Wielkie mechy w filmach, androidy w restauracjach, opiekuńcze roboty w szpitalach. Japonia jawi się często jako technologiczny raj przyszłości. Nie jest to błędny pogląd, ponieważ japońscy naukowcy, cały czas pracują nad coraz bardziej wymyślnymi udogodnieniami życia codziennego. Co więcej, nieuniknione było połączenie myśli technologicznej mieszkańców archipelagu z ich zamiłowaniem do wszystkiego, co słodziutkie i urocze, czyli kawaii. W ten sposób narodziły się domowe roboty, których jedynym celem jest umilanie życia swoim właścicielom. Stanowią idealne zastępstwo domowych zwierząt, ponieważ nie potrzebują stałej opieki, jedzenia czy wychodzenia z nimi na spacer.

Kirobo Mini

Ten mieszczący się na dłoni robot został wyprodukowany przez Toyota Motor Corporation. Przypomina malutkiego chłopca ubranego w skafander kosmiczny. Jego imię składa się ze słów oznaczających „nadzieja” i „robot”. Potrafi powtarzać proste frazy jak „Brakowało mi tego, możesz to powtórzyć?” lub „Hmmmm”. Może siadać, kołysać się, potrząsać ramionami. Odwraca głowę w stronę osoby, która do niego mówi, a jego oczy świecą się, gdy słucha. Czasami potrafi nagle zadać bardzo niedorzeczne pytania, jak np. „Ludzie? Czym są ludzie?”.

Robot rozumie jedynie język japoński, ale można go zaprogramować tak, aby rozpoznawała imię właściciela i swoje własne. Pozwala na to aplikacja mobilna sterująca Kirobo, która jest regularnie aktualizowana. Toyota chce połączyć małego robota z nawigacją w samochodzie i funkcją Smart Drive. Jednak na razie potrafi się jedynie połączyć z nawigacją w modelu Toyota Prius i poinformować właściciela o takich rzeczach jak wyłączenie świateł.

Aibo

Aibo to robot zwierzę, a konkretnie pies, wyprodukowany przez Sony. Do sprzedaży trafił po raz pierwszy w 1999 roku, sprzedając się w ponad 3000 egzemplarzach w ciągu pierwszych 20 minut. Pomimo ceny, która wynosiła około 2000 dolarów, elektroniczny czworonóg był bardzo popularny i łącznie rozszedł się w nakładzie 150 000 sztuk. Jednak w 2006 roku w wyniku cięcia kosztów Sony postanowiło zakończyć jego produkcje.

W 2017 roku japońska korporacja postanowiła wskrzesić projekt i do sprzedaży trafiła nowsza wersja Aibo. Robot zwierze ma naturalniejsze oczy, które wykorzystują technologię OLED, czyli organiczną diodę elektroluminescencyjną. Ruchy psa stały się subtelniejsze i swobodniejsze. Aibo potrafi np. przekrzywiać głowę i machać ogonem. Według Sony „sercem”, a raczej mózgiem ich robota jest internetowa chmura, służąca jako pamięć zwierzaka. Aibo gromadzi i zapisuje wszystkie bodźce płynące do niego z zewnątrz, przez co jest w stanie wykształcić psią sztuczną inteligencję.

Potrafi szczekać, ale nie jest zaprogramowany na mówienie. Reaguje na różową piłkę i plastikową kość. Opowiada na głos właściciela i głaskanie, okazując radość. Potrafi leżeć na brzuchu, chodzić, merdać ogonem oraz robić proste sztuczki takie jak podnoszenie piłeczki czy unoszenie łap. Kiedy się do niego mówi, unosi uszy w taki sposób, jakby naprawdę słuchał. Jest dostępny również na amerykańskim rynku i można go kupić za około 2,899 dolarów.

Qooba

Ta puchata, przytulaśna poduszka z figlarnym ogonem to Qooba, zaprojektowana, aby dawać spokój i działać terapeutycznie na miłośników kotów, którzy nie mogą sobie pozwolić na zwierzę. To robot genialny w swej prostocie, który pozostawia większość wyobraźni. Nie ma pyska, wąs, łap, nie wydaje dźwięków. Jedynie puszysty ogon reaguje na bodźce takie jak głaskanie czy klepanie, merdając szybciej lub wolniej. Równie dobrze można uznać, że jest to mały pies. Pojedyncze ładowanie pozwala na 8 godzin działania poduszki. Obecnie można ją kupić jedynie na terenie Japonii i USA.

Lovot

Zaprojektowany przez Kaname Hayashi robot został stworzony jedynie po to, by być kochanym. Nie wykonuje i nie nadaje się do żadnej pracy. Istnieje po to, aby wytworzyć więź ze swoim ludzkim właścicielem. Ma bardzo podstawowe funkcje ruchowe. Nie potrafi przynosić ani podnosić rzeczy. Ze swoim użytkownikiem wchodzi w interakcje za pomocą szczebioczących odgłosów. Ma trzy koło, które umożliwiają mu poruszanie się po domu oraz parę płetw, za pomocą których okazuje emocje takie jak zdziwienie czy zadowolenie.

Mierzący 45 centymetrów robot ma na głowie pojemnik, w którym znajdują się kamery i czujniki. Pozwalają one Lovotowi rozpoznawać dźwięki, poszczególnych ludzi oraz rozróżniać zwierzęta od mebli za pomocą wizji termicznej. Jego oczy są zbudowane z sześciu warstw, co stwarza wrażenie głębi. Połaskotany potrafi się zaśmiać. Zasypia, gdy trzyma się go na kolanach, jak dziecko. Można go kupić za około 3000 dolarów.

Paro

Paro to urocza, puchata foka zaprojektowana przez Takanori Shibati. Robot powstał jako alternatywa dla starszych ludzi, którzy pragną towarzystwa, ale nie mogą sobie pozwolić na opiekę nad prawdziwym zwierzakiem. Paro wyposażony jest w 32-bitowy procesor, mikrofon i wiele czujników dotykowych. Jego futro jest miłe w dotyku i antybakteryjne.

Robot potrafi rozpoznawać głosy, śledzić ruch, wydawać delikatne piski i gwizdy. Jego wąsy są bardzo wyczulone na dotyk, co pozwala mu na nawiązanie lepszego kontaktu z ludźmi. Posiada pięć typów czujników: światła, dotykowy, dźwiękowy, termiczny oraz postury właściciela. Z powodu swojej terapeutycznej funkcji wykorzystywany jest w terapii osób, cierpiących na demencję. Jego cena wynosi około 5000 dolarów.

Ostatnia posługa

Niestety robotyczne zwierzaki to tylko urządzenia i tak jak zwykłe pralki czy komórki, również one ulegają usterką. Taki los spotkał już wiele ze starszych egzemplarzy psa Aibo. Jednak Sony nie prowadzi napraw tych wersji, dlatego właściciele szukają innych sposobów na godne pożegnanie się z przyjacielem. Kofukuji, czyli 450-letnia świątynia, znajdująca się w miejscowości Isumi, niedaleko Tokio, zajmuje się przeprowadzaniem pogrzebów dla elektronicznych towarzyszy. Tak jak w przypadku ludzi odbywa się wówczas uroczysta ceremonia, a mnisi ubrani w tradycyjne szaty powtarzają sutry oraz modlą się za dusze robotów.

Właściciele zepsutych modeli Aibo mogą je odesłać do firmy A Fun, która zajmuje się naprawą przestarzałych sprzętów elektronicznych. Jeżeli nie da się naprawić robota, pracownicy odsyłają go do wspomnianej wcześniej świątyni, która dokonuje obrzędów pogrzebowych. Wielu z właścicieli czuje ulgę, że ktoś modli się za ich elektronicznych kompanów, a także wyrażają smutek z powodu pożegnania. Sami mnisi nie mają nic przeciwko odprawianiu ceremonii dla robotów. Jak sami twierdzą „wszystkie rzeczy mają duszę”.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!