Wszystko zaczęło się w 2014 roku, kiedy to dwaj inżynierowie armii amerykańskiej, Charles Marsh i Carl Feickert eksperymentowali z systemem wiatrowym zdolnym do wytwarzania energii elektrycznej, inspirując się żaluzjami weneckimi trzepoczącymi w otwartym oknie. Lata minęły, pomysł zyskał w sile, więc teraz ekipa liczy już 10 osób, które wspólnymi siłami stworzyły taśmy drgające, które do wytwarzania energii potrzebują nawet delikatnego wietrzyku. 

To oczywiście świetny pomysł, bo tam, gdzie wiatr nie byłby w stanie obrócić tradycyjnych ostrzy turbin wiatrowych, ewidentnie poradzi sobie z prototypowymi panelami. Te w obecnej wersji składają się z ośmiu elastycznych pasków zamontowanych pionowo w rzędzie na rurach PVC, które z kolei można regulować, aby dostosować napięcie wszystkich pasków.

Ustawia się je tak, aby były równoległe do kierunku wiatru, co sprawia, że paski poruszają się, jak węże, o ile jego prędkość nie przekracza 14 km/h. Takie ruchy sprawiają, że miedziana cewka indukcyjna na dole każdego z nich porusza się tam i z powrotem wzdłuż rury z gładkim magnesem, który przechodzi przez nią poziomo. Ruch cewek na magnesy wytwarza z kolei prąd elektryczny, który jest przenoszony przez przewody w rurze do przetwornika mocy. Stamtąd może być już używany do zasilania urządzeń, czy ładowania baterii.

Zastosowanie? Zarówno wojskowe, jak i typowo konsumenckie w regionach, gdzie nie występują silne wiatry. Plusem takiego rozwiązania jest też wpływ na ptaki, czy nietoperze – takie taśmy nie stanowią bowiem dla nich niebezpieczeństwa.

Czytaj też: Gitarze Smash-Proof żaden oszalały muzyk nie jest groźny

Źródło: New Atlas

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej