Za każdym razem, kiedy staję przed wyzwaniem przetestowania jakiegokolwiek smartfona, zadaje sobie proste pytanie w stylu „Jak mam tego dokonać”? Jestem tak bardzo zaawansowanym użytkownikiem telefonów, jak stałym bywalcem na siłowni, więc siłą rzeczy niespecjalnie kojarzę obecne trendy, bo zauważyłem już wcześniej, że znakomita większość z nich jest mi obojętna. Może to dlatego zawsze ciągnęło mnie do modeli Motoroli, które wydawały się „smartfonem dla każdego”? Co tu dużo mówić, ubóstwiam wręcz praktyczność, więc kiedy dostaje w ręce model zaśmiecony funkcjami i dodatkami, z których (przynajmniej ja) nigdy nie skorzystam, czuję, jakbym trzymał w ręku idealny przykład przerostu formy nad treścią, za który na dodatek trzeba więcej zapłacić. A wspominam Wam o tym dlatego, żebyście możliwie najlepiej pojęli mój punkt widzenia i z jego pomocą zdecydowali, czy Motorola One Vision jest dla Was.

Czytaj też: Test Honor View 20 – gdy Huawei jest za drogi

Wyposażenie z górnej półki

Nie sposób nie zacząć testu od tego, co czeka nas przed zagłębieniem się w smartfon. Mam rzecz jasna na myśli opakowanie i dodatkowe akcesoria, na które zdecydowała się Motorola. Fioletowe, tradycyjne dla tego producenta pudełko wita nas zabezpieczonym solidną folią smartfonem w silikonowym etui. Niżej znajdziemy tradycyjne wyposażenie – kluczyk do szufladki, ładowarkę TurboPower 18W, przewód USB-A do USB-C oraz dokumenty.

Wszystko byłoby po prostu przeciętne (choć może podobać się obecność szybkiej ładowarki), ale wyjątkowości do tego zestawu dorzuca wspomniane silikonowe etui zaprojektowane specjalnie przez Motorolę (stąd świetne dopasowanie) oraz świetne słuchawki z zestawem 3 par nakładek, przy których zatrzymamy się na dłuższą chwilę. Wielu producentów po prostu przestało dodawać je do zestawów, ponieważ i tak albo pozostawały nieużywane, albo po prostu lądowały w koszu. Powód tego był prozaiczny – po prostu były fatalnej jakości.

I tutaj wchodzą dokanałowe słuchawki Motoroli, które są świetne na wielu frontach. Najważniejszym z nich jest samo wykonanie, przejawiające się m.in. dobrymi łączeniami, a przede wszystkim osłonie przetwornika metalową nakładką z logiem producenta. To jednak nie koniec, bo ten element, który wpychamy do kanału słuchowego, został „wygięty” pod sporym kątem, co sprawia, że świetnie dopasowuje się do naszego ucha i nie wypada nawet podczas wzmożonego ruchu. Jeśli miałbym ocenić je w nieco bardziej praktycznej skali, to porównałbym je (pod kątem wykonania, jak i jakości dźwięku) do modeli za 80/100 złotych.

Pokochałem brąz!

Jeśli już przekopiemy się przez akcesoria i zerwiemy zarówno folijkę ochronną, jak i etui z plecków, to z pewnością ponapawamy się dłuższą chwilę samym wyglądem. Przynajmniej w wersji brązowej, która jest po prostu świetna, choć nie wiem, czy to przez to, że… po prostu wygląda dobrze, czy może ze względu na to, że jest zwyczajnie nietypowa. Nic jednak straconego, jeśli Wam nie podeszła – zawsze możecie zdecydować się na wariant granatowy. W obu przypadkach mamy do czynienia nie z jednolitą taflą szkła, a czymś na wzór kryształków, zatopionych wewnątrz. Chociaż brzmi to tandetnie, to spójrzcie tylko, jak świetnie prezentuje się w pełnym słońcu:

Skończmy już jednak o tym, jak świetne wykończenie „plecków” zaserwowała nam Motorola. I tak przecież zostaną ukryte pod silikonowym etui, z którego zacznie korzystać każdy racjonalny człowiek. Nikt przecież nie ma zamiaru pluć sobie w brodę po tym, jak upuści smartfon, wybierając jego wygląd nad praktycznością gumowego, ochronnego tworzywa. Nawet jeśli utrzymanie szkła we względnej czystości sprawia, że jego śliskość odpowiada dołączonemu etui, to i tak wystający moduł z aparatami dorzuca kolejne trzy grosze do jego założenia. Na całe szczęście nawet w etui utrzymanie Vision One w dłoni nie należy do specjalnie trudnych zadań. Jego wymiary rzędu 160.10 x 71.20 x 8.70 mm z przyjemną, 180 gramową wagą dbają o to, choć postawienie na proporcje ekranu rzędu 21:9 okazało się błędne w jednym przypadku.

Wróćmy do samego wykonania, na które składają się tak naprawdę trzy elementy – dwie tafle szkła (ekran chroni Corning Gorilla Glass 3), oddzielone świetnie wyglądającą, choć po prostu polimerową ramką. Jeśli zastanawiacie się, jak dobrze są ze sobą spasowane, to niech udowodnią to same testy, które uzyskały dla One Vision certyfikat odporności IP52. Przekłada się to na odporność w czasie deszczu (lub przy małych wpadkach ze szklanką wody) oraz świetną pyłoszczelność. A jak to wygląda przy bliższym zapoznaniu się z telefonem?

No cóż, największy szok przeżyją ci, którzy przyzwyczaili się do okręgu z obiektywami, będącego znakiem rozpoznawczym Motoroli. Tego już w One Vision nie uświadczymy, bo para aparatów na tyle powędrowała do lewego rogu w formie podłużnego i wystającego równie okropnie, co wcześniej wspomniane „buźki” modułu. Pod nim znajduje się z kolei podwójna lampa błyskowa (swoją drogą, świetna latarka), a nieco powyżej samego środka, świetnie wkomponowany w całość okrągły czytnik linii papilarnych, uzupełniony logiem Motoroli.

Lewą krawędź producent rozsądnie zagospodarował, wrzucając na nią jedynie dwu-slotową półeczkę, w której mogą wylądować albo dwie karty nanoSIM, albo jedna karta nanoSIM i microSD do 256 GB. Na przeciwnej stronie umieszczono z kolei zestaw dwóch tradycyjnych, działających bezproblemowo przycisków do ustawiania poziomu głośności oraz wyłączania i włączana smartfonu. Dostęp do nich nie budzi zastrzeżeń. Zupełnie jak dodatek złącza jack 3,55 mm na górnej krawędzi. Słusznie się już pewnie spodziewacie, że na dolnej wylądował mikrofon, złącze USB typu C oraz głośnik… niestety mono.

Wyświetlacz w Motorola One Vision

Od razu po obecności specyficznie umieszczonego obiektywu w lewym górnym rogu wiedziałem, że to on posłuży mi za ocenę jakości wyświetlacza. Dlaczego? No cóż, jego okrągła natura sprawia, że łatwo dostrzec wokół niego poszarpane krawędzie, ale tych, jak zapewne się spodziewaliście, tutaj nie ma. Nic dziwnego, obecny w One Vision IPS TFT z 435 pikselami na cal nie mógł polec na tym froncie. A samą „dziurę w ekranie” podsumuje prosto – kwestia przyzwyczajenia, bo i tak z doświadczenia wiem, że najgłośniej krzyczą ci, którzy do czynienia z danym rozwiązaniem nigdy nie mieli.

W kwestii pozostałej specyfikacji mówimy o proporcjach 21:9 (aka wyższy, ale węższy) przy rozdzielczości 2520 x 1080 px. Front smartfonu pokrywa przy tym około 81,3% ekranu i szczerze mówiąc… przydałoby się nieco więcej, ale to problem, który trapi znakomitą większość smartfonów.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!