Kto by pomyślał, że historia zatoczy koło i będzie mi dane jeszcze raz testować słuchawki bezprzewodowe Audictus Adrenaline? Tak się bowiem składa, że ich pierwsze wydanie miałem przyjemność sprawdzać grubo przed rokiem, a tu proszę bardzo – producent był z nich tak zadowolony, że postanowił stworzyć ich drugą wersję (Adrenaline 2.0), wsłuchując się w opinie klientów i poprawiając to, co tylko mógł, zachowując podobną cenę.

Specyfikacja

  • Ogólne
    • Materiały: Aluminium i ABS
    • Waga: 17 gramów
    • Wodoodporność IPX4
    • Łączność: Bluetooth 4.1+EDR
  • Bateria:
    • Pojemność: 90 mAh
    • Ładowanie portem microUSB
    • Czas pracy: do 6 godzin
    • Czas czuwania: do 250 godzin
    • Czas ładowania: do 2 godzin
  • Przetworniki:
    • Neodymowe 9 mm
    • Impedancja: 16 Ohm
    • Dynamika: 98 dB
    • Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz
  • Mikrofon: Tak
    • Czułość mikrofonu: – 45 dB

Opakowanie i dołączone wyposażenie

Adrenaline 2.0 docierają do nas w bliźniaczo podobnym szarym i niewielkim pudełku, co Adrenalin. W środku czeka na nas tradycyjne w tym segmencie cenowym wyposażenie, które jest bardzo dobrze zabezpieczone w piance. A mowa o:

  • Słuchawki
  • Wytrzymałe etui na zamek
  • Niewielki kabel ładowania microUSB
  • Instrukcję obsługi
  • Trzy pary wymiennych nakładek – gumowe S oraz L i piankowe M (gumowe M’ki są już założone)

Pewną niespodzianką jest obecność pary nakładek stworzonych z pianki memory, dzięki czemu nie jesteśmy skazani wyłącznie na te gumowe.

Design, materiały i wykonanie

Niezmiernie cieszę się z tego, że Audictus nie próbował eksperymentować bardzo z wyglądem Adrenaline 2.0, bo ten z pierwszej wersji był zwyczajnie strzałem w dziesiątkę. Dokanałowe słuchawki są ze sobą połączone na płaskim gumowym plastikowym przewodzie z łatwością obejmującym szyję, którego możemy „ukrócić” prostym klipsem. Same słuchawki są wykonane w całości z aluminium w srebrnym kolorze, którego monotonię przerywa gumowe wzmocnienie wlotu przewodu na całej długości, czarny „hak” w formie obręczy oraz oczywiście nakładka. Ten model zdecydowanie nie należy do najbardziej kompaktowych słuchawek (znaczna część obudowy wystaje nam z małżowiny), a producent ponownie postawił na nachylenie tej części wchodzącej prosto do kanału usznego o około 30-stopni.

Jedyną ozdóbką na Adrenaline 2.0 jest samo wykończenie zewnętrznej części słuchawek. Tamtejsze krawędzie zostały wyszlifowane „na błysk”, ale to nie one grają tutaj główne skrzypce. Charakteru nadaje całości naprawdę drobne owalne frezy, które efektownie załamują światło, stawiając tamtejsze logo producenta w centrum zabawy świateł. Bezpośrednio za tą ścianką znalazł się magnes, który umożliwia nam połączenie obu słuchawek np. na szyi.

Tak naprawdę jedyną zauważalną na pierwszy rzut oka zmianą jest kontroler, który przyjął znacznie masywniejszą, ale jednocześnie solidniejszą formę. Na jednym z jego boków znalazł się zamaskowany zaślepką port microUSB do ładowania, a na zewnętrznej głównej stronie trzy gładkie przyciski – minus, on/off oraz plus, co uzupełnia niewielka dioda informacyjna na obrocie. Tę zmianę zaliczyłbym na plus, gdyby nie to, że przez pierwsze godziny musiałem przyzwyczajać się do całkiem opornie (to plus – nie naciskamy ich mimowolnie) działających przycisków, z których korzystanie „na ślepo” jest naprawdę trudne.

Funkcje

Względem pierwszego wydania Adrenaline 2.0 może się pochwalić wieloma nowinkami. Zdecydowanie najciekawszą z nich (według mnie) jest ulepszona łączność Bluetooth 4.1 wzbogacona o EDR (lepszy transfer). Jednak to nie wszystko, na co możemy liczyć. Audictus zdecydował się również na zrezygnowanie z lektora, ulepszenie sterownika, który działa bardziej responsywnie, wprowadzenie obsługi kodeka aptX i działającemu zawsze systemu redukcji szumów cVc 6.0, który dba w tle o jakość naszego głosu np. podczas rozmów telefonicznych. Trudno więc określić, czy brak jakichkolwiek problemów z dogadaniem się przez telefon to zasługa mikrofonu, czy tego systemu.

Bateria

Obecna na pokładzie 90 mAh bateria również uległa polepszeniu względem Adrenaline, zyskując nieco pojemności, co przełożyło się na dodatkową godzinę czasu pracy. Finalnie mamy do dyspozycji do 6 godzin słuchania i choć nie sprawdzałem tego ze stoperem w dłoni, to jestem prawie pewien, że przekroczyłem ten czas o jakieś pół godziny. Innymi słowy, możecie być pewni deklarowanych 6 godzin działania… chyba że nieustannie korzystacie ze słuchawek na maksymalnym poziomie głośności.

Ocena brzmienia

W skrócie? Adrenaline 2.0 nadal oferują wysoką jakość brzmienia, które powinno spodobać się praktycznie wszystkim już po pierwszej minucie. Jeśli z kolei interesują Was szczegóły, to jestem w stanie z całą pewnością posunąć się do stwierdzenia, że Audictus poczynił tutaj delikatne, ale wyczuwalne zmiany, idąc jeszcze dalej w ciepłą charakterystykę, obniżając „agresję” basów i zapewniając brzmieniu jeszcze wyższą jasność.

W kwestii sceny nie zauważyłem wielkich zmian – to nadal szeroka eliptyczna charakterystyka z nastawieniem na bliższy wokal i choć chciałbym wspomnieć o poprawie, to nie mogę być w stu procentach pewny, czy taka ocena nie byłaby wynikiem zwyczajnej autosugestii z racji ulepszonej wersji.

Podsumowanie

Audictus wydaniem Adrenaline 2.0 pokazał, że jako jeden z niewielu producentów stara się o dogodzenie klientom, których zwyczajnie słucha. Ulepszenie z zachowaniem identycznej ceny uwzględnia nie tylko pojemniejszą baterię, nowe technologie, ulepszony pilot i sterownik, ale też samo brzmienie, które ulepszono głównie pod kątem mniej narzucających się basów i lepszych tonów wysokich. Tak więc, jak polecałem model Adrenaline, tak też polecam Adrenaline 2.0, który wyparł swojego protoplastę z rynku.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej