WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Supersamochód De Tomaso P72 spełnia obietnice powrotu marki z hukiem

De Tomaso dumnie poinformowało w swoim ogłoszeniu prasowym, że szykuje się do premiery swojego nowego supersamochodu. A jako że ta firma ma za sobą tak burzliwą i wyjątkową historię, to wręcz nie można nie zacząć od tego, skąd supersamochód P72 tak naprawdę się wziął. 

Czytaj też: A gdyby tak porównać nowe Porsche 911 z Lotus Evora GT410?

Historia nowego P72 zaczyna się od martwego już De Tomaso P70, czyli projektu rozpoczętego ponad 50 lat temu. Pod koniec 1964 roku niepowiązany jeszcze z firmą Carroll Shelby musiał wymyślić nowy prototyp, aby przygotować się na szybko zbliżającą się erę wyścigów międzynarodowych Can-Am. Jego samochody Cobra nie nadawały się do tego najlepiej.

W tym samym czasie założyciel De Tomaso we Włoszech, Alejandro de Tomaso był zajęty przygotowywaniem swojego pierwszego samochodu drogowego, Vallelunga. Doskonalił wtedy jego podwozie skrzyni biegów i planował konstrukcję 7-litrowej V8 do wyścigów. Kiedy usłyszał, że Shelby ma dość gotówki, by sfinansować projekt przez napięty termin, zarwał z nim umowę na produkcje De Tomaso P70, którego miał napędzić silnik V8 Forda.

Obok zatrudnił również inżyniera Petera Brocka, który zajął się nadwoziem P70 i od tego momentu problemy zaczęły się piętrzyć u De Tomaso. Ten nie sprostał dostawom pięciu egzemplarzy nowego samochodu wyścigowego na sezon w 1965 roku, co rozpoczęło konflikt pomiędzy Shelby i Alejandro. Zwłaszcza w momencie, kiedy włoskiego producenta odwiedził Brock, aby sprawdzić, czy samochody pozostały wierne oryginalnemu projektowi. Finalnie Shelby odłączył się od De Tomaso i skupił się na GT40.

Włoski przedsiębiorca kupił z kolei firmę Carrozzeria Ghia, która pomogła stworzyć jedyny na świecie P70 – Ghia De Tomaso Sport 5000. Zaprezentowano go podczas Auto Show w 1965 roku w Turynie. De Tomaso następnie zmodyfikowało podwozie P70 tak, aby służyło jako baza dla jego pierwszego seryjnego samochodu produkcyjnego – Mangusta. Peter Brock nie pozostał obojętny na jednorazowego P70, mówiąc o nim, że:

Wyrażał swobodę wprowadzania innowacji, które były tak typowe dla przepisów Can-Am… nie było żadnych! Kiedy pojechałem do Włoch, aby skonstruować model P70, nie było nikogo, kto mógłby przeciwstawić się moim życzeniom, a samochód został zbudowany dokładnie tak, jak chciałem. Nadal jest to jeden z ostatnich świetnych dzieł sztuki samochodowej.

Wróćmy do naszych czasów i P72!

Chociaż Alejandro de Tomaso zmarł w 2003 roku, to nosząca jego nazwisko firma już wcześniej osiągnęła swój rozkwit. Powiedzieć, że nie radziła sobie na rynku dobrze, to jak nic nie powiedzieć i potwierdza to tylko zakup De Tomaso w 2014 roku przez Normana Choi, prezesa Apollo Automobil. To właśnie on zdecydował, że zamiast tworzyć współczesną Panterę, powrotowi marki powinien towarzyszyć solidny huk i tak też go dostaliśmy… po pięciu latach.

P72 jest zbudowany na podwoziu węglowym pierwotnie opracowanym przez dostawcę AMG HWE dla Apollo IE. Projekt, czerpiąc garściami z prac De Tomaso, Ghia i Brocka został wykonany przez Jowyna Wonga. Jak to wyszło? Wręcz fenomenalnie i tak, że P72 stanie się klasykiem już po premierze. Zwłaszcza że zostanie ograniczony do 72 egzemplarzy w cenie zaczynającej się od 850000$, czyli 3,2 milionów złotych, co w sumie nie jest taką wysoką ceną, patrząc na projekty Koenigseggs.

Niestety nie wiemy, co drzemie pod maską De Tomaso P72 i na końcu tego masywnego układu wydechowemu (liczymy na wolnossącą V12 z manualną skrzynią), ale wiemy, że w środku tego samochodu poczulibyśmy się, jak w raju:

Czytaj też: Ferrari 250 GTO zostało uznane za dzieło sztuki

Źródło: Road and Track