Surface Pro 6 właściwie trochę ciężko ocenić, szczególnie w kontekście Surface Go, który testowałem w zeszłym roku. Parametry wyraźnie skoczyły, wydajność również zauważalnie wzrosła, ale jednak poszła za tym również cena. Na początek, jak zawsze, mały disclaimer: to nie jest sprzęt dla każdego i nie ma sensu porównywać go na przykład do lapków gamingowych. 

Surface Pro 6 – wygląd i użytkowanie

Zacznijmy od designu. To Microsoft umie świetnie. Surface Pro 6 jest genialnie zaprojektowany pod tym względem i naprawdę miło mi się na niego patrzyło, kiedy leżał nieużywany na półce. Jakoś tak po prostu pasował do otoczenia książek i bajerów z gier, chociaż wątpię, żeby był to celowy zabieg projektantów MS.

Jest cienki, co może nie jest już tak zjawiskowe, jak jeszcze kilka lat temu, ale wciąż jego rozmiary są bardzo praktyczne. Zmieści się do dowolnej przegródki w torbie czy plecaku (chociaż pamiętaj, że to w gruncie rzeczy delikatny sprzęt, więc najlepiej o niego dobrze dbać). Jest też bardzo lekki, co znacznie ułatwia wszelki transport. Dlaczego to ważne? Bo jego kompaktowe wymiary bez problemu sprawdzą się nawet w najciaśniejszym przedziale PKP ;-)

I tu kolejna rzecz, która też bardzo mi się podobała już w Surface Go: wmontowana w obudowę podpórka. Skoro już powiedziałem o zaletach transportowych, to posiadanie takiej stópki znacznie pomagało w korzystaniu z Surface Pro 6. Obojętnie, czy korzystałem z niego w pociągu, czy jako pasażer w samochodzie, czy w kawiarnii.

Jedynym minusem, jaki zauważyłem, jest bardzo niska odporność tej pięknej obudowy na zarysowania. Już dawno temu nauczyłem się dbać o sprzęt, więc laptopa nosiłem dodatkowo w etui, które pozostało mi po jednym z poprzednich sprzętów. A mimo to obudowa porysowała się w wielu miejscach. Co mnie zdziwiło najbardziej, to fakt, że na bokach porysowało ją również dedykowane pióro. W miejscach, w których można je “odwiesić” na obudowę (mocowanie magnetyczne), były wyraźne rysy, zwielokrotnione przez częste korzystanie. A posiadałem go chyba niecały miesiąc. To na pewno kwestia, nad którą Microsoft powinien popracować w przyszłych modelach. Surface Pro 6 wygląda tak ładnie, że szkoda, aby przy uważnym użytkowaniu można było tak szybko ją niszczyć.

Surface Pro 6 – wyświetlacz i wydajność

W połączeniu ze stópką, o której napisałem przed chwilą, trzeba koniecznie wspomnieć o bardzo wysokiej jakości wyświetlaczu. Po pierwsze, ma bardzo szeroki kąt widoczności, więc nie polecam pracować na nim z wrażliwymi danymi czy projektami, gdy wokół są inni ludzie. To ogromna zaleta ekranu, gdy siedzi się w domu, ale już niekoniecznie w publicznym miejscu.

A do tego te kolory! Pracując nad grafikami byłem zachwycony jakością odwzorowania barw i kontrastów. Do zastosowań graficznych Surface Pro 6 nadaje się wybitnie, choć dla mnie to zaledwie fragment tego, czego wymagam od laptopa. Byłoby super, gdyby sprzęt był w stanie zapewnić mobilną “stację” montażową, jako zapasową od tej, którą mam w domu. Co prawda Premiere Pro się nie zacinał (co już jest ogromnym osiągnięciem dla dowolnego laptopa, o czym każdy, kto z Premierem pracował, wie), ale eksport filmów trwał długo.

Bardzo chciałbym nie zostawiać laptopa na godzinę, by w tle pracował nad tym eksportem, ale to natomiast mnie też nie dziwiło. Nawet mój desktop na naprawdę wymaksowanym buildzie renderuje video minimum kilka minut. Po prostu taki typ pracy dla dowolnego sprzętu oznacza 100-procentowe obciążenie przynajmniej dwóch podzespołów.

Moją wersją testową był Surface Pro 6 z dyskiem SSD o pojemności 256 GB, procesorem Intel Core i5 oraz 8 GB RAM-u (pozostałe wartości możecie sprawdzić na stronie Microsoftu), czyli w drugiej z ośmiu konfiguracji, przy czym ósma jest tą najmocniejszą. Dlatego też nie dziwiłem się zbyt mocno, że laptop nie do końca dawał radę w grach, które wymagały jednoczesnego renderowania wielu rzeczy (mowa o generowanym losowo sandboxie z całkiem dobrą grafiką). Jednak przyjemność z gry była spora, a zacięć za dużo nie uświadczyłem. To dobre osiągnięcie jak na taką konfigurację sprzętową.

Surface Pro 6 – tablet czy laptop?

Odpowiedź brzmi “tak”. Z jednej strony, w wersji kompletnie podstawowej, dostajemy po prostu urządzenie, dosłownie tablet z desktopowym Windowsem 10 na pokładzie i dobrymi parametrami. Jednak po dokupieniu dodatków, choćby w postaci pióra i klawiatury, otrzymujemy już laptopa.

Pióro bardzo przydaje się w codziennej pracy, ale jeśli nie zajmujemy się tylko grafiką, to konieczny będzie zakup przynajmniej podstawowej myszki. Microsoft nie odszedł od modułowej sprzedaży lapków Surface, więc najwyraźniej ta strategia zarobkowa działa. Jednak w dalszym ciągu uważam, że to bardzo negatywna praktyka – jako podstawowa wersja, Surface Pro 6 jest bardzo drogim tabletem, a żeby w pełni korzystać z jego możliwości, trzeba posiadać przynajmniej dwa wspomniane przed chwilą dodatki. Więc konieczność płacenia za nie niemal 1200 kolejnych złotych (w cenie nominalnej) to naprawdę srogie przegięcie.

Nie wiem, czy to podobna polityka Apple’a podsunęła tak zły pomysł Microsoftowi, ale szczerze polecałbym im zmianę tego podejścia. Nawet zrobienie tak prostego tricku, jak podwyższenie ceny i po prostu sprzedaż ich w pakiecie jako zestawu podstawowego.

 

Surface Pro 6 – podsumowanie

Producent taki, jak Microsoft, zawsze powinien wybrać grupę docelową swojego sprzętu, potem ocenić jej możliwości zakupowe i na tej podstawie (w naprawdę dużym skrócie) ustalić finalną kwotę, jaką trzeba przeznaczyć na sprzęt. W przypadku Surface Pro 6 mam niemałą zagwozdkę: może posłużyć jako tablet domowy, może spełnić podstawowe zadania, których podejmuje się grafik, można na nim co nieco pograć.

Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie jest sprzętem sprecyzowanym dla danej grupy osób. Jest bardzo dobry, działa świetnie i jestem jego fanem, ale gdybym miał go kupić, to dla konkretnego celu. A przy takiej cenie, nie wypada dobrze na tle konkurencji. Jeśli chciałbym mieć przenośną stację gamingową, to za wartość modelu, który testowałem, dałbym radę kupić naprawdę solidnego lapka dla graczy. Gdybym potrzebował laptopa do grafiki, pewnie wziąłbym bardziej budżetowy sprzęt i przeznaczył pozostałą kasę na tablet graficzny. I tak dalej.

Microsoft niestety popełnia ten sam błąd, co i przy poprzednich wersjach ich laptopa – Surface Pro 6 jest ze wszech miar bardzo dobrym sprzętem… ale nie wiadomo dla kogo. To nie zmienia faktu, że poważnie myślałbym nad jego zakupem, bo akurat dla moich potrzeb sprawdziłby się świetnie. Ale nawet w takiej sytuacji jego minimalna cena w koniecznej konfiguracji to ponad pięć tysięcy złotych. Plus ponad tysiąc sto złotych za minimum potrzebnych dodatków.

Microsofcie – świetny sprzęt, słaba cena ;-)

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej