Recenzja serialu Mroczne materie – sezon 2

Recenzja serialu Mroczne materie - sezon 2

2. sezon Mrocznych Materii już za nami, więc czas na recenzję całości. A jest o czym pisać, bo choć skrócony o jeden odcinek dostarczył nam sporo wrażeń, znacznie rozbudował świat i był jeszcze piękniejszy wizualnie od pierwszej odsłony. Jest jednak jedno duże „ale”. Recenzja zawiera spoilery, choć starałam się uniknąć zdradzania najważniejszych wątków.

Mroczne materie z nowymi odcinkami przyniosły nowe światy

Wieloświat w Mrocznych materiach nie jest dla nas nowością, w końcu już w pierwszym sezonie poszczególni bohaterowie przenosili się do „naszego” świata. Tym razem jednak dostajemy wgląd w kolejny wymiar. Po okropnej zdradzie z finału pierwszej odsłony Lyra wkracza za Asrielem w nieznane i trafia do Cittàgazze, opustoszałego miasta będącego bramą do wielu światów, w którym na dorosłych polują widma. Tam spotyka Willa. Wkrótce łączą siły w poszukiwaniu ojca chłopaka, a po drodze Will staje się strażnikiem starożytnego ostrza pozwalającego na podróże pomiędzy światami. Lyra traci aletheiometr, spotykają czarownice, a przede wszystkim odkrywają połączenie pyłu i mrocznej materii znanej w naszym świecie. Tu do akcji wkracza Mary Malone, naukowiec ze świata Willa, u której dziewczyna chciała dowiedzieć się więcej o pyle. Kiedy komputer powierza jej misję ochrony głównych bohaterów wyrusza do Cittàgazze by ich odnaleźć.

Recenzja serialu Mroczne materie - sezon 2

Jak zwykle mamy do czynienia z kilkoma wątkami jednocześnie. W świecie Lyry trwa wojna pomiędzy Magisterium a czarownicami, które za wszelką cenę muszą chronić Lyrę. Kim jest dziewczyna i jakie jest jej przeznaczenie? Tego na szczęście dowiadujemy się w tym sezonie, choć właściwie niewiele nam to mówi.  Zaś na dokładkę pani Coulter kontynuuje poszukiwania Lyry i dowiaduje się treści przepowiedni. Pojawia się również ojciec Willa i dokłada do tej układanki kolejną część. Twórcy w świetny sposób zastępują jednych bohaterów drugimi. Nie chcę za wiele zdradzać, ale przygotujcie się na smutne pożegnanie. Akcji jest sporo i właściwie przez cały czas trzeba uważnie śledzić wydarzenia na ekranie, by połapać się o co tam chodzi.

Czytaj też: Recenzja Death to 2020 – Giń, 2020! marnuje komediowy potencjał ubiegłego roku
Czytaj też: Recenzja filmu Wszyscy moi przyjaciele nie żyją
Czytaj też: Recenzja filmu Chemical Hearts

2.sezon Mrocznych materii znów zachwyca pod względem technicznym i aktorskim

Dafne Keen jest zdecydowanie gwiazdą tego serialu, jednak Amir Wilson wcielający się w Willa też świetnie sobie daje radę. Miło się patrzy na dynamikę pomiędzy tymi młodymi aktorami. Zaś Ruth Wilson, która wciela się w Maricę Coulter nadal przedstawia w mistrzowski sposób tę skomplikowaną i trudną do odgadnięcia bohaterkę. Ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, czy matka Lyry jest do szpiku kości zła, czy może jednak w tym wszystkim jest coś więcej. Niby poszukuje córki, chce jej pomóc, ale czy to tylko matczyny instynkt, czy może wyrachowanie? Bardzo podobało mi się jej zetknięcie ze światem Willa, w którym nie ma Magisterium, a kobiety mogą odnosić sukcesy naukowe.

Mroczne materie – 2 sezon, HBO GO

Jeśli liczycie, że na ekranie będzie dużo Jamesa McAvoya, to przykro mi. Lord Asriel pojawia się dosłownie na moment w ostatnim odcinku. Niewiele jest też innych znanych bohaterów, choć na chwilę pojawia się niedźwiedzi król w swojej zbroi – Iorek Byrnison, a nawet przyjaciel Lyry – Roger (pamiętajcie, żeby obejrzeć ostatni odcinek do ostatniej sekundy, bo jest scena po napisach). Sporo jest też uwielbianego przeze mnie aeronauty, Lee Scoresby’ego, w którego wciela się Lin-Manuel Miranda.

Serial oparty na trylogii Philipa Pullmana to ciężki orzech do zgryzienia

Mroczne materie są adaptacją książek, jednak jako serial powinny być jasne i klarowne dla każdego odbiorcy. Fabuła może być tajemnicza, jasne, ale powinna być poprowadzona w taki sposób, by dało się w niej spokojnie odnaleźć, a niestety z tym czasem jest trudno. Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że wręcz trzeba przeczytać powieści, by w końcu wszystko pojąć. A tak nie powinno być. Podobnie jak w pierwszej odsłonie nowe odcinki popychają akcję naprzód i nikt nawet nie przystanie by cokolwiek widzowi objaśnić. Dlatego polecam uważne oglądanie, bo tylko to jest w stanie uratować osoby, które nie znają materiału źródłowego.

Mroczne materie – 2 sezon, HBO GO

Niestety z tego właśnie powodu wiele osób może się od Mrocznych materii odbić. Trudno im się dziwić. Fabuła idzie do przodu, bohaterowie pojawiają się i znikają wypowiadając kilka, często bardzo istotnych, kwestii i zaraz ich nie ma. My zaś pozostajemy z pytaniem „kto to był?”, zwłaszcza, że takie niespodzianki czekają nas nie tylko w wątku Lyry i Willa, ale też w tych pozostałych. I nikt jednoznacznie nie powie, o co tak naprawdę w tym serialu chodzi. Mi się to podoba, a z racji, że książek nie czytałam, mogę snuć różne teorie i rozważania na ten temat.

Nowe Mroczne materie znów mnie zachwyciły

2.sezon porusza wiele kwestii rozsianych po poszczególnych wątkach. Twórcy poświęcają czas na ukazanie bólu dorastania na przykładzie nie tylko dwójki głównych bohaterów, ale również osamotnionych w Cittàgazze dzieci. Opuszczone przez uciekających przed widmami dorosłych są zdane tylko na siebie, a gdy na ich drodze pojawia się Mary, proszą ją… o przytulenie. Ważną rolę w nowych odcinkach odgrywa fizyka kwantowa, religia, kwestia grzechu pierworodnego czy eksploracja światów. Nad wszystkim wisi widmo wojny, która może uwolnić wszystkich od stojącej nad Magisterium Zwierzchności.

Mroczne materie – 2 sezon, HBO GO

Trzeba pamiętać, że nowy sezon z powodu pandemii został skrócony o jeden odcinek, w którym mieliśmy zobaczyć armię Asriela. Niestety, trzeba było zakończyć wcześniej i trochę odczuwa się brak mocno zarysowanego finału. Na szczęście otrzymane odcinki są w stanie zrekompensować wiele. Pod względem technicznym Mroczne materie zachwycają w każdym ze światów. Nie ważne, czy obserwujemy gęste lasy, kamienne, opustoszałe miasto czy skaliste szczyty pełne przerażających stworów. Emocje, których dostarcza fabuła są podbudowywane emocjonującą muzyką, a wszystko domykają świetne kreacje aktorskie.

Mroczne materie – 2 sezon, HBO GO

To prowadzi mnie do podsumowania. Ja jestem zachwycona nowymi odcinkami, jednak jak już wcześniej wspomniałam – nie do każdego Mroczne materie trafią. A szkoda. Niestety jest to wina tylko i wyłącznie scenariusza, który czyni całą historię bardzo zamkniętą. Wystarczyłoby wytłumaczyć widzom więcej rzeczy i poświęcić trochę czasu na rozbudowanie niektórych elementów. Żaden z odcinków nie trwa więcej niż 50 minut, a że przyzwyczailiśmy się już do długiego formatu, twórcy mogliby dodać kilka wyjaśnień i chyba nikt by na to nie narzekał. Pomimo tego dla mnie Mroczne materie z nową odsłoną wkroczyły na wyższy poziom i z niecierpliwością oczekuję na kontynuację po chichu licząc, że jednak poznam więcej odpowiedzi niż nowych pytań, bo tych po dwóch sezonach mam aż za dużo.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News