Po kilku godzinach zaczynacie odczuwać ból w karku, ratunkiem czego okazuje się podłożenie kilku książek pod monitor. Pijecie sobie ulubiony napój podczas emocjonującej, próbujecie odstawić kubek i… chlup – połowa zawartości wylana przez niedostrzeżoną przeszkodę na biurku. Wyciągacie zeszyt, próbujecie uzupełnić notatki, zapisać coś ważnego na kartce, a obok klawiatury nie ma miejsca na położenie nawet małej kartki.

 Chcecie kupić zestaw głośników, ale nie wiecie gdzie je upchnąć, albo nawet trapi Was tak błaha sprawa, jak schludność i czystość Waszego stanowiska komputerowego. Wtedy wyjścia są zazwyczaj dwa – wymiana/dostawienie biurka albo inwestycja w ramię mocujące dla monitorów, które już według producentów mają zapewnić Wam znacznie więcej miejsca na blacie. Możecie oczywiście pójść na prostotę i postawić na plastikowe konstrukcje o wątpliwej wytrzymałości, a nawet samemu spróbować skręcić takie ustrojstwo. Jednak czy będzie to dorównywać uchwytowi Z2-3D firmy Arctic? Tego nie wiem… jeszcze! Więc w tym teście przekonajmy się, czy taki produkt jest wart naszych pieniędzy.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Pierwsze wrażenie? „Zrób to sam” niczym stolik z szeroko rozpoznawalnego producenta mebli. Uchwyt Z2-3D dociera do nas w prostym kartonie opisującym na zewnętrznej najważniejsze cechy użytkownikowi, który w środku skrywa ogromną wręcz ilość elementów. Wszystko zostało zapakowane w „przyjazne dla środkowiska” kartony i te nieco mniej, czyli plastikowe. W tych drugich czekają na nas trzy klucze imbusowe, trzy rodzaje śrub niezbędnych do montażu ramion, cztery wersje śrubek (po 8) z dystansami do montażu monitora, cztery zaślepki oraz prosty ring do ułożenia kabla na trzonie.

Po stronie elementów ramienia nie jest wcale mniej różnorodności. W grę wchodzi element pozwalający na montaż ramienia na biurku, podstawa ze zintegrowanym złączem USB, dwie podkładki w razie niestandardowego montażu (o tym później), srebrny trzon, dwuczęściowy rozgałęźnik oraz para wysięgników horyzontalnych i para wysięgników wertykalnych. Zestaw wieńczy zasilacz, dystans na wspomnianą rurkę/trzon oraz dwa uchwyty VESA kompatybilne z wersją 75 i 100.

Cechy produktu

  • Waga: 4,7 kg
  • Wymiary: ich podanie wymagałoby licznych pomiarów i wizualizacji – podrzucam więc schemat prosto od producenta i zapewniam, że po rozłożeniu to jest ogromne!
  • Wymagana grubość blatu: nie większa niż 65 mm
    Kompatybilność ze standardami VESA: 75/100
  • Maksymalna waga monitora: 8 kg
  • Dopuszczalny rozmiar monitora: od 13 do 27 cali
  • Regulacja: obszerna (więcej o tym poniżej)
  • 4-portowy HUB USB 3.0 z możliwością dodatkowego zasilania

Opis elementów

Z2-3D to jeden z najciekawszych uchwytów od Arctica, na co wskazuje nie tylko cena, ale również chęć sprostania wymaganiom dzisiejszego użytkownika. Większość elementów (nie licząc tych, które nie mają wpływu na stabilność konstrukcji) jest stworzona z dobrze wykończonego aluminium. Nie uświadczycie tutaj rzucających się w oczy odprysków, czy nierówności na materiale. Całość utrzymano w głębokiej czerni, ale znajdziecie tutaj również kilka ozdobnych wstawek. Mowa o plastikach na górze i spodzie wszystkich czterech wysięgników. Całość prezentuje się więc prosto i elegancko, ale niech Was to nie zwiedzie, bo Z2-3D ma kilka asów w rękawie.

Te są z pozoru dobrze ukryte, a mówimy tutaj o licznych śrubach umożliwiających nam regulację ekranów już po zmontowaniu całości. Są one dokręcane dołączonymi imbusami, a sprawdzają się wręcz idealnie. Oczywiście każdy wolałby niewymagających żadnych narzędzi „szybko-śrubek”, ale ustawienie ekranów nie jest rzeczą, którą będziecie przeprowadzać dla regularnie dla rozrywki, czyż nie? Prócz wspomnianych śrub regulacyjnych możemy liczyć na specjalny gazowy podnośnik, którego moc również możemy regulować. Polega to jednak wyłącznie na ustawieniu ostatecznej wysokości.

