Sonos Beam to tańszy wariant wśród soundbarów amerykańskiej firmy. Tańszy, bo w cenie 1900 zł jest alternatywą dla dotychczasowego lidera wśród „pałek z głośnikami”, czyli Playbara (za 3399 zł). One to z kolei propozycja Sonosa dla ludzi, którzy szukają smart-głośnika wysokiej jakości, jednak nie chcą wydawać na niego więcej niż 900 zł.

Na początek trochę o sobie

Jeśli po latach testowania sprzętu wszelakiego miałbym wybrać jedną zasadę, którą warto się kierować, to byłaby to ta: „tańszy i mniejszy, wcale nie musi oznaczać gorszego.” Kompaktowe rozmiary Beama działają wyłącznie na jego korzyść. Dziś miejsce w salonie to rzecz drogocenna, a coraz częściej w tym właśnie pomieszczeniu trzeba iść na kompromis – albo instalujemy się z dużym, ale dobrym jakościowo sprzętem, albo jesteśmy skazani na rozwiązania mniejsze, ale nie zawsze spełniające nasze wymagania.

Dodajmy do tego „czynnik żony”, która często nie chce zagracać najbardziej reprezentatywnego pomieszczenia w domu. W moim przypadku ten ostatni czynnik powoduje, że z miejsca stałem się testerem soundbarów i wszelkich głośników bez kabli. Stąd zestaw Sonos Beam i One uważam za najlepszy, jaki mogłem w domu postawić.

Design

U góry Beama znajdują się dotykowe panele sterowania. Nic nie wystaje, nic nie narusza bryły urządzenia, dzięki czemu to wygląda estetycznie i elegancko zarazem. Minimalizm pełną gębą. Uwielbiam tego typu bryły, nie zmącone nikomu niepotrzebnymi ozdobnikami. Smart głośnik, Sonos One, jest taki jaki być powinien: skromny i nie rzucający się w oczy, by naturalnie wtapiać się w otoczenie, a odzywać się wyłącznie wtedy, kiedy sami o to poprosimy. W kwestii designu zaczynam rozumieć, dlaczego Sonos jest przez wielu nazywany Apple’em wśród głośników. Mają skubani styl.

Konfiguracja

W moim przypadku [małe mieszkanie], jedyne sensowne ustawienie to soundbar pod TV, jeden głośnik na komodzie w salonie, a drugi na komodzie w sypialni. Dzięki temu, nawet na 40% głośności, byłem w stanie spokojnie słuchać muzyki w praktycznie każdym pomieszczeniu. Wchodząc pod prysznic, musiałbym podgłośnić, ale przyznam szczerze – wtedy wolę ciszę i własne myśli. Teoretycznie mógłbym go podłączyć w łazience, ze względu na odporność na wilgoć, jednak uważam to za swego rodzaju fanaberię, która niekoniecznie współgra dobrze z moim postrzeganiem przebywania w łazience.

Sama konfiguracja jest banalnie prosta. Wystarczy podłączyć głośniki do gniazdka, odpalić aplikację w smartfonie i skonfigurować wszystko według następujących po sobie kroków na ekranie. Całość zajęła mi góra 5-10 minut. Specjalnie podłączyłem na początku tylko jednego One’a i Beama, by spróbować później dorzucić drugiego One’a – zrobiłem to bez problemu. Wystarczy wybrać opcję „połącz się z istniejącym systemem”, a kolejny głośnik zsynchronizuje się z już podłączonymi. Prostota, wygoda – pamiętacie? :)

Technologie i asystenci głosowi

Na starcie muszę zaznaczyć, że Beam nie ma obsługi Dolby Atmos, ani wbudowanego subwoofera. Rozumiem jednak, że niższa cena musi za sobą nieść nieco uproszczeń. Za modele z tymi „ficzerami” trzeba zapłacić nierzadko dwa razy tyle, co za Beama. Podoba mi się, że soundbary nie są już kojarzone z drogimi sprzętami, które są poza zasięgiem zwykłego Kowalskiego.

Sonos oprócz jakości dźwięku, rozwiązań bezprzewodowych, dorzuca jeszcze jedną wartość dodaną – obsługę głosową. Mam tu na myśli Asystenta Google’a i Amazon Alexę. Jeśli korzystamy z AirPlay 2, dorzućmy do zestawu Siri. To spory atut Sonosa – niezależnie od tego którą stronę barykady wspieramy, Beam obsłuży każdego z trzech dużych asystentów.

Jest jednak jeden minus – Siri może działać z Alexą lub Asystentem Google’a, ale musimy zdecydować się na jedno rozwiązanie z tej pary. Możemy się przełączać pomiędzy nimi, ale nie można ustawić tak, by wszystkie trzy były skonfigurowane jednocześnie i w locie łapały czy chcesz mówić do Alexy lub Asystenta. Nie dotyczy to Siri, która działa niezależnie. Powód jest bajecznie prosty – Alexa i Asystent Google’a obsługujemy z poziomu aplikacji Sonos, ale Siri już nie. Jest taka możliwość, ale skoro urządzenie działa z iPhone’ami i bez tego, to po co sobie dokładać roboty? :)

Podłączenie

Beama możemy połączyć z siecią kablem ethernet lub przez Wi-Fi. Tym co odróżnia Beama od Playbara [droższego!] jest opcja podłączenia przez HDMI ARC [synchronizacja z TV i jego pilotem] lub przez kabel optyczny. W Playbarze tego wyboru zabrakło. Warto sprawdzić, czy Wasz telewizor obsługuje HDMI ARC, a jeśli tak, to czy na wszystkich lub na wybranym porcie HDMI. Ja używałem tej funkcji do np. głosowego odpalania telewizora i przełączania na konkretny kanał – niby bajer, ale szalenie wygodny. Niestety po teście, będę zmuszony do powrotu do tradycyjnego sterowania, a jak wiemy – człowiek przyzwyczaja się szybko do uproszczeń, a późniejsza degradacja boli podwójnie.

Mikrofony też są smart

Sonos Beam jest wyposażony nie w jeden, a w pięć mikrofonów zbierających wokal i separujący go z odgłosów tła. Służy on też do konfiguracji urządzenia dzięki systemowi Sonos TruePlay [dostraja głośnik do pokoju, w którym się znajduje]. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie są mistrzami nowoczesnych technologii, ale chciałyby poznać smak dobrze zsynchronizowanego dźwięku.

Elastyczność i dopasowanie

Ogromnym plusem zestawu Beam + 2x One jest jego elastyczność. Głośniki możesz rozsiać po całym mieszkaniu, pogrupować, opisać na konkretne pomieszczenia i włączać/wyłączać według własnego widzimisię. Mogą grać to samo wszędzie w tym samym momencie, a mogą się płynnie wyłączać jeśli sami o tym zdecydujemy przechodząc np. do kuchni, gdzie spędzimy najbliższą godzinę. Wystarczy wyłączyć Beama i drugiego One’a, a głośnik w kuchni nie przerwie odtwarzania i nadal będziemy mogli kontynuować słuchanie audiobooka lub podcastu, nie gubiąc przy tym wątku.

W kwestii jakości dźwięku, nie ma dużych różnic pomiędzy Beam i One – przynajmniej dla mojego ucha, pozwólcie więc, że dalsza część będzie wspólna.

Dźwięk (tryb nocny!)

Czymś co urzekło mnie chyba najbardziej, to tryb nocny – dzięki temu, dźwięk jest normalizowany i wyrównywany, a jednocześnie wszystkie głośniejsze partie są „zerowane” i nie wyrwą ze snu np. śpiącej w pokoju obok małżonki. Macie dzieci? Nie lubicie reklam, które często są nagrane zdecydowanie głośniej niż film? Pokochacie tę funkcję całym sercem.

Muzyka

Czym byłby soundbar bez odsłuchu muzyki? Klasyczny rock, jak AC/DC czy Iron Maiden brzmiał bardzo dobrze, choć najlepszy efekt uzyskałem przy głośności większej niż połowa. Cóż począć, Beam najwidoczniej lubi się spocić, by wydobyć czystszy dźwięk. Niestety nie mogę polecić Beama i One osobom, które lubią mocno elektroniczne brzmienia. Bas poległ na utworze Moderat – New Error lub niektórych utworach Daft Punk. Co ciekawe, One w niskich tonach radził sobie znacznie lepiej od Beama, który jest soundbarem.

Filmy

Naturalnym wyborem był odsłuch z płyt bluray i bezpośrednio z Netflixa. O ile dźwięk z płyt był soczysty [szczególnie po połączeniu kablem HDMI lub optycznym z TV], tak kompresja dźwięku w filmach z Netflixa dawała nieco w kość. Niestety Sonos nie poradził sobie znowu z basem, którego po prostu brakowało. Wybuchy, kraksy, dźwięki obcych bazujące na basie – Beam nie będzie wyborem dla kogoś, kto chce głównie oglądać filmy akcji. Muszę jednak przyznać, że dialogi w filmach brzmiały rewelacyjnie i za ten element, mógłbym wystawić Beamowi najwyższą notę. Na wbudowanych w telewizor głośnikach często wokal gubił się w starciu z głośniejszym tłem lub muzyką, w Sonosie nie było z tym problemu. Dorzućmy do tego komentarz podczas wydarzeń sportowych i mogę z całym sercem polecić ten model komuś, kto głównie ogląda zmagania piłkarzy, siatkarzy lub jakichkolwiek atletów.

Ciągle mało?

Tutaj z pomocą przychodzą Sonos One, a konkretnie – jak w moim przypadku – dwie sztuki tego smart-głośnika. 5.1? Dorzućcie Sonos Sub i parę Sonosów One i rozbudujcie ubogi dźwięk w prawdziwy zestaw kinomaniaka. Efekt? Boski, ale kiedy dodamy do siebie koszt tych urządzeń, cena może niejednego przestraszyć. Niestety ponownie wychodzi na jaw brak Dolby Atmosa – kto raz spróbuje tego systemu, raczej nie chce wracać do uboższych modeli.

Podsumowanie

Muszę pochwalić Sonosa za integrację asystentów głosowych – konkurencja może się tutaj sporo uczyć w kwestii optymalizacji, elastyczności i dokładności zbierania głosu, nawet w głośnych warunkach. Dzięki zestawowi Sonos Beam + One, zmienisz swój nudny salon w prawdziwe centrum multimedialne i przeniesiesz się w przyszłość szybciej, niż zdążysz przeczytać to zdanie. Jeśli tak wygląda przyszłość kompaktowych rozwiązań audio – to ja jestem jak najbardziej za!

Dane techniczne:

Beam – https://www.sonos.com/pl-pl/shop/beam.html

One – https://www.sonos.com/pl-pl/shop/one.html

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej