WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Test Trust Disan, czyli czy tania mysz bezprzewodowa ma sens

Trust, jak jedna z wielu gamingowych marek zajmujących się peryferiami, uderza w tradycyjne tony swoim modelem bezprzewodowym Disan, ale nawet pomimo tego ten delikatnie się wyróżnia na rynku.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Kartony wykorzystywane przez Trusta trudno pomylić z inną marką. Grafitowe tło okalające render myszki i charakterystyczne rozstawienie poszczególnych informacji na jej temat jest w zupełności wystarczające do szybkiego rozpoznania tego, z czym mamy do czynienia.

W środku z kolei czeka na nas również typowy zestaw dla tego producenta. Oprócz niezbędnego odbiornika USB i 150-cm przewodu ładującego ze złączem microUSB, dostajemy też dwa papierki oraz całkiem sporych rozmiarów naklejkę.

Najważniejsze cechy 

  • Sensor optyczny A3050
  • Czułość na 5 poziomach od 500 do 3000 DPI (przeskoki co 500 jednostek)
  • Waga: 101 gramów
  • Wymiary: 124 x 81 x 41 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: nieznane
  • Liczba przycisków: 5 + rolka
  • Interfejs: radiowy 2,4 GHz poprzez dołączony odbiornik USB
  • Wbudowana bateria o wytrzymałości do 30 godzin
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: RGB, jednostrefowe na grzbiecie 
  • Dedykowane oprogramowanie
  • Wbudowana pamięć

Design, materiały i wykonanie

W modelu Disan Trust postawił na asymetryczną konstrukcję przeznaczoną dla praworęcznych graczy, którzy „lubią” mieć niewielką półeczkę na kciuk. Disan składa się z całych pięciu paneli obudowy wykonanych z przyjemnego w dotyku, bo matowego, choć niekoniecznie wysokiej jakości tworzywa sztucznego. Czujemy to dopiero w momencie, kiedy bierzemy mysz w dłoń, o ile przyzwyczailiśmy się do modeli z nieco wyższej półki cenowej. 

Narzekać jednak nie można, bo w tej cenie bezprzewodowa mysz, to całkiem ciekawa propozycja, która przy tym wszystkim musiała ucierpieć w ramach budżetu na innych swoich cechach. Jedną z nich najwidoczniej jest również obudowa, która przynosi na myśl może nie te najtańsze myszki, ale zdecydowanie modele z niższej półki. Katastrofy jednak nie ma, ale warto zaznaczyć, że Disanowi daleko do najprzyjemniejszych obudów.

Pod kątem pozostałych fizycznych cech Disan wcale nie odbiega od konkurencji. Są dwa przyciski boczne na lewym panelu o przyzwoitej wielkości, owinięta gumą rolka i przycisk funkcyjny (w domyśle zmiany czułości) tuż nad nią. Wspomniana półeczka na kciuk ładnie uzupełnia ogół bryły, która wyróżnia się na tle innych myszek ciekawie zrealizowanym podświetleniem. 

Na spodzie dostrzeżecie łącznie pięć ślizgaczy o delikatnie zaokrąglonych krawędziach, prosty przełącznik on/off oraz sam sensor. Z przodu z kolei znalazł się port microUSB do ładowania wbudowanego w mysz akumulatorka polimerowego o wytrzymałości do 30 godzin. Tutaj Trust nawet mnie zaskoczył dbałością o szczegóły, bo zastosowanie prowadnicy prowadnica dookoła złącza microUSB zapewniło pewność trafienia do portu i stabilność przewodu podczas grania i jednoczesnego ładowania myszy. 

Ergonomiczność

W przypadku Trust Disan to, czy ten model okaże się dla Was wygodny, sprowadza się tylko do tego, czy polubicie jego ogólny kształt i wagę rzędu 101 gramów. Wszelkie typy chwytów i układów palcy sprawdzą się na nim równie dobrze, a wolność od przewodu z dobrej jakości ślizgaczami dbają o to, aby sunęła po podkładce bez najmniejszego zacięcia. Dobre rozmieszczenie przycisków dopełnia całą resztę.  

Test przycisków

Brak wzmianki o rodzaju przełączników pod głównymi przyciskami Trust jasno sugeruje, że Disan najlepszych rozwiązań tam nie skrywa, ale na szczęście producent postarał się o to, aby postawić na coś, co nie zdeklasuje modelu na samym starcie. Chociaż tym tajemniczym przełącznikom daleko do bardzo dobrego działania, oferują po prostu dobrą jakość twardego, głośnego kliku o krótkiej drodze pracy (zwłaszcza w przypadku lewego przycisku myszy). 

Co ciekawe, pomimo odseparowania LPM od reszty obudowy, co nie spotkało PPM, który jest zintegrowany z obudową na grzbiecie, Trust w większym stopniu ustabilizował właśnie lewy przycisk myszy. Jest to świetne pole do porównania tego, jak tak subtelny szczegół w konstrukcji wpływa na samo uczucie kliku. Różnica responsywności i „stałości” przełącznika w myśl samej jego pracy między dwoma tymi przyciskami jest bowiem łatwa do wyczucia. 

Przyciski boczne z kolei wydają z siebie dziwaczny dźwięk, ale działają poprawnie i nie zacinają się nawet po próbach wciśnięcia ich do środka. Rolka kontynuuje ten sam poziom jakości – jest cicha, bazuje na dosyć szerokim łożysku wewnętrznym i działa w moim guście nieco zbyt „lekko”, więc czasem łatwo o „przescrollowanie” broni w grze, czy dokumentu. Dodatkowo okazjonalnie wydaje z siebie krótki chrobot przy mocniejszym przewijaniu. 

Oprogramowanie

Dostępna do pobrania aplikacja GXT 161 Gaming Mouse korzysta z tradycyjnych rozwiązań dla Trusta. Dzieli się na pięć zakładek, z czego najbardziej interesują nas pierwsze trzy, gdzie dostosujemy pięć poziomów czułości, ustawimy częstotliwość odświeżania, przypiszemy nowe funkcje do klawiszy, pobawimy się podświetleniem, czy tworzeniem makr. 

Zakładka Trophy, to już czysta zabawa dla… sam nie wiem kogo w zdobywanie coraz to wyższych odznak poprzez samo korzystanie z myszy. Problem? Nie wiem dlaczego, ale od czasu do czasu postęp zwyczajnie mi się resetował resetował się, Piątka zakładka z kolei pozwala nam na sprawdzenie aktualizacji, odwiedzenie społecznościowych profili marki, reset ustawień do domyślnych oraz zabawę w importowanie i eksportowanie do pięciu profili.

Sama aplikacja może też podsunąć myśl, że sensor A3050 w Disan do najlepszych ewidentnie nie będzie należał, jako że możemy wybrać czułości tylko na poziomie 500, 1000, 1250, 1500, 1750, 2000, 2500 i 3000 DPI.  

Podświetlenie i bateria

Wspomnianym czynnikiem, który wyróżnia Disan GXT 161 na tle innych modeli, jest właśnie podświetlenie. Rzadko spotykane, bo sprowadzające się do logo na grzbiecie i linii przecinającej znaczną część myszy. Dzięki temu propozycja Trusta nabiera pewnego stopnia wyjątkowości, bo sam system oświetlenia jest przyjemny dla oka. 

W oprogramowaniu możemy wybrać tryb stały, oddychania i wielokolorowy z uwzględnieniem zakresu RGB albo swoich trzech kolorów, a na dodatek dostosowywać szybkość efektu i samą jasność diod. Nie zabrakło też zabawy kołem RGB, czy możliwości wyłączenia podświetlenia w zupełności.

W przypadku baterii w Disan wspomniane 30 godzin ciągłej gry na jednym ładowaniu jest jak najbardziej możliwe do osiągnięcia. Sam byłem zmuszony ładować myszkę co pięć dni przy codziennym około 10-godzinnym użyciu, ale bez podświetlenia i głównie w “pracowniczej rutynie”. To i tak potwierdza, że 30 godzin przy nieustannym graniu jest do osiągnięcia zwłaszcza po dezaktywowaniu podświetlenia. 

Test sensora A3050

Niestety sensor optyczny A3050 nie należy do najbardziej precyzyjnych, co wiemy już od lat, a normalnie określilibyśmy go mianem po prostu przyzwoitego, choć w obecnej sytuacji na rynku i coraz powszechniejszym PMW3330 nawet w modelach w okolicy 100 zł, będzie to określenie nieco naciągane.

Jak wykazał nasz test, A3050 w modelu Disan wcale nie różni się od jego typowych implementacji. Częstotliwość jego odświeżania jest jednak przyzwoita, wahając się okazjonalnie przy 1000 Hz, a test w Enotus wykazał dobrą prędkość maksymalną, precyzję i racjonalny smoothing.

To jednak nie zdaje się na wiele w momencie, kiedy mysz nie zdaje egzaminu już na poziomie 1000 DPI. Już wtedy precyzja zaczyna spadać, co zmusza nas do korzystania z pułapu 500 DPI, aby cieszyć się wszystkim najlepszym, co ma do zaoferowania model Disan. Niestety sensor A3050 przy bardzo niskich czułościach dręczy akceleracja negatywna, co to należy brać pod uwagę przy zakupie. Poziom Lift off Distance wynosi z kolei również przyzwoite 2,4 mm.  

Czy bezprzewodowość za 120 zł ma sens?

Z pewnością zauważyliście, że przez cały test ciągle przewija się określenie, że coś jest “przeciętne”. Nie jest to oczywiście przypadek, bo Trust Disan jest właśnie taką myszką za 120 złotych – po prostu przeciętną… ale nadrabia swoją bezprzewodowością do tego stopnia, że jestem ją w stanie polecić. Nie dla graczy oczekujących najwyższej precyzji, ale dla tych, którzy za wszelką cenę chcą pozbyć się przewodu w swojej myszce i dokładność nie jest im specjalnie potrzebna.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News