodowym, a o ojcu nic nie wiadomo. Dziewczynka jest wycofana i nieśmiała, jednak czego można się spodziewać w takich okolicznościach? Choć spodziewałam się, że przytułek dla sierot będzie raczej paskudnym miejscem, to oprócz podawania dzieciom leków psychotropowych na uspokojenie dziewczynce nie dzieje się tam specjalna krzywda. Pewnego dnia widzi jak dozorca (Bill Camp) rozgrywa partię szachów. I to jest moment, w którym rodzi się uzależnienie Beth. Szachy pasjonują dziewczynkę do tego stopnia, że wkrótce udaje jej się wyprosić, by dozorca nauczył ją gry. Pod wpływem leków rozgrywa partie nocami, na ukazującej jej się na suficie szachownicy. Od tamtej pory nawet w późniejszym życiu będzie to sposób radzenia sobie z największymi przeciwnikami, choć długo jej zajmie zanim odkryje, że do wizualizacji wcale nie potrzebne jej są żadne środki stymulujące.

Gdy Beth zostaje zaadoptowana przez pewne małżeństwo rozpoczyna się jej właściwa droga ku sławie. Nowe życie nie oznacza jednak braku problemów. Wkrótce zostaje sama z przybraną matką, pojawiają się również kłopoty finansowe, które chyba najbardziej przyczyniają się do jej sukcesu. Chcąc zarobić Beth najpierw sama zapisuje się na stanowe mistrzostwa szachowe, a potem już z matką odwiedza kolejne miejsca stając się szybko wschodzącą gwiazdą szachownicy. Droga na szczyt jest trudna, a zamknięta w sobie nastolatka czerpie wzorce z otoczenia. Alkohol i leki uspokajające stają się jej codziennością. Beth prawie przez wszystkie siedem odcinków ukazywana jest jako osoba zdystansowana, dla której jedynym sensem życia są szachy. Choć w jednym z epizodów pyta młodego chłopaka co będzie robił w późniejszym życiu, gdy tam szybko stanie się arcymistrzem widzimy, że i ona tego nie wie. Jest zagubiona i porywcza, a królewska gra wydaje się jedyną dziedziną jej życia, nad którą może zapanować.

Jaka jest główna bohaterka Gambitu królowej?

Scott Frank postawił w swojej fabule na główną bohaterkę, a przy tym zrezygnował z dodawania typowych dla współczesnych produkcji kostiumowych wielkich dramatów. Zwykle, gdy opowiada się nam o życiu jakiegoś bohatera, na jego drodze staje ogrom przeciwności, a każda większa od drugiej. Historia Beth wydaje się przy tym o wiele bardziej stonowana. Nie brakuje tu dramatów, ale są one takie zwykłe, życiowe. Bez okrutnych opiekunek w sierocińców, molestowania i bicia, co jest najczęściej synonimem „smutnego dzieciństwa”. I dobrze, bo zdecydowanie to co przeżyła Beth w zupełności wystarczy. Dzięki temu też poszczególne elementy można było przedstawić we właściwy sposób. Wszelkie znaczące motywy, takie jak miłość, przyjaźń, strata bliskich, uzależnienie, samotność czy seksizm zyskały głębszego i intymniejszego charakteru. Tutaj bardzo ciężkie było samo wejście młodziutkiej dziewczyny w świat szachów, który w latach sześćdziesiątych nadal był zdominowany przez mężczyzn.

Anya Tayolor-Joy potrafiła w doskonały sposób pokazać nam bohaterkę złożoną. Właściwie do końca nie wiemy, co ona czuje, bo nawet zwycięstwa ze szczególnie trudnymi przeciwnikami nie wzbudzają w niej zbyt emocjonalnych reakcji. Wydaje się, że najwięcej emocji pokazuje w sposobie, w który gra. Ma w sobie dużo porywczości, a jednocześnie jest w stanie spędzić długie godziny naprzeciw swojego przeciwnika, najczęściej w milczeniu. Jej związki z innymi ludzi również są skomplikowane. Z jednej strony potrzebuje bliskości, a z drugiej gdy już do niej dochodzi nie jest w stanie całkowicie otworzyć się na drugiego człowieka. Droga Beth do zostania najlepszą szachistką na świecie jest trudna i pełna przeciwności. Na ekranie obserwujemy ją na przestrzeni kilku lat, aż do ostatniego starcia z radzieckim arcymistrzem (Marcin Dorociński).

Czytaj też: Recenzja serialu Ku jezioru – epidemia trochę zbyt znajoma
Czytaj też: Recenzja serialu Nawiedzony dwór w Bly, czyli kolejna część antologii horroru
Czytaj też: Recenzja serialu anime Dragon’s Dogma

Nie spodziewałam się takich emocji po serialu o grze w szachy

Od razu zaznaczę, że na szachach to ja się niewiele znam. Ogarniam jak poruszają się i nazywają poszczególne figury, ale to właściwie tyle. Nigdy nie podejrzewałam, że ta gra może dostarczyć tylu emocji. W końcu co może być fascynującego w patrzeniu na dwie osoby, które przesuwają tylko figury po szachownicy, zwłaszcza, że coś takiego może trwać godzinami. Żadne z nich też się nie odzywa, a ich twarze pozostają skupione. Tymczasem Frank jest w stanie uczynić z tego naprawdę porywające i emocjonujące momenty, na które po pewnym czasie czekamy z niecierpliwością. Słynni szachista Garrim Kasparow był konsultantem reżysera i pomagał w stworzeniu sekwencji szachowych tak, by wszystko było zgodne z prawdą. Jednak to po stronie twórców i obsady leży najwięcej zasług. Za pomocą przeróżnych środków dostarczają nam prawdziwej uczty dla oczu.

Bardzo dobry montaż, ścieżka dźwiękowa, a przede wszystkim niewerbalna gra aktorska, która wnosi najwięcej do tych scen. Obserwowanie delikatnych zmian na twarzach aktorów, drżenia rąk czy nerwowego spojrzenia dostarcza równie dużo wrażeń, co dynamiczny taniec, czy kłótnie. A do tego każda partia szachów rozgrywana na ekranie różni się od pozostałych, dzięki temu nie mamy pojęcia czego się spodziewać. Marcin Dorociński, którego obsadzono w roli radzieckiego arcymistrza jest bohaterem bardzo statycznym. Ma właściwie jeden wyraz twarzy i odzywa się niewiele. Czujemy przed nim jakiś dziwny lęk i respekt.

Gambit królowej to uczta dla oka

Bardzo podoba mi się stylistyka, jaką prezentuje Gambit królowej. Całość jest barwna, jak na lata sześćdziesiąte przystało, jednak kolory są jakby wyblakłe, zwłaszcza w scenach z główną bohaterką. Całość jest ładna i czysta, nawet wnętrza sierocińca nie odstraszają. Bardzo lubię taką stylistykę, bo nie jest męcząca i nie odwraca uwagi od głównej bohaterki. Podobał mi się sposób przedstawienia wyobraźni Beth, która materializowała się w formie widmowej szachownicy na suficie. Było w tym coś fascynującego i niepokojącego, zwłaszcza z dziękami, które tym wizjom towarzyszyły.

Gambit królowej ma co prawda trochę wad. Pewne decyzje podejmowane przez główną bohaterkę wydają się celowo dramatyczne, a jej zachowanie w samotności cechuje przesada. Jednak to nie przeszkadza, zwłaszcza kiedy dowiadujemy się jak patologiczne miała dzieciństwo. Bohaterka jest destrukcyjna, trochę narcystyczna i wycofana, ale wszystkich bohaterów, którzy pojawiają się na ekranie to w niej pociąga. Czy faktycznie w realnym świecie taka niepoukładana wewnętrznie osoba byłaby w stanie tak wiele osiągnąć w szachach?

Drobne wady w niczym nie przeszkadzają, a całość ogląda się bardzo przyjemnie. Historia Beth porusza i angażuje, a o to właśnie chodzi w tego typu serialach. O zaangażowanie widza i sprawienie, żeby nie tylko lubił główną bohaterkę, ale również jej kibicował.