Test zestawu Logitech MK295, czyli cicha klawiatura i mysz

Test zestawu Logitech MK295, cicha klawiatura i mysz, Logitech MK295, zestaw Logitech MK295,

Logitech MK295 Silent Wireless Combo, to typowo-biurowy zestaw składający się z bezprzewodowej klawiatury i myszy oraz odbiornika USB, który ma zapewnić Wam przede wszystkim jedno – błogą ciszę.

Pierwsze chwile z zestawem Logitech MK295

Zestaw ten jest szalenie prosty i przypomniał mi nawet moją krótką przygodę w zespole IT w biurze, kiedy to stanęło przede mną (i innymi) stworzenie nowych i w pełni kompletnych zestawów komputerowych. Pewnego ranka dojechało do nas wielkie pudło z kilkudziesięcioma klawiaturami właśnie Logitecha, zapowiadając szalenie ciekawy proces rozpakowywania i podpinania klawiatur do komputera. 

Logitech MK295 przypomniał mi te czasy i to w dobrym smaku, ponieważ ten zestaw będzie idealną podstawą dla nowych zestawów biurowych. Wystarczy tylko wyciągnąć mysz i klawiaturę z pudełka, oderwać pewne zabezpieczenia, wetknąć jeden odbiornik USB do komputera i… tyle, po robocie. Nawet baterie AAA zostały już do sprzętów wcześniej wetknięte, a ich wymiana jest wymagana dopiero po około trzech latach (wedle producenta). 

Czytaj też: Test MSI Immerse GH20, czyli lekkiego gamingowego headsetu
Czytaj też: Recenzja Asus ZenBook Duo 14. Dwa ekrany w nowej odsłonie
Czytaj też: Test słuchawek TCL 500 TWS. Jak dobrze, że nie grają wygladem

Klawiatura Logitech MK295

Prostota zestawu przejawia się również w samych elementach składowych, czyli standardowej klawiaturze wykonanej z czarnego tworzywa sztucznego oraz utrzymanej w tym samym stylu myszce, ale z dodatkiem plastikowych wstawek typu „glossy”. Nie liczcie na topowe wykonanie, bo klawiatura (wymiary: 441 × 149 × 18 mm) wygina się na lewo i prawo przy mocniejszym nacisku, wyciskając siódme poty z opcjonalnie rozkładających się „nóżek”. Bez nich klawiatura trzyma się blatu na sześciu antypoślizgowych gumkach i wychodzi jej to naprawdę dobrze. 

Z wartych wspomnienia funkcji, klawiatura zestawu MK295 jest po części odporna na zalania, posiada osiem dedykowanych przycisków multimedialnych przełącznik on/off na górnej krawędzi razem z diodą sygnalizującą aktywację capslocka oraz zaślepkę na dwie baterie AAA. Najważniejsze w tym modelu jest jednak to, co kryje się pod szeregiem wyrzeźbionych w dolinki i przyjemnych w dotyku klawiszy, a jest to najnowsza technologia SilentTouch.

Mowa o niczym innym, jak przełącznikach pod głównymi skrzydełkami myszy, jak również samych klawiszach, które może i opierają się na odwiecznym mechanizmie membranowym, ale przerobionym do tego stopnia, że jest szalenie cichy podczas aktywacji. Co ważne, przy tej ciszy zachowuje odpowiedni poziom responsywności i nawet podczas szybkiego pisania sprawdza się świetnie, choć oczywiście nie tak świetnie, jak np. mechaniczna klawiatura z przełącznikami stricte do pisania. 

Częścią tego mechanizmu są pokryte smarem prowadnice pod klawiszami, co sugeruje, że z biegiem lat klawiatura stanie się niestety głośniejsza, ale to tylko domysły, jako że weryfikacja tego wymaga spędzenia z tym zestawem przynajmniej kilkunastu miesięcy. 

Mysz Logitech MK295

Tak jak wspomniałem, błogą ciszę klawiatury zachowano również w małej, „biurowej” myszce o wadze 75 gramów, która posiada tylko główne przełączniki i rolkę. Chociaż te pierwsze działają bez zarzutu, rolka jest już na ich tle jakimś małym żartem, ponieważ jej użycie może i jest przyjemne „w dotyku” oraz płynne, ale generuje przy tym wysoki, dziwnie „suchy” szmer. Podobnie sprawa ma się z jej aktywacją (wciśnięciem rolki), bo ta jest zwyczajnie tradycyjna, czyli na tle reszty, szalenie głośna. 

Ta mała niespójność niestety boli, bo po co robić tak cichy zestaw, kiedy jeden z jego elementów kompletnie do reszty nie pasuje? Chociaż wykonana „biurowo przyzwoicie” i spisująca się nieźle pod kątem płynności ruchu po podkładce i biurku,  myszka zestawu MK295 nie należy do najbardziej precyzyjnych modeli. Pod kątem wygody z kolei jest tradycyjnie – tak mała mysz nie spisze się dobrze przy dużych, masywnych dłoniach.

Jej czułość ustawimy w oprogramowaniu Logitech Options, ale nawet na niskich poziomach sprawdza się miernie, przez co nie poleciłbym grafikom. W przeglądaniu dokumentów i typowo „biurowych zadań” sprawdzi się dobrze, ale lepiej będzie, jeśli nie będziecie próbować wyciągać jej z tej „strefy komfortu”. Warto zaznaczyć, że podobnie jak klawiatura, mysz posiada miejsce na nie dwie, a jedną baterię AAA pod zaślepką na spodzie, gdzie znalazł się również przełącznik on/off.

Test zestawu Logitech MK295 – podsumowanie

MK295 nie jest pozbawiony wad, ale jako zestaw pomyślany o cichutkim klepaniu w Wordzie, czy Excelu, jest świetny. Nie pod kątem wykonania, czy precyzji, ale czasu pracy na dołączonych bateriach, trybu bezprzewodowego, upragnionej ciszy (choć rolka jest tutaj karygodna) i nawet przyjemności z pisania, kiedy klawisze o niskiej drodze pracy tak dobrze dają się wciskać. Cena 139 złotych i gwarancja na dwa lata tylko podkreśla to, że warto, o ile oczywiście poszukujecie tych właśnie cech.