Klawiatura mechaniczna G513 Carbon spod ręki Logitecha zalicza się do naprawdę wysokiej półki. To widzimy jednak już po samej cenie, ale co dostajemy w zamian za nią?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Już tutaj naszym oczom ukazuje się jakość, za pośrednictwem pieczołowitości i dopasowania, jakie producent zapewnił już przy opakowaniu. Pierwsze pudło z grafiką i informacjami na temat G513 Carbon skrywa w sobie kolejne, znacznie mocniejsze, w którym znajdziemy klawiaturę, podkładkę i dodatkowe wyposażenie zabezpieczone folią (wymienne klawisze i kluczyk do ich wyciągania). Oprócz tego możemy liczyć na tradycyjną dokumentację z instrukcją obsługi.

Specyfikacja techniczna

  • Pełnowymiarowa klawiatura mechaniczna
  • Przełączniki GX BLUE, sprężysty/liniowy Romer-G o wytrzymałości do 70 mln kliknięć
  • Wymiary: 455 × 132 × 35,5 mm
  • Waga bez przewodu: 962 gramów
  • Skórzana podpórka pod nadgarstek o wymiarach 445 × 88 × 21,5 mm
  • 180-centymetrowy przewód 2xUSB w materiałowym oplocie
  • Dodatkowy port USB
  • Podświetlenie RGB
  • Specjalna aplikacja
  • Przyciski multimedialne i funkcyjne
  • N-Key rollover dla 26 klawiszy
  • Możliwość zablokowania klawisza Windows

Materiały, design i wykonanie

Logitech już na samym początku chwali się materiałami, jakie zastosował przy produkcji G513 Carbon. W sumie jest się czym chełpić, bo górna pokrywa klawiatury, to stop aluminium z magnezem, który wykończono na wzór szlifowanego aluminium o ciemnej, eleganckiej wręcz barwie. Jego wytrzymałość mogę z miejsca potwierdzić – nie straszne mu ostre przedmioty. Podstawę klawiatury tworzy jednak tworzywo sztuczne, a raczej potężny kawał tego tworzywa o naprawdę konkretnej grubości i z licznymi wyżłobieniami. Całość jest jednak zadziwiająco lekka, bo nie wynosi nawet kilograma. Z kolei sztywność całości zasługuje na medal… choć nie w momencie, kiedy zdecydujemy się na rozłożenie nóżek. Wtedy uginanie się jest wyczuwalne.

Wróćmy jednak na samą górę. Cała konstrukcja sprawia wrażenie naprawdę eleganckiej i wręcz minimalistycznej. Jedynymi elementami na górze (oczywiście prócz klawiszy) są dwie diody informujące nas o aktywności caps-locka i trybu gamingowego oraz logo producenta w prawym górnym rogu mieniące się gładką fakturą. Na bokach klawiatury nie ma nic specjalnego… oprócz niezabezpieczonego portu USB 2.0. Wydaje mi się, że w tej cenie producent powinien zadbać o jego eleganckie zasłonięcie. Zaraz obok niego swoją podróż do naszego komputera zaczyna cholernie ciężki i gruby przewód podatny na wyginanie, zakończony dwoma złączami USB. Jeden jest potrzebny do działania klawiatury, a drugi do umożliwienia działania wspomnianego portu.

Na spodzie tradycyjnie nie znajdziemy niczego, poza sześcioma antypoślizgowymi wstawkami oraz nóżkami rozkładanymi wertykalnie. W przypadku blatu możemy liczyć na stuprocentową stabilność, która jednak wypada miernie na materiałowej podkładce. Właśnie! Podkładce. Pomimo pisania tego testu właśnie z nadgarstkami opartymi o dołączoną w zestawie podkładkę prawie o niej zapomniałem. Jednak nie jest to specjalnie zaskakujące, bowiem jest ona na tyle wygodna, że z pewnością wniesie Waszą ergonomię przy komputerowej pracy na wyższy poziom.

Jej szerokość jest identyczna, jak w przypadku klawiatury i (co ważne) nie posiada żadnych mechanizmów przyczepienia jej do całości. Był to jednak dobry pomysł, ponieważ jej wielkość i sześć podkładek antypoślizgowych sprawiają, że możemy ustawić ją w takiej odległości, jaką chcemy. Odpowiednią wygodę zapewnia połączenie sporej grubości pianki memory i wysokiej jakości skóry ekologicznej.

Oprogramowanie

To jest tak rozbudowane, że już zdecydowanie wiem, za co Logitech każe sobie dodatkowo płacić. Mowa bowiem nie o prostej aplikacji na komputer, ale o naprawdę rozbudowanym pod kątem możliwości oprogramowania, które posiada ponadto dodatek w formie „dopełniacza” na telefon. Na początek rzućmy okiem właśnie na niego. Nie jest on specjalnie skomplikowany i posiada 4 główne zakładki. Jedna pozwala nam na zdalne odpalenie gry, druga na monitorowanie stanu komputera pod kątem zużycia komponentów, trzecia przenosi na ekran tradycyjnie klawisze multimedialne, a czwarta daje nam wizję na ustawione wcześniej gamingowe funkcje pod klawiszami F1-F12.

Apka na komputer sprawia jeszcze lepsze wrażenie i szczerze mówiąc, zasługuje nawet na osobny artykuł o jej funkcjonalności. W grę wchodzi przystępny i ładnie wyglądający interfejs. W oczy rzuciło mi się przypisywanie funkcji klawisza do każdej z gry bez przymusu jej włączania, bardzo rozbudowany system zarządzania podświetleniem, ustawienie dezaktywacji konkretnych klawiszy w trybie gry oraz z pozoru niezbyt użyteczna mapa termiczna naciśnięć klawiszy, oraz czasu ich naciskania. Mam więc wrażenie, że to na tyle rozbudowane oprogramowanie, że po kilkudziesięciu minutach zabawy po prostu dacie sobie z nim spokój, a klawiatury będzie używać w podstawowy sposób.

Funkcje

W modelu G513 Carbon znajdziemy nie tylko tradycyjne przyciski funkcyjne, ale również cztery z dosyć niestandardowym ustawieniem. Jeden z nich pozwala nam na uruchomienie trybu gry, drugi na regulację jasności diod, trzeci na zmianę trybu podświetlenia, a czwarty na wczytanie zapisanego trybu. W przypadku dodatkowego portu USB z prawej strony klawiatury nie dostrzegłem, aby występowały jakiekolwiek opóźnienia zarówno w przypadku myszki, jak i pendrive. Możemy również liczyć na N-Key Rollover do 26 klawiszy oraz ochronę przed efektem Anti-Ghostingu.

System podświetlenia

Tradycyjnie zacznijmy od fizycznych elementów, które na to wpływają. Na początku naszym oczom rzucają się keycapy, czyli te plastikowe platformy, które wkładamy na przełączniki. W modelu G513 Carbon jakość ich wykonania nie budzi większych zastrzeżeń, ponieważ zostały równomiernie pomalowane, a prześwitująca na nich czcionka jest wyraźna i pozbawiona wszelkich skaz. Odrobinę rozczarowałem się jednak na diodzie podświetlającą każdy przełącznik. Oczywiście nie mi oceniać jakość jej wykonania, ale sprawia wrażenie najprostszej diody RGB, która oświetla nawet laminat, na jakim została umieszczona. Moim zdaniem producent powinien podnieść ją odrobinę wyżej i oczywiście bliżej przezroczystego elementu przełącznika.

Niestety Logitech pozwolił sobie na małe graficzne kłamstewko. Na oficjalnej stronie klawiatury znajdziemy dwie fotografie, które mylnie świadczą o dodatkowo podświetlanych ikonach funkcyjnych i multimedialnych ukrytych na boku klawiszy od F5 do Pause. Sprawa ma się podobnie w przypadku znaków specjalnych, do których światło zwyczajnie nie dociera. Jednak najważniejsze elementy czcionki są oświetlane wyraźnie i regularnie. Oczywiście w pełnym RGB, które dopełnia szereg efektów i możliwość zaprogramowania własnej, widowiskowej iluminacji. Wszystko to w formie technologii LightSync.

Test przełączników

Moja wersja G513 Carbon została wyposażona w świeżutkie, autorskie przełączniki Logitecha GX Blue cechujące się całkowitą drogą pracy o odległości 4 mm, na przestrzeni którego aktywacja z wyczuwalnym przeskokiem i dźwiękiem występuje na poziomie 1,9 mm, co wymaga użycia siły nacisku rzędu 45 gramów. Warto wspomnieć, że klawiatura występuje również w wersji z liniowymi oraz sprężystymi Romer-G. Nie bez powodu żałuje, że w ręce nie wpadł mi właśnie ten sprężysty, bowiem w przypadku GX Blue mamy do czynienia z przełącznikami nieustępującymi pod jakimkolwiek kątem rozwiązaniom Cherry MX Blue.

Jest klik, jest wysoka responsywność i idealna wręcz praca, więc jest dobrze. Nawet bardzo dobrze.

Podsumowanie

Pomimo zachwytów wykonaniem, jakością, designem i funkcjonalnością G513 Carbon nie mogę zapominać o cenowym pryzmacie, przez który zawsze powinniśmy oceniać sprzęt. Nie ma bowiem produktów złych, tylko są te źle wycenione. Na szczęście propozycję Logitecha dorwiecie już za ~630 złotych, a nie za prawie 800, jak widnieje na oficjalnej stronie. Jednak taka cena nie jest nadal specjalną okazją i radzę Wam poczekać jeszcze kilkanaście tygodni, bo G513 Carbon jest na rynku jeszcze czymś nowym. Tak czy inaczej, leci dla niej sporo naszych odznak:

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!