WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja gry Trine 4: The Nightmare Prince

Trine 4 jest świetną przygodową platformówką 2,5D (dla niewtajemniczonych – poruszamy się tylko w prawo lub w lewo, ale częściej w lewo, trochę jak w Mario), która początkowo zmyślnie udaje prostą gierkę na „5 minut”, by potem docisnąć do pada na 5 godzin. Jest bajecznie, bajkowo i baśniowo, a to wszystko w towarzystwie przemyślanej mechaniki rozgrywki i narratora, którego aż chce się słuchać. 

Kto by pomyślał, że droga do skrzynki na listy będzie tak nieprzewidywalna

Pierwszym, co rzuca się w oczy po uruchomieniu Trine 4, to grafika. Malownicza, kolorowa – niczym żywcem wyjęta z animacji Disneya – odpowiada za największą cześć pozytywnego wrażenia, jakie wywiera gra. Już od pierwszych lokacji wprost nie można oderwać wzroku. Poszczególne tekstury są szczegółowe, a jednocześnie nie zbyt szczegółowe – po dodaniu bogatej palety żywych kolorów dostajemy prawdziwie baśniową oprawę. W warstwie audio nie jest gorzej – w Trine 4 otrzymujemy udźwiękowienie z prawdziwie wysokiej półki. Składa się na nie dobrze dobrana muzyka, skutecznie współgrająca z baśniowym wyglądem lokacji, ale także wszelkie efekty – ładne odgłosy tłuczonych butelek, rozbijanego muru czy eksplodujących w tle fajerwerków dodają rozgrywce specyficznego smaczku

Nie ma konia, ale można jeździć dynią

Trine 4 – Zoya, Pontius, Amadeus

Jednak nie samą grafiką Trine 4 żyje. Mechanika rozgrywki też jest ciekawa. Oddani do dyspozycji trzej bohaterowie – Zoya, Pontius, Amadeus – to całkowicie różne od siebie postacie, które mimo, że są z tej samej bajki, to z zupełnie różnych światów. Każdego cechuje inny sposób walki, interakcji z otoczeniem, pokonywania przeszkód, czy wreszcie – samego poruszania się po lokacjach. W zależności od okoliczności w jakich się znajdujemy, możemy stale przełączać się między jednym, drugim, bądź trzecim towarzyszem – zwinne lawirowanie umiejętnościami każdego z trójki bohaterów jest niezbędne do posuwania historii do przodu. Choć generalnie rozgrywka w Trine 4 jest prosta, to potrafi zaskoczyć okazjonalną łamigłówką.

Pontius, Zoya, Amadeus

Czarodziej Amadeus wyczaruje magiczne pudło lub wprowadzi w stan lewitacji kawał muru, który irytująco tarasuje drogę. Łuczniczka Zoya precyzyjnie pośle strzałę tam, gdzie trzeba i wejdzie po linie. Ciężkozbrojny Pontius wyprowadzi drużynę z opresji w razie bezpośredniego starcia lub mocnym uderzeniem przebije się przez grubą ścianę. Każdy z bohaterów ma swoje unikalne zdolności, których przydatność zależy ściśle od okoliczności, w których się znajdujemy. Możemy je ulepszać – za specjalną „manę”, którą zbieramy w trakcie rozgrywki, poprzez proste drzewko umiejętności – podrasowujemy obecne zdolności postaci lub wyposażamy ich w nowe

Łączenie umiejętności kilku postaci nie raz wyciągnie nas z opresji

„no, that’s not how it went”

Chcący szybko nauczyć się magii na własną rękę, niesforny książę sprowadził na siebie masę kłopotów. Głównym zadaniem trójki naszych bohaterów jest odnalezienie nieszczęsnego potomka królewskiego rodu. Jeśli miałbym powiedzieć, co przykuło mnie do Trine 4 najmocniej, to powiedziałbym, że to sposób prowadzenia historii. Lekki i zabawny, skąpany w przecudownym klimacie baśni – dodatkowo potęgowanym ciągłym towarzystwem wszechwiedzącego narratora, który niczym stary bajko opowiadacz przeprowadza nas przez poszczególne etapy fabuły. Gdy przypadkiem spadniemy naszym bohaterem w przepaść lub nie wyjdzie nam potyczka z jakąś czarodziejską paskudą, jesteśmy cofani chwilę wcześniej, a narrator kwituje to zwięzłym komentarzem

Czyż nie jest cudownie?

W lekki baśniowy klimacik wpisują się także bohaterowie, którymi przyjdzie nam pokierować. W Trine 4 nie mamy do czynienia z głębokim studium psychologicznym postaci, rodem z ostatniego filmu o Jockerze, jednak nie znaczy to, że bohaterom brakuje wyrazistości. Każdy z towarzyszy jest przejrzysty, inny od reszty i pozytywny. Nawet jeśli któreś z trójki postaci robi coś złego, to i tak kończy robiąc coś dobrego. (Jak Zoya, która zapłatę za skradzione łupy w całości przeznacza na sierociniec). Dzięki powyższemu, Trine 4 to naprawdę solidna dawna platformowej rozrywki, która może wciągnąć nawet kogoś, kto nie przywykł do grania zmodernizowane wariacje Mario 2,5D. Ponadto – gra oferuje tryb wieloosobowy, więc to wszystko o czym pisałem wyżej możemy robić ze znajomymi.

Gra testowana była przy użyciu karty graficznej GIGABYTE GeForce RTX 2070 8GB. Dziękujemy firmie GIGABYTE za udostępnienie egzemplarza!