Stało się. Marka Redmi oderwała się od Xiaomi i stanowi teraz osobny byt. Coś podobnego do tandemu Huawei i Honora. Muszę jednak przyznać, że w cenie 899zł model Redmi Note 7 staje się hegemonem na tej półce cenowej. Zacznijmy jednak po kolei.

Konstrukcja

Przy wyjmowaniu Redmi Note 7 z pudełka pierwsze wrażenie jest fantastyczne, które utrzymuje się do momentu, dopóki nie obrócimy telefonu. Zanim przejdę do opisu reszty, nie sposób pominąć wysepki z aparatem. Ten wystaje na grubość 1.8 mm. Wydaje się to niewiele, ale uwierzcie mi – to jest prawdziwa góra na tle całego urządzenia. W dodatku ma całkiem ostre krawędzie i wystarczy parę razy przejechać po nim palcem, by ten wyraźnie to odczuł. Problem jest na tyle poważny, że nawet gdy założymy firmowe, silikonowe etui dołączane do zestawu to problem nie znika. Ten aparat dalej wystaje!

To jednak w zasadzie jedyna wada konstrukcyjna, którą musiałem z siebie wyrzucić już na początku. Serio, to aż tak uwiera. Potem jednak jest tylko lepiej. Od frontu mamy duży 6.3-calowy wyświetlacz LCD z minimalnym notchem w kształcie łezki. Same ramki są jak na dzisiejsze standardy dość spore, z drugiej jednak strony nie oczekiwałbym niczego więcej w tym przedziale cenowym. Zarówno front, jak i plecki wykonane są z wytrzymałego Gorilla Glass 5, a całość spięta jest plastikową ramką.

Redmi Note 7 występuje w trzech kolorach – niebieskim, czerwonym i czarnym. Ja dostałem ten ostatni i muszę przyznać, że prezentuje się bardzo elegancko. Pod ekranem, gdzieś tam na styku ramki oraz warstwy szkła schowano diodę powiadomień, która w tym przypadku jest naprawdę malutka i równie dobrze można by było ją pomylić z wypalonym pikselem, gdyby nie to, że pracuje, akurat jak wyświetlacz jest wyłączony.

Na pleckach oprócz Mount Everestu znajdziemy jeszcze diodę doświetlającą oraz czytnik linii papilarnych. Sama ramka okalająca urządzenie to standard. Lewy bok skrywa tackę na dwie karty SIM (lub jedną kartę SIM oraz kartę SD), prawy zaś to przycisk Power oraz regulacja głośności.

Więcej ciekawostek skrywa góra i dół. Trochę przykre, że dziś trzeba to podkreślać jako zaletę, ale tak – mamy złącze jack na słuchawki! Jest też port podczerwieni do obsługi urządzeń w domu. Dół to już głośniki oraz port USB-C, którego witam z otwartymi ramionami szczególnie w tak niskiej półce cenowej. Za to wielki plus!

Ogólne wrażenia z wykonania są fantastyczne. Świetnie spasowany telefon, który przy tym wygodnie leży w dłoni i na pierwszy rzut oka w ogóle nie widać, że mamy do czynienia z budżetową konstrukcją.

Specyfikacja

Redmi Note 7 to taki balans pomiędzy opłacalnością a wyższą półką cenową. Z jednej strony mamy zastosowany chipset Qualcomm Snapdragon 660, który mieści w sobie ośmiordzeniowy procesor (4x Kryo 260 Gold 2,2 GHz & 4x Kryo 260 Silver 1,8 GHz) oraz układ graficzny Adreno 512. Do wyboru jest również wersja 3 lub 4GB RAM oraz 3 rozmiary pamięci wewnętrznej: 32, 64 lub 128 GB. Dla tych, którzy chcą naprawdę przyoszczędzić i wybrać najtańszą pojemność na pocieszenie pozostaje wspomniana tacka na karty microSDXC, za pomocą których można ją rozszerzyć. By jednak zachować ten próg 899 zł, z czegoś trzeba było zrezygnować. I tak wyrzucono m.in. NFC, które jest chyba najbardziej dotkliwym cięciem oraz możliwość bezprzewodowego ładowania.

Ekran to rozdzielczość FHD+ 1080 x 2340 pikseli, proporcje boków 19,5:9 o satysfakcjonującej jasności 553cd/m2. Kolory jednak nie są idealnie odwzorowane, żeby nie powiedzieć dość przeciętne. Są delikatnie wyblakłe i brakuje w nich nasycenia. Podobnie z kątami widzenia, które są przyzwoite, ale dalekie od ideału.

Niewątpliwą zaletą urządzenia jest zastosowana bateria, której pojemność wynosi 4000 mAh i zapewnia wsparcie szybkiego ładowania QuickCharge 4. Tym się jednak nie nacieszymy, bo w zestawie brakuje ładowarki wspierającej ten standard. Zamiast tego znajdziemy zwykły 10-watowy model. Sama bateria trzyma naprawdę długo. Korzystając z telefonu sporadycznie, wytrzyma dwa dni bez ładowania. Przy intensywnym korzystaniu będzie to około półtora dnia, co stanowiło naprawdę miłą odmianę przy moim Galaxy S9 Plus, którego muszę ładować dwa razy dziennie.

Oprogramowanie

W przypadki Xiaomi (ups, Redmi) nikogo nie powinien zaskakiwać fakt, że korzysta ona z nakładki MIUI w wersji 10.2. Całość pracuje naprawdę bardzo szybko i nie udało mi się zauważyć przycięć ani tym bardziej telefon się nie zawiesił. To duży plus. Z drugiej strony drażniące są pewne software’owe ograniczenia jak brak możliwości ukrycia łezki czarnym paskiem czy domyślnie niewidoczne powiadomienia na belce powiadomień.

Najbardziej irytująca rzecz jest jednocześnie najbardziej zaskakującą. Otóż producent nie pozwala na zmianę domyślnego ustawienia przycisków nawigacyjnych, co przez pierwszych kilka dni wymagało ode mnie zmiany przyzwyczajeń. Wielka szkoda. Można je za to wyłączyć zupełnie i obsługiwać telefon w całości za pomocą gestów. Ogólnie – brakuje mi trochę opcji personalizacyjnych, które wydają się oczywiste dla konkurencji. Szalenie podoba mi się za to czytnik linii papilarnych, który konfigurujemy w kilku prostych krokach. Działa on szybko i w zasadzie bezbłędnie pozostając moim ulubionym sposobem na odblokowywanie telefonu.

Aparat

Aparat w Redmi Note 7 według producenta ma 48MP a jasność obiektywu to f/1.8. Zdjęcia są zadowalające, ale nie mogę odnieść wrażenia, że wspomniana rozdzielczość jest takim trochę marketingowym chwytem. Na pewno nie zastąpi Wam to lustrzanki czy nie stanie do konkurencji z telefonami flagowymi. Jednak za tę cenę nie ma się czego wstydzić. Zdjęcia są ostre i szczegółowe, mają szeroką rozpiętość tonalną i dość nasycone kolory. Wprawne oko na pewno zauważyłoby jakieś nieścisłości, ale dla zwykłego użytkownika nie ma to znaczenia. Jest bardzo dobrze.

Podsumowanie

Trudno mi nie polecić tego telefonu. To niesłychane, ile Xiaomi wycisnęło z Redmi Note 7, patrząc na ten pułap cenowy. To idealny pierwszy telefon dla dzieci i młodzieży lub niewymagających dorosłych. Gdy moja córka go dorwała, nie chciała oddać go przez kilka dni i nagrywała nim swoje „YouTube’y” (tak, chce zostać influencerką). A w końcu, gdy mi oddała i tak skwitowała słowami: jest świetny! W naszym domu przewala się naprawdę dużo elektroniki i córka zdążyła już wyrobić sobie gust, toteż jej zdanie jest dla mnie ważne. A ona ze wszystkich telefonów, jakie ostatnio miałem w dłoni ten doceniła najbardziej. Wygląd, szybkość działania i przyjemny interface to wszystko, czego potrzeba.

Ja z tymi zaletami nie mogę się nie zgodzić. Do listy zalet dorzuciłbym również czas pracy na baterii, sensownie rozwiązane gesty oraz cenę, która praktycznie niszczy konkurencję. Szkoda tylko tych kilku braków, ale za 800 zł nie można mieć wszystkiego. Polecam, bo to absolutny hit na rynku.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej