WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test myszki bezprzewodowej Logitech G502 Lightspeed

Myszka G502 Logitecha doczekała się wariantu bezprzewodowego, stając się najdroższą myszką w jego ofercie i zwiększając cenę modelu z sensorem HERO o 250 złotych. Innymi słowy, jest w 90% tą samą myszką, ale z osprzętowaniem umożliwiającym korzystanie z niej bez przewodu. Pytanie, czy G502 Lightspeed jest warta swojej ceny?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Świetnie prezentujące się szare pudło G502 z grubego kartonu, otwieramy tak, jak drogocenną szkatułkę, aby dorwać się wreszcie do myszy i bogatego wyposażenia. Nie obyło się oczywiście bez papierologii z naklejką, jako tym najbardziej użytecznym dodatku, ale oprócz niej z myszką dostajemy niewielkie plastikowe pudełeczko oraz 180-centymetrowy przewód USB.

We wspomnianym pudełku znajdziemy zestaw sześciu ciężarków (2×4 gramy + 4×2 gramy), odbiornik USB LIGHTSPEED oraz tradycyjną „kostkę”, umożliwiającą nam podpięcie do niej przewodu oraz samego odbiornika. Na wypadek, gdyby sprzęt był naprawdę daleko od miejsca pracy.

Najważniejsze cechy

  • Sensor Logitech Hero
  • Czułość na 5 poziomach od 100 do 16000 DPI (przeskoki co 50 jednostek)
  • Waga podstawowa: 114 gramów
  • Dodatkowa waga: 16 gramów
  • Wymiary: 132 x 75 x 40 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne i guma
  • Liczba przycisków: 8 + rolka + przycisk trybu rolki
  • System przycisków mechanicznych z naciągiem
  • Interfejs: USB lub bezprzewodowy z technologią LIGHTSPEED
  • Wbudowana bateria do 60 godzin bez podświetlenia
  • Wbudowana pamięć
  • Podświetlenie RGB LIGHTSYNC w dwóch sekcjach
  • Dedykowane oprogramowanie Logitech G Hub
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 649 zł

Design, materiały i wykonanie

Szerze mówiąc, G502 nie zachwyciła mnie sobą tak, jak model G403, ale tragedii rzecz jasna nie ma. Zwłaszcza jeśli lubicie naprawdę rozbudowane konstrukcje. Ta propozycja Logitecha jest bowiem cholernie skomplikowana i składa się łącznie z tak wielu elementów, że trudno je tak naprawdę zliczyć. Jednak to dzięki nim Logitech był w stanie utrzymać G502 w świetnej, ergonomicznej bryle z myślą o praworęcznych graczach z zamiłowaniem do modeli asymetrycznych oraz układu palców 1+2+2.

Materiał zużyty w tym modelu to głównie matowy plastik, jego gumowa odmiana, sama guma oraz tworzywo sztuczne typu „glossy”, czyli po prostu mieniące się w świetle. Grzbiet, podstawa i główne skrzydełka przycisków zostały wykonany z tego pierwszego, lewy bok dla naszego kciuka z drugiego, prawy panel boczny został wyłożony tą gumową nakładką, a resztę wielkich przycisków oraz ozdobne wstawki buduje ta śliska odmiana plastiku. Całość sprawia z wierzchu wrażenie spójnej, wytrzymałej i świetnie złożonej, ale tego samego nie można powiedzieć o samej podstawie.

Problem wykonania G502 jest tak naprawdę jeden i sprowadza się do innowacji, jaką chciał zastosować Logitech. Postawił bowiem na możliwość rozłożenia podstawy na dwie części, Jedna z nich jest świetna i sprowadza się do okręgu z niewielkimi uchwytami na dwa 4-gramowe ciężarki i miejscem na odbiornik LIGHTSPEED, który trzyma się na mocnych magnesach. Tego samego rozwiązania producent nie zastosował w zdejmowalnym środkowym panelu (dla reszty odważników), którego zamontowano na niewielkich wsuwanych zapadkach oraz słabym magnesie. Wprawdzie nie udało mi się go przez przypadek strącić, ale jest odrobinę przemyślany i tak naprawdę jeden przypadkowy ruch wystarczy, żeby tę wstawkę zdjąć.

