Ninebot S to mały pojazd elektryczny, który korzysta z technologii firmy Segway i funduszy Xiaomi, by pokazać całemu światu przyszłość transportu osobistego. Przekonajcie się co z tej zaskakującej fuzji gigantów powstało.

Co to za firma ten Ninebot?

Segway Inc. to amerykański producent, którego marzeniem było zrewolucjonizowanie sposobu poruszania się ludzi. Chociaż marka jest rozpoznawana na całym świecie, wysokie ceny innowacyjnych technologii doprowadzały firmę do coraz gorszej kondycji. Po fali wybuchów i samozapłonów tanich chińskich hoverboardów innych producentów na rynek trafił nagle jednokołowy jednoślad Ninebot One, dając nadzieję na dalszy rozwój pojazdów elektrycznych.

?Ninebot One

Wtedy to Segway Inc. stwierdził, że naruszone zostały jego prawa patentowe i zaczął się monotonny proces. Monotonię przerwało wyrwanie od Sequoia Capital i Xiaomi (tak, tego Xiaomi) 80 mln dolarów na przejęcie Segway’a.

I w tym momencie jasnym staje się jakim cudem sprzęt sygnowany Ninebot S by Segway trafił do nas z biura prasowego Xiaomi. Z kolei w siedzibie Xiaomi muszą mieć niezłą bekę podczas oglądania filmów, w których ktoś udowadnia wyższość hulajnogi Ninebot ES2 nad Xiaomi MiJia 365 Pro lub odwrotnie. Na koniec dnia pieniądze spływają na to samo konto.

Należy przy tym jasno podkreślić – w segmencie elektrycznych pojazdów żyroskopowych nie ma większego autorytetu niż należący do Ninebota Segway. Próg oczekiwań jest więc wysoki.

Historia Segway

Ninebot S – gdy Segway schodzi z ceną na ziemię

Na polskiej stronie Segway’a za Ninebota S zapłacimy 2599 zł, natomiast na stronie Xiaomi Polska 1899 zł. W obu przypadkach to oficjalna polska dystrybucja, ale jak widać #XiaomiLepsze. Cacko dostępne jest w kolorach białym i czarnym. Odróżnia je wyłącznie kolor, także skupcie się na swoim guście.

W pudełku znajdziemy ramę główną, kierownicę kolanową, ładowarkę, dwie śruby, klucz imbusowy, przedłużkę zaworu opony i instrukcję. Do mnie sprzęt dojechał już złożony, w opakowaniu bardzo zastępczym, a po kilku dniach dostałem też brakującą ładowarkę. Ze starymi Segway’ami sprzęt ma niewiele wspólnego – jest o wiele mniejszy a jego pionowa kolumna sterująca sięga tylko do kolan. Producent pozwala przy tym na instalację wyższej kolumny z rączkami, jak i na wykorzystanie Ninebota S jako napęd… mini gokarta.

Ninebot S jako gokart elektryczny

Ninebot S – przygodę zaczynamy od bardzo fajnej apki

Aplikacja Segway pozwala na utworzenie profilu użytkownika, precyzyjne skonfigurowanie oświetlenia RGB ustanowienie ograniczeń prędkości dla początkujących, jak i na przejście krótkiego kursu jazdy. Bardzo efektownie wygląda prędkościomierz nałożony na obraz z aparatu, a informacja o pozostałym limicie odległości pozwala szybko zorientować się co tak naprawdę oznaczają kreski baterii wyświetlane na obudowie urządzenia.

Ninebot S - oświetlenie

Wisienką na torcie jest tryb zdalnego sterowania, realizowanego przez Bluetooth. Nieobciążony pojazd jest dosyć zrywny, więc pierwsze próby skończyły się na wyskoku i wbiciu w zaparkowane auto. Zdecydowanie lepiej jechać Ninebot S niż go prowadzić.

Aplikacja jest też wymagana do aktualizacji oprogramowania. Na co dzień cała ta apka jest nam jednak zbędna. Wystarczy nacisnąć przycisk, sprzęt natychmiast się pozycjonuje i już możemy jechać.

Zobacz też: Test Kawasaki KX-PRO 10.0 D

Ninebot S – czy 700 Watowy silnik wyrwie nas z butów?

W hulajnogach 350 W pozwala już na całkiem szybką, dynamiczną jazdę. Tutaj jednak mamy nie jeden taki silnik tylko aż dwa. Czy zatem liczyć możemy na prawdziwe turbo? Po stokroć nie. 12,8-kilogramowy sprzęt rozpędza się do maksymalnie 16 kilometrów na godzinę. Gdy tylko dotrze do tej granicy, szybko hamuje nasze zapędy na dalsze przeginanie ciała i konstrukcji do przodu. Urządzenie zaczyna pikać, a żyrokompas przywraca pionową pozycję. Hulajnogę po drobnym tuningu rozbujamy do 2x większej szybkości.

Ninebot S - w całej okazałości

Ninebot S – kolanem i ciałem

Zapomnijcie o 3 minutach treningu by dobrze jeździć. No chyba, że mieliście już doświadczenie ze sprzętem tego typu. Sam rozbujałem się porządnie dopiero po jakichś 2 godzinach. Kumpel, który uczył się w tym samym czasie jazdy, potrzebował podobnego czasu.

Ninebot S - w terenie

Kluczowym jest uświadomienie sobie, że nie mamy stać jak świeca i napinać mięśni, bo tak hamujemy. Należy lekko uginać kolana. Natomiast szybkie hamowanie – chyba najważniejsza z umiejętności – przypomina manewr hamowania na snowboardzie z dużym odchyleniem ciała do tyłu. Co jest znamienne, w razie zeskoczenia pojazd nie zatrzyma się sam i prawdopodobnie odjedzie dalej np. pod auto. Oprócz więc ratowania siebie, warto wyrobić sobie odruch ratowania Ninebota.

Samo sterowanie poprzez odchył na boki w Ninebot S wspomagane jest czułą, choć wymagającą trochę siły kolumną pionową. Ten element robi piorunujące wrażenie i trudno jest o coś bardziej intuicyjnego.

Ninebot S - w terenie

Ninebot S – jednolity teren, z przeszkodami ostrożnie

Uwagi wymagają większe niż w hulajnogach koła z 10,5-calowymi pneumatycznymi oponami. Podest unosi się 8 cm nad ziemią, więc podwoziem nie będziemy tarli o przeszkody. Najlepszą przyczepność osiągnąłem na kamiennej podłodze centrum handlowego, ale ochrona szybko przerwała zabawę. Nie miałem żadnych problemów z asfaltem (dziwnie by było), kostką brukową, jak i drobnym żwirem czy ubitym piaskiem. W szoku byłem natomiast, gdy niczym czołg okrążyłem zamojski zalew przedzierając się przez ścieżkę porośniętą wysoką trawą.

Ninebot S - w terenie

Wywrotkę oznaczają jednak głębsze ubytki w asfalcie czy grube patyki, które potrafią wystrzelić z spod tracącego przyczepność koła. Producent zaleca przeszkody o wysokości do 1 cm, więc nie miejcie pretensji, jeśli nie dogadacie się z krawężnikami.

Ninebot S - w terenie

Ninebot S – Zasięg i osiągnięta szybkość maksymalna

Sprzęt celuje w obciążenia poniżej 85 kg, tymczasem podczas testów dopiero robiłem pozimową redukcję z ponad stówki, do 90 kg. Zaznaczyłem swoją ciężarność w biurze Xiaomi i… dowiedziałem się, że testowało ono już sprzęt na takich obciążeniach i mam się nie martwić. No OK. Ale i rzeczywiście powodów do zmartwień nie było. Oczywiście mogłem zapomnieć o zasięgu do 22 km, ale wartości rzędu 14-15 km w trybie mieszanym czy 12 km z dużym podjazdem były wciąż akceptowalne. Akumulator urządzenia ładował się w czasie nieco ponad 3 godzin.

Ninebot S - naładowanie

Nie było problemu z osiągnięciem obiecywanych 16 czy nawet 18 km/h. Początkowo jest to mega przeżycie, by jednak po kilku dniach była chęć na więcej. Aktualna norma dla hulajnóg, czyli do 25 km/s dla początkującego użytkownika Nitebota S mogłaby być zabójcza. Co sprytniejsi w razie potrzeby podkręcą sobie sprzęt kosztem zasięgu.

Ninebot S – dwie uwagi do konstrukcji

Nie chcę przynudzać Wam jakoś szczególnie specyfikacją, którą na stronie Xiaomi wypisano aż zbyt szczegółowo. Natomiast muszę nadmienić, że jak dla mnie urządzenie jest trochę za wąskie i ciężko było mi czuć się swobodnie z tak złączonymi nogami. Po kilku kilometrach drętwiały mi stopy, które mocno pracują z łydkami by utrzymać równowagę na urządzeniu. Trzeba było zejść, zrobić sobie przerwę, pochodzić i potem dopiero robić kolejne 2-3 kilometry. Na hulajnogach coś takiego nie miało miejsca.

Ninebot S - mata antypoślizgowa

Druga kwestia to uchwyt zintegrowany ze sterowaniem kolanowym. Przez cały czas testów spełniał on swoją rolę, a podwójna, ogumowana rączka istotnie ułatwiała znoszenie sprzętu z 2 piętra i jego późniejsze wnoszenie. Gdy jednak do Polski zawitały ostre upały, wystarczyło 30 minut w słońcu by próba podniesienia sprzętu skończyła się przerwaniem gumy na obu rękojeściach.

Co warto dodać, takie podniesienie automatycznie pauzuje jazdę i wykonujemy je często. Nie musimy przy tym obawiać się, że koła zaczną nam wciągać spodnie czy coś. Oczywiście wyżej opisane gumy można łatwo wymienić.

Podsumowanie

Ninebot S jest sprzętem, który przyniósł mi naprawdę wiele frajdy, jednak nie wyobrażam sobie go w charakterze pojazdu do zastosowań poważniejszych niż zabawa. Konstrukcja urządzenia wymaga stałego skupienia i szybkiego reagowania. O wiele łatwiej jest o sytuacje niebezpieczne niż na elektrycznych hulajnogach, a bryła urządzenia nie ułatwia transportu czy wnoszenia sprzętu do domu na koniec dnia. Z tym ostatnim małe dzieci raczej sobie nie poradzą.

Ninebot S - podświetlenie

Niemniej Ninebot S ma w sobie to coś z pierwszych informacji o Segeweyu. Jest ten magiczny futuryzm, a płynąc niczym zjawa przez miasto, ze stale wolnymi rękami robimy piorunujące wrażenie. Jeśli myślisz o hoverboardzie, nawet nie żartuj sobie, tylko bierz Ninebota S. Względem tych ostatnich kontrola nad urządzeniem jest o niebo lepsza, nie brakuje mocy w kołach, a jakieś śmiesznie małe przeszkody nie grożą rozwaleniem nosa.

Ninebot S - w terenie

Sprzęt podczas testów zaskakiwał mnie zarówno zasięgiem, jak i możliwością jazdy np. po głębokiej trawie. I gdyby nie fakt, że strasznie męczy po kilku kilometrach statyczna pozycja jazdy, a tkwiące w bezruchu stopy zaczynają puchnąć niczym na rolkach, pewnie szedłbym teraz w kierunku większych modeli urządzenia. Zamiast tego łakomie spoglądam w stronę cenionych hulajnóg producenta.

Czytaj też: Test hulajnogi elektrycznej Kugoo S1 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej