WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test myszki bez sensora, czyli MX Ergo Logitecha

Chociaż po przetestowaniu dziesiątek myszek wykreowałem sobie specjalną procedurę, to zdarzają się modele, przy których ta jest do bani. Tak też jest w tym wypadku, bo myszka MX Ergo Logitecha jest wyjątkowa.

Początek to cisza przed burzą

Szczerze mówiąc, zabrałem się do testów MX Ergo zwyczajnie. Obejrzałem charakterystyczne dla Logitecha pudełko, wyrzuciłem z niego wszystko, co mogło okazać się przydatne, porobiłem fotki i ruszyłem do komputera. W tym momencie nie wiedziałem nawet, że na spodzie myszki nie ma żadnego sensora i sterować nim możemy tylko przez tę wielką kulę na lewym boku. 

Tylko przez to z miejsca uznałem, że ta mysz nie może być dobra. W porównaniu do swoich “zwyczajnych” odpowiedniczek była po prostu za wielka, za ciężka i zwyczajnie nieporęczna, żeby sunąc nią po podkładce. Tak czy inaczej, użyłem dołączonego przewodu microUSB do naładowania myszki, przeczekałem całą noc i rano wziąłem się za oględziny. Samo połączenie jej z komputerem przebiegło banalnie za pośrednictwem odbiornika USB, ale nic nie szkodzi, aby dokonać tego samego przez Bluetooth. Na tryb przewodowy jednak nie liczcie.

Wtedy wszystko okazało się jasne – trackball. To z kolei oznaczało, że to nie nadgarstek przy MX Ergo odpowiada za kursor, a tylko i wyłącznie nasz kciuk. To właśnie on trafia na ogromną kulę na lewym boku, jako że model ten jest przeznaczony dla praworęcznych, którzy mysz chwytają z układem palców 1+4.

MX Ergo to kawał sprzętu

Zanim przejdę do wrażeń, Logitechowi należy się pochwała za wykonanie tej myszki. Cała bryła o ogromnej wielkości 132,5 x 99,8 x 51,4 milimetrów i wadze 259 gramów, to coś, czym pewnie można kogoś solidnie poturbować… o ile przy podniesieniu MX Ergo zwyczajnie nie wypadnie Wam z dłoni. Na tą swoją (pod kątem wielkości) zdecydowanie nie mogę narzekać, a i tak bryła wraz z wielkością tego modelu zaskoczyła mnie tym, że nie byłem go w stanie objąć. 

Ma to jednak swoją przyczynę, bo MX Ergo nie obejmujemy, a po prostu opieramy na niej swoją dłoń. Stąd właśnie ta waga i wysoka stabilność całości, którą dodatkowo zapewnia zdejmowalny metalowy panel z gumowym wyłożeniem na spodzie. Tylko on został zrobiony z czegoś lepszego, niż tworzywo sztuczne, bo to w matowym, szarym wydaniu jest wszechobecne. Pomijając samą kulę, która powstała ze śliskiego plastiku w kolorze grafitowym.  

Całość buduje tak naprawdę pojedynczy panel ze stosownym wcięciem na małego palca na prawym boku. Przyjmuje ponadto kształt pasujący idealnie do lekko zgiętej dłoni, co jednoznacznie nawołuje do samej nazwy produktu – ten ma być przecież ergonomiczny i eliminować wszelki ucisk u osób, które nie mogą sobie poradzić z używaniem myszki. 

Pod kątem wyposażenia tuż obok trackballa znalazł się przycisk “wysokiej precyzji” i towarzysząca mu dioda. Nie zabrakło też dwóch głównych przycisków o wytrzymałości do 10 milionów klików na oddzielonych skrzydełkach, rolki z możliwością przesuwania prawo/lewo, jak zresztą dwóch dodatkowych przycisków na lewo od LPM. 

Tuż nad rolką znalazł się z kolei prosty przycisk z myślą o przełączaniu się pomiędzy dwoma komputerami. Jest to o tyle fajny dodatek, że wspiera go dodatkowa funkcja Logitech Flow. Dzięki niej możemy przenosić pomiędzy sprzętami pliki, zdjęcia, czy po prostu kopiować tekst. Nie jest to jednak żadna magiczna różdżka, więc przed przeniesieniem sporych paczek danych, przygotujcie się na kilka minut oczekiwania. Przesyłanie jest bowiem realizowane za pośrednictwem połączenia przewodowego lub bezprzewodowego pomiędzy komputerami.

Całość dopełnia solidny, bo aż 500 mAh akumulator w myszce, który po pełnym naładowaniu ma ponoć wytrzymać do 4 miesięcy używania. Gdyby jednak zabrakło Wam energii, to ponoć 1 minuta “pod kablem” wystarcza na cały dzień pracy. 

Do gier MX Ergo nie kupujcie

Naprawdę chciałem przekonać się do tego, aby MX Ergo towarzyszyła mi przynajmniej przez tydzień codziennej pracy, ale co rusz przeskakiwałem do mojej codziennej, tradycyjnej myszki, kiedy zależało mi na czasie albo precyzji. Nie jest to jednak wina myszki, a moich przyzwyczajeń, jako że po raz pierwszy zderzyłem się z trackballem. 

MX Ergo Logitech, Logitech MX Ergo, MX Ergo, test MX Ergo, recenzja MX Ergo, myszka bez sensora, test myszki MX Ergo, test trackballa MX Ergo, precyzja trackballa, opinia MX Ergo, cena MX Ergo

Jeśli miałbym oceniać jego działanie, to tak naprawdę nie miałbym się do czego doczepić. Płynne przesuwanie, spora dokładność po aktywacji “trybu precyzyjnego” i brak dziwnych zachowań myszki z pewnością działa tutaj na plus. Jednak co tu dużo mówić – nie dorastała nawet do pięt zwyczajnemu sensorowi w moich rękach. 

O próbie grania w dynamiczne gry nawet nie mówię, bo tam MX Ergo sprawiał, że rozgrywka była koszmarem. Jeśli więc czyta to jakiś maniak tego typu rozwiązań, to zapraszam do sekcji komentarzy, bo to, czy na tego typu myszce da się grać po przyzwyczajeniu, naprawdę mnie ciekawi. 

Wśród wszystkich niuansów chciałbym też pochwalić Logitecha na solidne podejście do wspomnianej ergonomii, bo dodatkowo MX Ergo umożliwia pracę w “dwóch trybach”. Wszystko sprowadza się do mechanicznego ustawienia stopnia nachylenia myszki od 0 do 20 stopni. Wszystko dzięki metalowej podkładce:

MX Ergo nie jest dla każdego

To rzadka sytuacja, w której dany sprzęt poleciłbym nawet w momencie, gdyby był w moich oczach słaby. MX Ergo zwyczajnie nie mogę tak oceniać, bo to myszka, która nie jest dla wszystkich, a dla określonej grupy użytkowników komputera z ewidentnym ukierunkowaniem na tych biurowych. Jeśli więc szukacie solidnej i zaawansowanej myszki bezprzewodowej z trackballem, która dodatkowo ma ciekawe funkcje, to po tę propozycję Logitecha śmiało możecie sięgnąć. Cena? Nieco ponad 350 zł.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News