Celem tej wyprawy był transport szczepionki przez ocean. Wykorzystane rozwiązanie mrozi krew w żyłach

Edward Jenner, angielski lekarz, zaobserwował, że infekcja wirusem wywołującym tzw. krowiankę zapewnia ochronę przed znacznie groźniejszym patogenem – tym, który stał za ospą prawdziwą. Problemem pozostawało jednak uzyskanie szczepionki.

Kiedy do Jennera trafiła Sarah Nelmes zakażona krowianką, lekarz postanowił przeprowadzić mało etyczny eksperyment: wystawił na zakażenie ośmioletniego syna jednego ze swoich pracowników. Następnie chłopiec został celowo zakażony wirusem ospy prawdziwej. Infekcja okazała się łagodna, co potwierdziło, że wcześniejsze zakażenie innym patogenem może zapewniać ochronę przed tym znacznie groźniejszym.

Czytaj też: Historyczny moment: udało się przeszczepić świńskie serce człowiekowi

Problemem pozostawała jednak globalna dystrybucja takiej szczepionki, wymagająca międzynarodowej współpracy – lub przynajmniej skutecznych metod na przechowywanie takich środków. Niestety, przetransportowanie ropy zawierającej wirusa krowianki nie wchodziło w grę, ponieważ pozostawał on aktywny przez zaledwie kilka dni. Przepłynięcie z Europy do obu Ameryk zajmowało natomiast znacznie więcej czasu.

W 1803 roku król Hiszpanii Karol IV postanowił wysłać darmowe szczepionki do hiszpańskich kolonii w Ameryce. Na miejscu miała ruszyć też edukacja w tym zakresie, tak, aby lokalni mieszkańcy mogli uzyskać konieczną pomoc. Najbardziej zaskakujący był jednak sposób na “przechowanie” wirusa krowianki. Rolę swego rodzaju inkubatorów miały bowiem odegrać… sieroty.

Postanowiono, że aktywnego wirusa krowianki przetransportują dzieci w wieku od 3 do 9 lat

Do pełnienia tej roli wybrano 22 dzieci w wieku od 3 do 9 lat. Dwoje z nich weszło na statek z aktywną infekcją, a po drodze zakażeniu uległa kolejna dwójka. Kiedy już członkowie wyprawy znaleźli się na miejscu, zapłacili miejscowym rodzinom za zakażenie własnych dzieci.

Czytaj też: Naukowcy stworzą wirtualny układ odpornościowy. Posłuży do badania nowych leków

W ten sposób mniej groźny wirus zaczął krążyć w tamtejszej populacji, zapewniając częściową ochronę przed znacznie bardziej zabójczym patogenem wywołującym ospę prawdziwą. Oczywiście wykorzystane wtedy metody obecnie budziłyby zdecydowany sprzeciw społeczeństwa, ale trzeba przyznać, że okazały się one naprawdę skuteczne. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jak wiele osób umarłoby gdyby nie odważny (i mało etyczny) pomysł zaproponowany przez Jennera.