Na spodzie znalazł się również przycisk on/off oraz aż pięć nieregularnych ślizgaczy z politetrafluoroetylen o wytrzymałości 250 km (według testów Logitech). Jeśli idzie o całościowe wykonanie i materiały (nawet pozostałych dodatków), to jest naprawdę świetnie, ale skłaniałbym się pod tym kątem do oceny 8/10, a nie 9/10 ze względu na opisaną podkładkę. No cóż, za G502 płacimy sporo, więc możemy wymagać.

Ergonomiczność

Pod tym kątem myszki zawsze sprawdzam w prosty sposób – po kilkunastu godzinach przyzwyczajania się do nowych kształtów sprawdzam, co mi w niej nie pasuje. W G502 pod tym kątem nie zdołałem znaleźć niczego takiego, bo tak naprawdę trudno doczepić się tutaj do czegokolwiek. Zwłaszcza po tym, jak weźmiemy na swoje barki wyważenie myszki do względnej perfekcji (wystarczy jeden 4-gramowi i dwa 2-gramowe ciężarki).

Świetna bryła, dobre materiały, wielkie dodatkowe przyciski, zaokrąglone (choć mogłyby być nieco bardziej) ślizgacze na krawędziach… czego chcieć więcej? Na przykład fenomenalnego dodatku do rolki, jakim są dwa tryby zmieniane mechanicznie (przyciskiem nad rolką). Możemy dzięki nim wybrać albo swobodne łożysko, które kręci się, jak oszalałe lub to o niebo charakterystyczniejsze z wyczuwalnymi przeskokami oraz dźwiękiem. Na dodatek Logitech postarał się o dodanie do rolki drugiego „wymiaru” działania. Mowa o dwóch dodatkowych akcjach związanych z wychyleniem scrolla na lewo i na prawo, co jest po prostu fenomenalnym dodatkiem.

Test przycisków

Logitech prawdopodobnie stawia na swoje rozwiązania w kwestii głównych przełączników i rolki, jak zresztą przy sercu G502, czyli sensorze. Nie wiemy jednak, jak długo nam te przyciski wytrzymają, choć patrząc po całości i tym, że bazują na mechanicznym naciągu… daje im przynajmniej te 50 milionów kliknięć. Bez obaw – to sporo.

Główne przyciski, czyli LPP i PPM klikają się spodziewanie świetnie, ale nie są ze sobą spójne. Ten lewy jest znacznie bardziej twardy i wyczuwalny pod palcem, podczas gdy ten prawy jest nieco „miękki”. Ta miękkość udzieliła się też dwóm przyciskom bocznym, podczas gdy te trzy dodatkowe przy LPP zaskarbiły sobie od niego nieco charakteru. Dwa funkcyjne przyciski to z kolei zupełnie inna bajka i choć znaczną twardość tego pierwszego (do zmiany rolki) jak najbardziej rozumiem, to ten przycisk do domyślnego podglądu poziomu naładowania jest już nieco zrobiony po łebkach. Nadal dobrze, ale nie TAK dobrze, jak reszta.

Oprogramowanie

I tutaj każda nowa mycha Logitecha pokazuje pazur, bo w na pozór prostej aplikacji Logitech G Hub znajdziemy więcej, niż możecie się domyślać. Pominę ogólne opcje, bo te zasługują na oddzielny artykuł i od razu przejdę do ustawień tylko dla G502. Te dzielą się na trzy menu odpowiadające za kolejno podświetlenie, przypisania oraz specyfikę sensora.

W tym pierwszym tradycyjnie – kilka trybów podświetlenia, możliwość ustawienia jasności, częstotliwości oraz koloru z zakresu RGB, czy pokuszenia się o synchronizację z modelami obsługującymi LIGHTSYNC… a opisuję to tak pobieżnie tylko dlatego, że po prostu odradzam włączanie podświetlenia w G502. To zbyt mocno zżera energię.

W menu przypisywań znajdziemy tradycyjnie możliwość podmiany funkcji każdego z przycisków wraz z rozbudowanym kreatorem makr, ale przede wszystkim (i to jest bardzo ważne) dostajemy w swoje ręce funkcjonalne przypisania pokroju np. kopiowania i wklejania. Wydaje się, że to nic, ale w połączeniu z trybem G-SHIFT możemy zrobić z G502 małe centrum dowodzenia komputerem.

Ostatnie menu oferuje nam możliwość ustawienia czułości w sześciu poziomach od 100 do 16000 DPI z przeskokami co 50 jednostek oraz dostosowanie odświeżania w Hz. Szczerze? Przeżyłem małe rozczarowanie, bo w tej cenie przydałyby się te opcje, które oferuje SteelSeries, czyli dostosowywanie parametru LOD, akceleracji i deceleracji, czy nawet nieszczęsnego angle-snappingu. Jasne – niewielu z tego by skorzystało, ale może akurat ktoś by tego potrzebował?

Bateria i podświetlenie

Chociaż odradzam włączanie podświetlenia, to nie mogę oczywiście go pominąć. To ogranicza się tak naprawdę do loga n grzbiecie oraz trzech paseczków, które informują nas o poziomie baterii oraz wybranego DPI. Świetnie – przynajmniej jest funkcjonalne, ale po jego wyłączeniu mysz musiałem podładować po okrągłym tygodniu korzystania z niej, czyli około 70/75 godzinach. Włącz sobie podświetlenie i ten czas zmaleje do nawet 45 godzin na jednym ładowaniu – naprawdę nie warto.

Jednak Logitech zadbał również o szybkie ładowanie. Pięć minut po podpięciu zapewnia około 150 minut energii, a naładowanie akumulatorka w okolice 80% przy jednoczesnym korzystaniu z myszy trwa nie więcej, niż półtorej godziny.

Test sensora

HERO, jak to HERO – sprawdza się fenomenalnie. Dlatego też zamiast rozpisywać się, jak zwykle, postanowiłem porównać działanie w trybie przewodowym i bezprzewodowym. W przypadku odświeżania nie trzyma wprawdzie stabilnych 1000 Hz (na kablu i LIGHTSPEED), ale to problem praktycznie każdej myszy. Ważne jest to, że my nie odczuwamy tych skoków.

Różnica w Enotus skłania się nawet w stronę bezprzewodowego trybu, ale jak to zwykle bywa… błąd pomiarowy jest wszędzie, a ja brałem pod uwagę najlepsze wyniki z trzech prób.

Pokusiłem się również na porównanie w jednym z najlepszych narzędzi testujących myszki i wyszło na to, że tryb bezprzewodowy ma chwile słabości (patrz oddalone od sinusoidy kropki), ale na szczęście niedostrzegalne podczas gry i pracy.

W kwestii interpolacji oraz szumów wysokiej częstotliwości, czyli zdecydowanie najgorszych wrogów precyzji sprawa jest prosta – HERO tak zmyślnie wykorzystuje algorytmy, że trudno wykazać te problemy, ale już po przekroczeniu 6000 DPI kursor wariuje w naszych rękach. Dlatego też subiektywnym okiem sugeruję nie przekraczać wartości 5000 DPI dla możliwie najwyższej precyzji.

A na sam koniec warto wspomnieć o rzeczywiście niewyczuwalnej akceleracji, predykcji oraz wartości parametru LOD, który tutaj wynosi poniżej 1 mm.

Czytaj też: Test myszki Logitech G403 HERO

Podsumowanie

Testowanym modelem była dokładnie mysz Logitech G502 Lightspeed, czyli bezprzewodowy wariant G502 HERO z nowymi rozwiązaniami oraz dodatkami, ale również wyższą ceną. Obecnie mowa aż o 650 złotych, a więc osobiście cenie nie do przyjęcia za model przewodowy, ale rozsądnej, jeśli mowa o rozwiązaniu bezprzewodowym, który dorównuje temu pierwszemu bez żadnego problemu.

Prócz bezprzewodowości G502 Lightspeed oferuje ponadto świetne wykonanie, rozbudowane oprogramowanie, wysokiej jakości materiały, fenomenalne wręcz dodatki na czele z dwoma trybami rolki oraz systemie wagi… i to w sumie tyle. Świetna mysz godna tytuły myszki roku za wysoką cenę. Wybór należy więc do was.