Grawitacja jest potężna, tajemnicza i trudna do zbadania. Porusza się w przestrzeni w postaci fal, podobnie jak światło. Ale te fale są trudne do wykrycia. Występują w mierzalnych ilościach, podobnie jak zderzenia czarnych dziur. Ludzkość zaobserwowała pierwsze fale grawitacyjne  w 2015 r. Następnie, w 2017 r., astronomowie po raz pierwszy zauważyli zderzenie gwiazd neutronowych. 

W artykule opublikowanym po raz pierwszy 1 listopada naukowcy ogłosili tzw. „wyciek grawitacyjny”. Badacze sądzili, że grawitacja może przeniknąć do innych wymiarów, nawet jeśli światło nie jest w stanie tego zrobić. Gdyby do tego doszło, siła grawitacji straciłaby więcej energii niż światło przechodzące przez przestrzeń kosmiczną. Ale tak się nie stało.

Istnienie wszystkich wymiarów Albert Einstein przewidział w swojej teorii ogólnej teorii względności. Wiąże się to z istnieniem tzw. grawitonów, czyli teoretycznych cząstek, które niosą grawitację. Gdyby istniało coś takiego jak „masywny grawiton”, byłoby jeszcze silniejsze i, w przeciwieństwie do cząstek światła, warunkowałoby pęd.

Byłoby to również pogwałceniem ogólnej teorii względności. Ale znowu tak się nie stało. Generalnie rzecz biorąc, naukowcy odkryli, że teorie grawitacji Einsteina pozostają zasadniczo nietknięte. A należy przecież zauważyć, że dokonania Einsteina liczą niemal 100 lat.

[Źródło: livescience.com; grafika: NASA]

Czytaj też: Einstein miał rację – oto kolejne potwierdzenie jego teorii

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej