Chociaż Apple swoim inteligentnym głośnikiem HomePod nie zgarnęło tyle rynku, co głośniki Google oraz Amazonu, to taka kolej rzeczy nie oznacza, że producent się podda. Ba, według najnowszych przecieków firma może zaprezentować system SiriOS podczas swojej konferencji WWDC 2020.

Czytaj też: Nakładka Samsung One UI 2.0 trafi do nas najpewniej z Androidem Q

SiriOS będzie wprawdzie stworzony początkowo dla HomePoda, ale tak naprawdę będzie dotyczyć możliwie wszystkich urządzeń Apple, które zaliczają się do Internetu Rzeczy (IoT). Jak twierdzi źródło, nowe systemy tego rodzaju, a więc również SiriOS wkrótce zostaną rozwinięte na tyle, że ich dokładność rozpoznawania mowy wzrośnie ponad 95%. Wszystko za sprawą sztucznej inteligencji, która umożliwi im rozumienie kontekstu, a także „znacznie bardziej naturalną, wygodną i skuteczną formę komunikacji”. Raport na ten temat twierdzi, że:

Eksperci oczekują, że Apple wyda SiriOS dla swojej społeczności programistów na WWDC 2020. Co przyspieszyłoby innowacje i adaptacje.

To jednak nie koniec, bo specjaliści twierdzą, że SiriOS wniesie inteligentne głośniki, a więc i wirtualne asystentki na zupełnie nowy poziom. SiriOS dla m.in. Bretta Kinsella jest:

[…] przeznaczony do umożliwienia innowacyjności i jest postrzegany przez wielu jako niezbędny do osiągnięcia postępu dokonanego przez Amazon i Google za pomocą ich asystentów głosowych.

Oczywiście SiriOS skupiony na Internecie Rzeczy pozwoliłby również firmie Apple rozwinąć swoją ofertę pod tym kątem. A ten segment na rynku może okazać się wkrótce bardziej lukratywny, niż sądzimy, bo do 2020 roku ten będzie miał ponad 50 miliardów podłączonych urządzeń na całym świecie. Oczywiście sam system jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, jakiej wymagają do działania urządzenia IoT.

Internet Rzeczy w skrócie

Jeśli jesteście zainteresowani najmniej zagmatwaną definicją Internetu Rzeczy, to całe jego wytłumaczenie możemy sprowadzić do opisu, że jest to koncepcja, która sprowadza się do podłączenia wszelkiego rodzaju urządzeń do sieci (lokalnej, lub Ethernet), dzięki której te mogą się ze sobą komunikować bez specjalnej wiedzy użytkownika. Mowa o szerokim spektrum urządzeń – od żarówek, po gadżety i wreszcie sprzęty AGD, czy RTV o mniejszych i większych gabarytach. W teorii w odpowiedni zestaw czujników i modułów można jednak wyposażyć wszystko… ale przed takim czymś producenci zadają sobie zapewne jedno pytanie – „po co?”

Internetem Rzeczy mamy do czynienia wtedy, kiedy spełnione zostanie kilka warunków. Najważniejszym z nich jest zgodność i możliwości danych urządzeń pod kątem posiadania odpowiednich czujników oraz modułów, odpowiadających za wzajemną komunikację. Ze względu na mnogość urządzeń potrzebne też jest elektryczne kodowanie RFID, które zwraca unikalny kod produktu EPC, co jednoznacznie pozwala zidentyfikować urządzenia. Substytutem tego są obecnie też adresy IP, MAC, a nawet kody seryjne produktów. O ile w domowym zaciszu i przy korzystaniu z lokalnej sieci sprzętu nie ma na tyle, aby system nieustannie się mylił, to już w miejscach publicznych taki problem jak najbardziej występuje.

Nieodzownym elementem jest też sama łączność, która może być zarówno przewodowa, jak i bezprzewodowa. W jej skład mogą wchodzić fizyczne przewody, ale to bezprzewodowość jest tym, do czego się dąży, a ta może realizowana za pośrednictwem sieci komórkowych (np. 4G, lub najnowsze 5G), sieci WiFi, protokołu Bluetooth, podczerwieni, NFC, czy działających na znacznie większą odległość VSAT lub LPWAN. Za kompatybilność wielu urządzeń odpowiadają przy tym standardy, narzucające producentom pewne zasady. Całość wymogów dopełnia określony sposób komunikacji pomiędzy użytkownikami, czyli specjalnie przygotowane do tego API.

Czytaj też: Nie liczcie na system Hongmeng OS na smartfony

Źródło: GizChina, The Verge

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej