WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Mroczne pożądanie – sezon 1

Mroczne pożądanie ma wypełnić pustkę w sercach fanów hitowego serialu TY. Twórcy meksykańskiej produkcji obiecują tajemnice, namiętność, obsesję i wiele dramatów. Brzmi to trochę jak telenowela, ale sprawdźmy, czy faktycznie Mroczne pożądanie spełni oczekiwania i będzie warte poświęconego czasu?

Już na wstępie trzeba zaznaczyć, że długość serialu znacznie odbiega od tego, do czego przy6zwyczaił nas Netflix. Odcinki Mrocznego pożądania zostały co prawda skrócone do bardziej przystępnych 30 minut, jednak pierwszy sezon liczy ich aż 18!

Czytaj też: Recenzja serialu Norsemen – Wikingowie na wesoło powracają z trzecim sezonem

Główną bohaterką jest Alma, wykładowczyni, która czuje się samotna, zaniedbana a do tego ma podejrzenia, że jej mąż ją zdradza. Niezbyt dobry punkt początkowy do wybrania się na szaloną imprezę. Jednak Alma daje się namówić przyjaciółce na niezobowiązujący wypad, który dla bohaterki kończy się spędzeniem namiętnego weekendu w ramionach przystojnego mężczyzny. Jak możecie się domyślić ten krótki romans nie skończył się wraz z powrotem do pracy i przyniósł Almie więcej problemów, niż mogłaby sobie wcześniej wyobrazić. Dario, jej młody kochanek, okazuje się jednym z jej studentów, a przyjaciółka popełnia samobójstwo, co do którego policja ma pewne podejrzenia. Sama Alma znajduje się w znanej z wielu filmów czy seriali sytuacji, z jednej strony chce wrócić do męża, a z drugiej nęci ją sekretny kochanek. Doprowadza to do niebezpiecznej sytuacji, w której miota się między tym co właściwe, a tym co przyjemne i pociągające. Do tego dodajmy szwagra Almy prowadzącego śledztwo w sprawie wspomnianego samobójstwa, córkę bohaterki z własnym, dość rozbudowanym wątkiem i historię Daria, którą poznajemy z każdym kolejnym odcinkiem. Jest tego sporo i w teorii fabuła potrafi zainteresować i utrzymać widza przy ekranie. Niestety jednocześnie ilość odcinków, na jakie pokusili się twórcy sprawia, że wiele scen ciągnie się wręcz niemiłosiernie.

Czytaj też: Nie tylko Lewandowski. Promocje Huawei i nowi ambasadorzy

Mroczne pożądanie to thriller kryminalny z dużą dozą erotyki, ale ilość dramatów i wątków serwowanych nam w serialu niebezpiecznie zbliża go do telenoweli. Stylistyka jest mroczna i idealnie pasuje do sekretów, jakimi przesiąknięta jest cała produkcja. Oj tak, przygotujcie się na naprawdę wiele tajemnic, co jednak sprowadza się do tego, że w ogólnym rozrachunku serial traci w tym wszystkim głębię. Wydaje mi się, że twórcy najbardziej skupili się na właśnie na tym aspekcie fabuły pozostawiając jej bieg niezwykle oczywistym i przewidywalnym. To może być idealna propozycja dla tych, którzy po ciężkim dniu pracy chcą obejrzeć coś lekkiego, ale nie głupawego. Mroczne pożądanie będzie dobrym wyborem, bo sporo w nim akcji, jeszcze więcej scen seksu (z tego można by było zmontować osobny serial!) i nawet napięcie się znajdzie. Do tego serial bywa miejscami naprawdę brutalny. Całość jednak jest dla mnie wyjątkowo nierówna. Tak jak wspomniałam wcześniej, sama fabuła potrafi wciągnąć (jeśli nie mamy wielu oczekiwań), ale jest niepotrzebnie przeciągana. To pokłosie mody na 50 twarzy Greya i 365 dni, więc fanom tych tytułów z pewnością nowość Netfliksa przypadnie do gustu.

Czytaj też: Boty na Twitterze rozprzestrzeniają fake newsy. Jak z nimi walczyć?

Zasadniczy problem stanowią bohaterowie. Od tak długiego serialu można by oczekiwać przynajmniej jednej sympatycznej postaci, z którą będziemy sympatyzować. Niestety większość osób na ekranie jest denerwująca i w dziwny sposób niepokojąca. Wiele z nich jest stworzonych z archetypów, przesadnych manier i niepotrzebnie dramatycznych retrospekcji. Samo aktorstwo stoi na dobrym poziomie, problem stanowią źle napisane postacie. Od pewnego momentu trzeba być uważnym, by ogarnąć kto z kim śpi i jakie są relacje pomiędzy poszczególnymi osobami. Czy w jakimkolwiek aspekcie można Mroczne pożądanie porównywać z serialem TY? Moim zdaniem nie. Netfliksowa nowość po prostu mnie zmęczyła, a nawet główna tajemnica tego sezonu – samobójstwo Brendy, nie sprawiło bym chciała dowiedzieć się co będzie dalej. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to typ produkcji, który potrafi widzów wciągnąć, a wręcz uzależnić. Coś jest w tych telenowelach, że chce się je oglądać jeszcze i jeszcze. I tak chyba jest z Mrocznym pożądaniem, bo zaglądając na dzisiejszą listę Top 10 na Netfliksie widzimy go na wysokim, trzecim miejscu. Po sukcesie 365 dni to wcale mnie nie dziwi.

Czytaj też: Recenzja serialu Podróże z Zakiem Efronem

Ciężko polecać lub odradzać tego typu seriale. Biorąc pod uwagę stronę techniczną, Mroczne pożądanie nakręcone jest dobrze, podoba mi się stylistyka i zdjęcia. Muzyka dobrana jest idealnie, a obsada spisuje się nieźle. Na plus są również półgodzinne odcinki, jednak ich ilość zdecydowanie działa na niekorzyść. Gdyby wyciąć niepotrzebne sceny dałoby radę zrobić z tego o wiele zgrabniejsze i ciekawsze 10 epizodów. Do mnie taka erotyczne telenowela i thriller w jednym nie przemawiają, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że niektórym może się to podobać. Tutaj musicie więc ocenić sami. Całościowo nie jest to zły serial, choć z pewnością w moim odczuciu dało się z tą historią zrobić o wiele, wiele więcej. Najbardziej kulało tempo spowalniane przez niepotrzebnie rozwleczone sceny seksu. Również wielowątkowość działa na niekorzyść Mrocznego pożądania. Czy obejrzę drugi sezon? Raczej nie. Wiele tajemnic nie zostało w finałowych odcinkach rozwiązanych, do tego dodajmy nową zbrodnię i więcej dramatów im bliżej było końca. Jeśli lubicie takie produkcje to może być pozycja dla Was. Jeśli jednak macie podobny gust do mojego, to odpuśćcie, nie ma sensu marnować czasu

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News