WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Używaliśmy Samsunga Galaxy Z Fold2. To wygląda jak kompletny smartfon

Samsung Galaxy Z Fold2 wpadł w nasze ręce na chwilę przed rynkowym debiutem. Zmiany jakie zaszły w składanym smartfonie są widoczne gołym okiem i odczuwalne już od pierwszego kontaktu. W porównaniu z pierwszą generację Folda wygląda on w końcu na kompletne urządzenie.

Galaxy Fold vs Galaxy Z Fold2 – zmiany czuć od pierwszego kontaktu

Pomijając na moment aspekty wizualne, zmiany jakie zaszły w Galaxy Z Fold2 w stosunku do poprzednika dosłownie czuć od samego początku. Pierwszy składak był troszkę… rozklekotany? Może nie jest to najlepsze określenie, ale zwyczajnie łatwo było odnieść wrażenie, że jest to tylko nieco lepiej dopracowany prototyp. Złożony delikatnie chybotał się w pionie, skrzypiał w trakcie prowadzenia rozmów, a rozkładanie obudowy nijak miało się do rozkładanie klasycznego telefonu z klapką.

Galaxy Z Fold2 jest znacznie lepiej wykonany. Obudowa jest zwarta, sztywna i robi nieporównywalnie lepsze wrażenie. Otwiera się i zamyka zupełnie inaczej. Fold otwierał się z lekkim oporem, a zamykał z impetem przyciągany przez magnesy blisko krawędzi obudowy. Fold2 otwiera się z równym oporem, a zamyka… również z oporem. Miałem wrażenie, że tym razem magnesy na początku zamiast się przyciągać – odpychają się. Wszystko to jest zasługą nowego zawiasu i może to od niego zacznijmy.

Oto ukryta funkcja Galaxy Z Folda2. Kupując dwa egzemplarze jeden przyciąga drugiego

Galaxy Z Fold2 prawie jak laptop. Tylko taki kieszonkowy

Wzorem Galaxy Z Flipa, obudowa Galaxy Z Folda2 może zostać otwarta i zatrzymana pod praktycznie dowolnym kątem. Co prawda według prezentacji miał to być zakres bodajże 75-115 stopni, w praktyce można klapę śmiało utrzymać jak tylko nam to pasuje. Samsung oczywiście sugeruje nam przeróżne wykorzystanie takiego rozwiązania, choć sam zapewne używałbym go tylko do oglądania YouTube’a w trakcie robienia obiadu. W sumie tak robiłem z Flipem. Ale podobnie jak w jego przypadku, wiele osób będzie w taki sposób z powodzeniem prowadzić wideorozmowy.

Bardzo spodobało mi się jedno z sugerowanych rozwiązań połączone z funkcją nagrywania wideo. Fold2 postawiony na boku z półotwartą klapką sam w sobie pełni rolę statywu. Docenią to vlogerzy, jak i np. osoby nagrywające ćwiczenia na siłowni w celu poprawienia techniki lub wysłania materiału trenerowi. Zamiast tworzyć wymyślne podpórki wystarczy ustawić klapkę pod odpowiednim kątem. Dodatkowo smartfon inteligentnie przesuwa kadr w miarę przesuwania się obiektów na filmie. Oczywiście w niedużym zakresie, nie mamy tutaj żadnych ruchomych elementów. Dzieje się to poprzez wycinkę małego fragmentu kadru. I tak jeśli na nagraniu pojawimy się z lewej strony obrazu i przejdziemy w prawą, kadr delikatnie się przesunie w naszą stronę. Naprawdę fajna sprawa. A jeśli to dla kogoś ważna informacja – Galaxy Z Fold2 nie nagrywa filmów w 8K. Ale nie nazwałbym tego jakimś rażącym brakiem.

Zewnętrzy ekran Galaxy Z Fold2 to zmiana na duży plus

Zewnętrzny ekran pierwszego Folda potęgował wrażenie użytkowania dziwnego smartfonu. Był nie tylko za mały w stosunku do obudowy, ale tez za mały w ogóle. Choć nie mam grubych palców, pisanie wiadomości w pionowym układzie klawiatury było niewiele bardziej wygodne od pisania jej na ekranowej klawiaturze zegarka. Chętnie wykorzystywałem go w trakcie robienia zdjęć, ale i tak miałem wrażenie fotografowania pilotem z małym ekranikiem.