Z użytecznych dodatków możemy również wyróżnić rozbudowany system zarządzania okablowaniem rozłożony na całej długości wysięgników oraz czteroportowy HUB USB 3.0 pierwszej generacji, który możemy dodatkowo „podrasować” dołączonym zasilaczem, aby efektywnie ładował smartfony, czy inne przenośne urządzenia. Wprawdzie ogarnięcie kabli nie było wielkim problemem, ale wolałbym, gdyby zamiast zastosowanych gumowych przepustach, do który musimy wpychać te kable, producent postawił na coś wygodniejszego, bo moim zdaniem upchnięcie tam przewodu zasilającego i DisplayPort wymagało za dużej ilości siły.

Wrażenia

Zacznę może od samego początku, czyli składania Z2-3D. Wyjęcie wszystkiego z pudła, rzut okiem na instrukcję, montaż ramienia i ostateczne osadzenie wraz z monitorami na biurku zajął mi prawie godzinę. Nie była to jednak godzina prosta, bo w jej ramach musiałem w pojedynkę osadzić główny element Z2-3D na zamontowanej wcześniej na blacie podstawie. Jednak po tym przygoda dopiero się rozpoczęła, bo nadszedł czas na regulację, która w kombinacji jednego 24-calowego monitora z pobocznych, 19-calowym, który pamięta czasy górowania CS 1.6, wymagała odrobiny wprawy. Jednak po kolejnych 30 minutach pozbyłem się nieregularności, dokręciłem wszystkie śrubki stabilizujące… zostawiając jedynie jedną połowicznie dokręconą. Następne 30 minut zajęło mi ogarnięcie przewodów i doprowadzenie ich przez zmyślne otwory do złączy na monitorze, ale liczę w tym również pospinanie również innych. Czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal, więc nie miałem skrupułów z wykorzystaniem powstałej na mocowaniu podstawy ramienia luki, gdzie włożyłem całą wiązkę przewodów. Wynik? Żaden z nich nie zwisa mi teraz pod nogami.

Wspomniałem chwilę temu, że odpuściłem sobie 100% przykręcenie jednej (a tak naprawdę dwóch śrub). Miało to swój cel, bo te dwie śrubki odpowiadały za nachylenie monitora w 45-stopniowym zakresie. Dzięki temu mechanizmowi mam teraz możliwość nachylenia obu ekranów w górę, wstania z fotela i po podłożeniu pudła pod podkładkę korzystania z komputera na stojąco. Coś dziwnego, ale kiedy spędza się momentami 12 godzin przed ekranem, to warto co 2 albo 3 godzinki robić sobie „stojącą” godzinkę. Nie zapomniałem również o pominięciu na początku testu kwestii dwóch elementów. Te zostały przeznaczone do mocowania uchwytu w momencie, kiedy decydujemy się na umieszczenie go nie z krawędzi, a np. na środku blatu. Musimy przez to wywiercić odpowiednią dziurę, ale wtedy efekt jest jeszcze lepszy. Do tej pory pamiętam projekt z udziałem dużego blatu, na którym wykorzystano podobne rozwiązanie i w prosty sposób stworzono dwa ustawione naprzeciwko stanowiska.

Nie mógłbym pominąć również kwestii regulacji, więc zaczynam od samego początku. Wysokość monitorów regulujemy na dwa sposoby. Pierwszy z nich i jednocześnie najważniejszy to umiejscowienie rozgałęziacza (chyba tak to mogę nazwać) w odpowiednim miejscu na srebrnym trzonie o długości 31 centymetrów. Następnie wysokość (już w nieco mniejszym zakresie) ustawiamy za pomocą zainstalowanych w głównych wysięgnikach gazowych podnośników. Podkręcając ich siłę, podwyższamy monitory, a obniżając (no, o dziwo), obniżamy. Możliwość rozstawienia monitorów również robi wrażenie, bo jeśli zdecydujemy się na opcjonalny wysięgnik horyzontalny i ten wertykalny. To za pomocą tego pierwszego możemy wykonywać (w przypadku ustawienia na niemaksymalnej wysokości na drążku) około 220-stopniowe obroty, a tymi drugimi – aż 360-stopniowe. Oczywiście o ile pozwolą nam na to nasze monitory. Całość uzupełnia rozbudowany uchwyt Vesa, który wpływa na obrót ekranu (porównanie do piwotu jest tu na miejscu) oraz 45-stopniowe nachylenie.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!