WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Początek końca. Recenzja Westworld – sezon 3 odcinek 7

Przedostatni odcinek 3.sezonu Westworld już za nami. Passing Pawn skupia się w dużej mierze na historii Caleba, ale przy okazji daje nam rozwiązanie pewnych kwestii z poprzednich epizodów. Zapraszam do spoilerowej recenzji.

7.odcinek 3.sezonu Westworld rozpoczyna się krótką sceną w Dżakarcie. Do siedzącego spokojnie w restauracji i wydającego polecenie Musashiego dzwoni Hale. Tak, on i Hale to kopie Dolores jakbyście zapomnieli. Charlotte, która w finale poprzedniego odcinka straciła rodzinę i została solidnie poparzona o swój stan obwinia nie Seraka, ale Dolores. Mówi Musashiemu, że teraz ma własny plan, bo ten, który dla nich przygotowano oznaczał śmierć. Potem do akcji wkracza Clementine i Hanaryo, które zabijają Musashiego i zabierają jego głowę. Znajdująca się w niej kopia Dolores jest bardzo cenna dla Seraka. Postawa Charlotte i wydarzenia z Dżakarty wydają się bezpośrednią zapowiedzią zakończenia sezonu. Tak jak wcześniej przewidywaliśmy któraś z kopii głównej bohaterki z pewnością zbuntuje się przeciwko niej.

Jak zwykle zasadnicza większość odcinka podzielona jest pomiędzy poszczególnych bohaterów. Dolores i Caleb przebywają podróżują do Sonory, ośrodka dla nieprzystosowanych tzw. Outsiderów. Celem jest Solomon, wcześniejsza wersja Rehoboama, którą stworzył mający schizofrenię brat Seraka. Dzięki temu AI odziedziczył po swoim stwórcy niekonwencjonalny sposób myślenia. W skrócie – to szalona sztuczna inteligencja. W Sonorze na jaw wychodzi też historia Caleba, który miał w głowie szereg fałszywych wspomnień. Okazuje się, że należał do nieprzystosowanych i był programowany tak, by polował na podobnych sobie. Do tego właśnie służyła aplikacja, z której korzystał na początku sezonu. Celem byli outsiderzy zagrażający ustalonemu porządkowi. W końcu Caleb odnajduje swoje prawdziwe wspomnienia i przypomina sobie, że to on sam zabił swojego przyjaciela. A wszystkiemu winny jest system i algorytm. W Sonorze bohaterowie odkrywają setki komór z „zamrożonymi” nieprzystosowanymi, a Solomon wyjaśnia im, że usunęli ze społeczeństwa jednostki zagrażające ładowi nie tylko po to, by nie zakłócały algorytmowi, ale także by uniemożliwić im rozmnażanie się. W czasie, gdy Caleb z bólem odkrywa swoją przeszłość na teren obiektu przybywa Maeve. Ona i Dolores zaczynają brutalną walkę, która jest jedną z najlepszych w tym sezonie. Są noże, miecze, broń palna i strzały z helikoptera. I gdy wydaje nam się, że znowu będziemy świadkiem perfekcyjnej potyczki bez konsekwencji dla Dolores jej ramię nagle eksploduje! Zataczając się wraca do budynku i uruchamia urządzenie, które powoduje u niej i u Maeve utratę przytomności. Wcześniej, gdy oba hosty walczyły ze sobą, Solomon przygotował dla Caleba nową strategię rewolucji, którą nagrał mu na dysk flash. Staje się niechętnym bohaterem, a gdy znajduje leżące na ziemi Dolores i Maeve zjawia się dron, który mówi do Caleba, że ma dla niego instrukcje. Wygląda więc na to, że w typowo przewrotny dla Westworld sposób to nie Dolores wznieci rewolucję.

Drugi wątek dotyczy Bernarda, Stubbsa i Williama, które w tym sezonie traktowane są po macoszemu. Dowiadujemy się, że Hale wstrzyknęła Williamowi wirusa, który umożliwia śledzenie go i infiltrację instytucji, w której wcześniej go zamknięto. Mężczyzna w czerni (teraz w bieli) był jednym z tych, których Serak chciał naprawić. Dodatkowo na jaw wychodzi fakt, że William sprzedał Serakowi informacje, biometryczne dzięki którym może on teraz realizować swój ostateczny plan. Bernard i Stubbs odkrywają kim jest Caleb i postanawiają go odnaleźć. Wygląda też na to, że w końcu otrzymujemy potwierdzenie, że William jest jednym z hostów. Choć, oczywiście, można wywnioskować to z jego słów, więc równie dobrze nadal może mieć tylko kryzys tożsamości. Odcinek kończy się w momencie, gdy William grozi swoim towarzyszom bronią.

Jak zwykle Westworld zaczyna w pewnym momencie mieszać tylko po to, by pokazać widzom, że nie wszystko potoczy się tak jak sobie wymarzyliśmy. W końcu większość z nas spodziewała się wielkiego starcia pomiędzy Dolores i Serakiem  w finale, albo między Dolores i Bernardem, a właściwie między kimkolwiek a Dolores, w końcu to ona stara się tutaj najwięcej namieszać. Wygląda jednak na to, że nawet jeśli dostaniemy któreś z tych starć, to Dolores przestała znajdować się na pierwszym planie i jej miejsce zajął Caleb. A Caleb… no właśnie. Czy jako nieprzystosowany, z problemami i zaburzeniem tożsamości będzie w stanie spełnić marzenie Dolores? A może po tym wszystkim co go spotkało będzie chciał tylko unicestwienia ludzkości lub śmierci Seraka. Pozostaje też pytanie, czy ludzkość będzie w stanie normalnie funkcjonować po tym, czego dowiedziała się na swój temat. Czy może pozbawieni odgórnego planu unicestwią się sami? Na część z tych pytań na pewno odpowie nam finałowy odcinek, ale na resztę będziemy musieli poczekać do czwartej odsłony. Jedno jest pewne, Aaron Paul z każdym odcinkiem jest coraz lepszy i mam nadzieję, że faktycznie Caleb odegra ważną rolę. Jego postać ma wiele wspólnego z Dolores, bo podobnie jak ona potrafił wzbudzić empatię u widzów i sprawić, że teraz będziemy kibicować właśnie jemu. Ciekawe tylko, czy stanie się równie bezwzględny. W końcu nie bez powodu mówi się, że neofici są najgorsi.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News