Zaraz po tym jak przyjechał do mnie Samsung DeX, poprzysiągłem sobie jedną rzecz – przez tydzień będę z niego korzystał do wszystkiego, co nie jest graniem. Wiecie, takie małe wyzwanie. Jego celem było sprawdzenie, czy jako zatwardziały, wieloletni PC-towiec dam radę wykonywać sprawy życia codziennego bez normalnego laptopa czy skrzynki. Rezultat eksperymentu? Delikatnie rozczarowujący.

Już na wstępie będę z Wami w zupełności szczery – wyzwaniu nie podołałem. Jak już powiedziałem na początku, jestem wieloletnim użytkownikiem PC-ta. Od najmłodszych lat działam na Windowsie i wszystkie wersje systemu hulały do tej pory głównie w dużych towerach, od których w czasach dzisiejszych ludzkość stara się uciekać. Choć udało mi się poużywać Samsung DeX w pełni przez 3 dni, to moja cierpliwość musiała niestety polec.

Tylko czym w ogóle jest Samsung DeX?

Odpowiedź na to jest w sumie prosta – jak widać po zdjęciach to niewielka stacja dokująca. Praktycznie zamienia ona naszego Samsunga Galaxy S8, S8 Plus lub Note 8 (na tym modelu testowałem urządzenie) w komputer, o ile oczywiście podłączymy ją do jakiegoś źródła obrazu przez HDMI. Wystarczy wpiąć smartfon w wystający port USB-C i na naszym ekranie zaczyna się dziać czysta magia. Naszym oczom pojawia się prosty system operacyjny do złudzenia przypominający Windowsa. Coś pięknego, nieprawdaż? Nieudane Continuum udowadnia jednak, że to jeszcze nie pora na tego typu rozwiązania. 3 dni – tyle mi wystarczyło, żeby zmęczyć się tym produktem i stwierdzić, że nie jest przeznaczony dla mnie.

Nie dla mnie? To w takim razie dla kogo?

Zacznijmy od podróżników. Ciężko nazwać DeX mobilnym rozwiązaniem, ponieważ stacja dokująca do działania w pełni wymaga ładowarki (z zestawu od któregoś z obsługiwanych smartfonów), klawiatury, myszy oraz urządzenia wyświetlającego obraz przez HDMI. Zajmuje to nieco miejsca w plecaku (zwłaszcza monitor :D), stąd jeśli myślimy o podróżach to lepiej sięgnąć po jakiegoś laptopa. Niby w pokojach hotelowych można podłączyć się do telewizorów, czasem są też monitory, ale polowanie na takie pomieszczenia, które będą miały dobrze rozstawiony sprzęt w stosunku do biurka, mija się raczej z celem.

Samsung DeX może się jednak perfekcyjnie sprawdzić w przypadku mocno casualowych użytkowników. Mówimy o osobach, które swoje komputery wykorzystują maksymalnie w celach przeglądania Allegro, obejrzenia filmiku na YouTube, posłuchania muzyki czy wysłania maila. Moja mama dla przykładu i tak nie realizuje wszystkich tych zadań, a bardziej zamknięta oraz intuicyjna struktura systemu przestałaby ją przerażać. W końcu ludzie mający pierwszy kontakt z Windowsem, czy nawet komputerem w ogóle, często boją się jego możliwości i wizji, że gdy klikną gdzie nie trzeba to „coś się popsuje”. DeX w zasadzie dalej jest smartfonem działającym na Androidzie, stąd jest wystarczająco ograniczony do potrzeb zwykłego użytkownika. Zatem wyrządzenie większych zniszczeń raczej nie wchodzi w grę, a za to software jest bardzo łatwo opanować.

Przez pryzmat „casuala” patrzyłem właśnie na Samsung DeX

Procesory mobilne nie są jeszcze w stanie w pełni obsługiwać bardziej zaawansowanych funkcji takiego Photoshopa, stąd o zastosowaniu bardziej profesjonalnym nie ma co myśleć. Przez 3 bite dni użytkowałem tej stacji tak jak użytkowałbym netbooka. Odbierałem na nim maile, przeglądałem Facebooka czy strony internetowe. Jakby nie patrzeć to bardzo podobny do Windowsa software, który różni się w użytkowaniu w zasadzie detalami. Bardzo szybko się w nim odnalazłem i z początku nie odczuwałem, żebym przesiadł się na “nieco większego Androida”. Pierwsze wrażenia były zatem bardzo pozytywne, bo całość działała naprawdę szybko i większych zwolnień jako takowych nie uświadczyłem. Jeszcze wtedy myślałem, że jeśli coś miałoby mi nagle zastąpić mój komputer, to byłby to właśnie Samsung DeX. Jednak im więcej aplikacji uruchamiałem, tym bardziej zniechęcałem się do tego sprzętu i tym większa stawała się moja frustracja.

Okazuje się bowiem, że większość użytkowanych programów uruchamia się w prostokątnym oknie, mniej więcej wielkości wyświetlacza telefonu i nijak nie idzie ich powiększyć. Chcesz przejrzeć Snapchata lub Instagrama przy pomocy dedykowanych aplikacji? Licz się z tym, że uruchomią się na małej przestrzeni, czyniąc ich przeglądanie istnym piekłem. Netflix? YouTube? Ta pierwsza platforma uruchamia się jak dla telefonu, ta drugi już nie. Tylko nieliczna grupa aplikacji pojawia się w normalnych wymiarach i można użytkować ich tak jak na komputerze. Niestety liczba jest niewielka, a Samsung oraz developerzy nie kwapią się do szybkiego powiększania listy. Grupa docelowa w końcu jest na tyle niewielka, że ciężko zmobilizować programistów do wypuszczania kodu z myślą o DeX.

Dla mnie to ogromna wada, która deklasuje tę stację dokującą jako zastępstwo komputera. Jednak jak już wspomniałem – jestem wieloletnim użytkownikiem komputerów i inni mogą nie zwrócić na ten element specjalnie uwagi lub po prostu się do tego przyzwyczaić. Jako ciekawostkę dodam też, że DeX obsługuje niektóre rozwiązania Virtual Machine, choćby w postaci Amazon WorkSpaces, Citrix Receiver czy VMware Horizon Client. Tam gdzie ta mała stacja dokująca nie da rady, tam wystarczy podpiąć się do pełnoprawnego komputera przez sieć.

Jakieś dodatkowe, mocno rzucające się w oczy wady? Nie ma wyjścia słuchawkowego, a te wbudowane w smartfona jest na dole… tam gdzie USB-C, które musi być wykorzystane do działania całej stacji dokującej. Także jeśli mowa o słuchaniu muzyki, to pozostaje albo użycie głośników telefonu (meh!), albo podpięcie zestawu przez Bluetooth. A wystarczyłoby jedynie przenieść złącze mini jack na górę…

Co dalej?

Samsung DeX to ciekawy krok na przód i wstęp do tego co czeka nas w niedalekiej przyszłości. Wraz z nadejściem kolejnej linii flagowców, mają się pojawić nowe, wydajniejsze układy. Dodatkowo Microsoftowi bardzo sprawnie idzie już emulacja Windows 10 na procesorach ARM. Co to oznacza? Mniej więcej tyle, że może przyszłe wydania najlepszych smartfonów po wpięciu w stację dokującą, zamienią się w proste maszyny z Windowsem. Brzmi trochę jak podejście numer dwa do Continuum, choć tym razem na szerszą skalę. Taka wizja bardzo mi się podoba i wbrew pozorom nie jest tak odległa jak mogłoby się wydawać. W takim wypadku nawet mniej niedzielni użytkownicy znajdą powód na zamienienie swojego starego PC-ta na zestaw smartfon + coś ala stacja dokująca.

Póki co pozostaje jednak Samsungowi po prostu stopniowo usprawniać największe wady DeX, w tym niekompatybilne aplikacje. Koreańczycy mogą mocno zyskać wraz z nadejściem Windowsa dla procesorów ARM oraz popularyzacji tego rozwiązania. W końcu albo programiści częściej zaczną pisać swoje aplikacje również z myślą o gadżetach pokroju DeX, albo Samsung po prostu przerzuci się na emulowanego przez mobilny układ Windowsa.

To jednak wizja przyszłości, która obecnie jest no cóż… jedynie wizją. Nie mniej jednak DeX sam z siebie to kawał dobrego sprzętu i świetny krok na przód, któremu brakuje końcowych szlifów oraz współpracy z większym gronem developerów. Stację dokującą Samsunga można już dostać w cenie 350 – 400 złotych, a to w parze z wartym około 3200 złotych Galaxy S8 daje całkiem ciekawy zestaw. Mógłbym go w stanie polecić osobom mało zaznajomionymi z komputerami, które wymagają od niego absolutnie podstawowych funkcjonalności. Oprócz tego, że będą miały w kieszeni topowy smartfon, to w dodatku mogą go zamienić w prosty komputer, spełniający ich nieskończone żądze przeglądania Allegro. Pozostałym radzę poczekać na rozwój tej technologii i potraktowanie DeX jako intrygującej ciekawostki.

Wszystkie fotografie prezentujące urządzenie, poza zrzutami ekranu z systemu operacyjnego, zostały pobrane z oficjalnej strony firmy Samsung – samsung.com

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!