Teraz mamy niemal bezramkowy wyświetlacz, z którym faktycznie można już coś robić. Choć proporcje są naprawdę dziwaczne – 25:9 to wykonywanie codziennych, najprostszych czynności jest nieporównywalnie wygodniejsze. Ekran jest wysokiej jakości i nie można mu w tej kwestii niczego odmówić. Chroni go szkło Gorilla Glass Victus (7). Warto dodać, że na tylnym panelu (wersji czarnej) mamy Gorilla Glass 6, a na wyspie aparatu Gorilla Glass 3.

Ekran główny Galaxy Z Fold2 to zmiana na jeszcze większy plus

Brak ogromnego wcięcia i nieco bardziej kwadratowe proporcje – te dwie rzeczy od razu rzucają się w oczy po otwarciu Folda2 i są to zmiany dobre, potrzebne, ale też najbardziej oczywiste. Ale powiedzmy sobie o rzeczach, których na zdjęciach nie widać.

Samsung zastosował tutaj ultra-cienkie szkło znane z Galaxy Z Flipa. Efekt jest taki, że ekran jest dzięki temu lepszej jakości, bo upraszczając obraz lepiej przechodzi przez ten materiał. Dalej mamy dotyk. Polimer w pierwszy Foldzie był specyficzny. Miękki i dotykając go można było mieć wrażenie, że palec zatapia się w jego powierzchnię. To powodowało również, że zgięcie w środkowej części było mocno widoczne oraz wyczuwalne. Co prawda to element, na który szybko i podświadomie przestaje się zwracać uwagę, no ale jest.

Wrażenie z dotykania ekranu Folda2 jest identyczne jak w przypadku Z Flipa. Bliżej mu do szkła, palec nie zatapia się w powierzchni, a przesuwając nim po powierzchni nie czujemy tego charakterystycznego oporu. Szkło to jeszcze nie jest, ale poprawa jest mocno widoczna. Podobnie jest w przypadku miejsca zgięcia ekranu. Oczywiście jest i tak, nadal jest mocno widoczne. Ale jednocześnie jest znacznie mniejsze niż w poprzedniku i warto ten element podkreślić.

Można zdjąć folię z ekranu Galaxy Z Folda2

Cała afera z pierwszą generacją Galaxy Folda, co doprowadziło do jego czasowego wycofania ze sprzedaży, zaczęła się od folii na ekranie. Tam stanowiła ona jego integralną część i nie można było jej zdejmować. W poprawionym wariancie smartfonu zastosowano większą folię, która zachodziła nieco za krawędzie ekranu, dzięki czemu nie kusiła użytkowników przed jej zdejmowaniem.

Galaxy Z Fold2 ma na ekranie folię, którą można zdjąć. To typowa fabryczna folia naklejana na nowe smartfony. I jak każda tego typu folia – rysuje się od samego patrzenia. Dosłownie nawet nie wiedzieliśmy kiedy pojawiała się na niej rysa na rysie. Oczywiście po zdjęciu folii rys na samym ekranie nie powinno być (jak zapewnia Samsung), ale jakaś osłona by się przydała. Mam nadzieję, że firma zaoferuje jakaś odpowiednio dopasowaną ochronę. Nieśmiało podpowiem, że folia na ekranie Huaweia P40 Pro+ jest niezmiennie genialna(!).

Galaxy Z Fold2 – jakość zdjęć

Na wstępie warto zauważyć jedną rzecz. Aparat Z Folda2 to zdradliwa bestia. Robiąc zdjęcia przy użyciu głównego ekranu jego naturalna pozycja trzymania jest pionowa, przez co ujęcia są… w pionie. Za co przepraszam i zaręczam, że w docelowej recenzji, na którą mam nadzieję będziemy mieć niedługo szansę, będzie już poziom.

Na temat samej jakości na razie się nie wypowiem. Do dyspozycji mieliśmy tylko średnio oświetlone wnętrze oraz taras z panoramą Warszawy. Słoneczna pogoda sprzyjała szczegółowym kadrom, z kolei wewnątrz mało który smartfon zrobiłby bardzo dobre zdjęcia. Dlatego też z oceną poczekamy do pełnej recenzji.

Natomiast tak wyglądają zdjęcia wykonane Galaxy Z Foldem2.

Nie wiem czy jest to błąd oprogramowania, niedopatrzenie programistów czy zwyczajnie – tak ma być. Ale w momencie kiedy otworzymy aparat za pomocą głównego ekranu, po zamknięciu obudowy aplikacja jest zamykana. Spodziewałbym się raczej, że zostanie przeniesiona na ekran zewnętrzny. Z przeniesieniem w drugą stronę nie ma problemu.

Wielozadaniowość w Galaxy Z Fold2 jest i działa. Tylko jest trochę skomplikowana

Otwarcie przyznam, że miałem niewiele czasu na zabawę interfejsem, więc możliwość pracy wielozadaniowej na kilku oknach dosłownie tylko liznąłem. Żeby sprawdzić czy w ogóle działa. I faktycznie bez problemu w wygodny sposób można otworzyć maksymalnie trzy aplikacje na ekranie głównym – jedna na pół ekranu, dwie na podzielonej połówce. Można też stworzyć gotowe zestawy aplikacji, które będą się tak uruchamiać automatycznie. Z kolei kolejne okna można dodać w wersji pływającej. Wszystko to – jest i działa bardzo dobrze.

Podobnie jak w przypadku pierwszego Folda brakuje tutaj zdecydowanie jakiegoś samouczka. Pamiętam, że w tamtym przypadku ogarnięcie mechanizmu dzielenia okien i uruchamianie ich obok siebie zajęło mi ładnych kilkanaście minut. W przypadku Folda2 jest to co prawda intuicyjne, tak jak w pierwszej generacji, ale mimo wszystko to na początku skomplikowana sprawa i wszytko trzeba robić mocno na oślep.

Galaxy Z Fold2 tylko w wersji matowej. Albo w pokrowcu

Galaxy Z Fold2 jest dostępny w kolorach znanych z Note’a20 Ultra – czarnym i miedzianym. Przy czym wariant czarny jest błyszczącym szkłem, a miedziany metalem pokrytym matową farbą. Przypomnę tylko jak to wyglądało w przypadku Note’a20 Ultra.

Wariant czarny brudzi się od samego patrzenia. W przypadku Galaxy Z Folda2 jest… identycznie. Poniżej możecie zobaczyć dwa egzemplarze, którymi bawiliśmy się jakieś 5 minut.

Pierwszy Galaxy Fold brudził się jak szalony i naprawdę miło, że Samsung w dwójce dał nam wariant matowy. I jeśli zależy nam na czystym i efektownie wyglądającym smartfonie to mamy dwa wyjścia – miedziany, albo w pokrowcu. Tylko ten trzeba zakupić oddzielnie, bo tym razem nie ma go w zestawie. A skoro przy zestawie jesteśmy to ten jest bardzo standardowy. Nie znajdziemy w nim nie tylko pokrowca, ale również bezprzewodowych słuchawek. A Buds Live byłyby jak znalazł. Zamiast tego mamy przewodowe słuchawki AKG. Takie same jak w serii Note i Galaxy S. Do tego ładowarka i kabel USB.

Pierwsze wrażenia z Galaxy Z Folda2 są pozytywne

Po niecałej godzinie spędzonej z Galaxy Z Foldem2 mogę śmiało powiedzieć, że Samsung uporał się z większością grzechów Galaxy Folda. Mamy zdecydowanie bardziej dopracowaną konstrukcję, która nie wygląda już jak trochę lepszy prototyp.

Galaxy Z Fold2 to już smartfon z krwi i kości. Pełnoprawny produkt i jeśli zdecydujemy się na jego zakup, nie będziemy czuli że ktoś robi z nas królika doświadczalnego. Szkoda tylko, że wraz z nieznaczną obniżką ceny zestaw sprzedażowy został znacznie okrojony względem poprzednika.

Pierwsze wrażenia z obcowania z Galaxy Z Foldem2 są bardzo pozytywne. Zobaczymy, czy po dokładniejszym przetestowaniu go będę mógł powiedzieć to samo.

Galeria zdjęć telefonu:

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News