Sam nie wiem, czy takie dodatki w grach nie zaliczają się pod „tanie jump scary”, ale szczerze mówiąc, jeśli twórcy są w stanie robić je tak dobrze, to nie mam nic przeciwko częstszemu występowaniu. Zwłaszcza w produkcjach pokroju Sekiro: Shadows Die Twice, które taką (wręcz banalną) zagrywką, są w stanie wywołać sporo emocji.

Cała zabawa sprowadza się do zaskoczenia, więc jeśli chcecie pograć w Sekiro, to lepiej darujcie sobie dalszą lekturę. Zabawa ponad wszystko! Wszystko sprowadza się tak naprawdę do jednej lokacji, a raczej jej krótkiej „części”. Kiedy gracze uporają się z Płonącym Bykiem (polecam bieganie za jego tyłkiem), będą zmuszeni kontynuować swoją przygodę na pobliskich dachach, gdzie po raz pierwszy spotkają ninja ze szkoły kruków, którzy sami w sobie są w stanie napsuć sporo krwi.

Mowa dokładnie o elemencie zaskoczenia, jakim częstuje nas biorący się znikąd latający ninja, który po krótkim przedstawieniu krzykiem „WOOOOOOOOOOOOOO” (stąd nazwa – Woo Guy) uderza w nas z impetem, fundując nam zazwyczaj śmierć. Przy pierwszym przejściu takie przeżycie zdecydowanie wryje się każdemu w pamięć, a to, że pochodzi z gry, która swoim poziomem trudności wręcz wyklucza takie proste zagrywki ze strony twórców, nadaje całości tylko i wyłącznie kolorytu.

Po całym incydencie możemy obejrzeć okolicę i zauważyć, że latające postaci (spotkamy tam 2) zeskakują z wielkich latawców. Obrona przeciwko nim jest jednak prosta i sprowadza się albo do bloku, albo perfekcyjnego uniku za pobliski róg.

Czytaj też: Odblokowanie 60 FPS w Sekiro wcale nie jest trudne

Źródło: GamesRadar

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej