Podczas gdy w naszych marketach szczytem jest montowanie kamer, które równie dobrze mogą nie działać i stawianie leciwych ochroniarzy na straży porządku, a momentami nawet zwyczajnych luster w rogach w Japonii funkcjonuje system nieustannie analizujący nagrania z monitoringu w ponad 50 sklepów. I to właśnie ten system gra tutaj kluczową rolę, bo jest nim VaakEye, którzy za pomocą sztucznej inteligencji wykrywa podejrzane działania i alarmuje pracowników, którzy mogą natychmiast przejrzeć materiał.

VaakEye jest pierwszym produktem firmy Vaak, który został uruchomiony w marcu tego roku, jako usługa subskrypcyjna. Kosztuje sporo, bo 162$ miesięcznie i to nie na cały zestaw, a wyłącznie jedną kamerę bezpieczeństwa, ale prócz niej korzysta z ogromnych zasobów opartych na systemie głębokiego uczenia w chmurze. Ten na bieżąco sprawdza materiał, automatycznie wykrywając podejrzane zachowania.

System szkolono na podstawie ponad 100000 godzin materiału źródłowego, w którym brali udział zarówno aktorzy w ustawionych sytuacjach przestępczych, jak i rzeczywiste nagrania łamania prawa. Wyszukuje kilku głównych rzeczy, ale głównie rozglądania się z niepokojem w poszukiwaniu kamer i bardziej chaotycznego, czy szybszego poruszania się. Rozpoznaje też, kiedy ktoś ściąga towar z półki i wkłada go albo do torby, albo np. ukrywa w kurtce.

System VaakEye nie działa jednak radykalnie, bo monitoruje każde zachowanie tak, aby finalnie tworzyć pewien rodzaj skali, której przekroczenie powoduje wspomnianą reakcję. Obecnie jego dokładność wynosi 81%, dlatego też cieszące się wysoką renomą sklepy raczej nie chciałby go implementować, aby nie posądzać swoich klientów bezpodstawnie, bo akurat system źle zinterpretował czyjeś działanie. Jego implementacja na całym świecie jest jednak tylko kwestią czasu… a przynajmniej według twórców.

Jasna przyszłość VaakEye

VaakEye w obecnej wersji analizuje ruch człowieka na poziomie ponad 100 punktów na całym ciele, a Vaak wierzy, że wkrótce będzie w stanie wykryć również inne rodzaje zachowań antyspołecznych. W tym fizyczne ataki i bardziej złożone ruchy, więc w przyszłości może również napędzać kamery znajdujące się np. na ulicach albo… nie wychodząc daleko…  stadionach.

Czytaj też: Elektryczne latające samochody nie takie „eko”, jak mogłoby się wydawać

Źródło: New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej