Reklama

Koronawirus może wpłynąć na świat sportu bardziej niż nam się wydaje

Zakaz zgromadzeń to jeden z elementów dystansowania społecznego. Cierpią na tym m.in. wydarzenia sportowe, co potwierdza przeniesienie tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej oraz Igrzysk Olimpijskich, które miały odbyć się w Tokio.

I choć trwają starania o powrót niektórych dyscyplin, to ich organizacja będzie się znacząco różniła od tego, co widzieliśmy jeszcze 2-3 miesiące temu. Podstawowe założenie wiąże się z brakiem widzów i maksymalnym ograniczeniem osób związanych z przeprowadzeniem meczu czy wyścigu. I o ile taka strategia wydaje się możliwa do zrealizowania, to pojawiły się niepokojące wieści dot. stanu zdrowia sportowców zakażonych koronawirusem.

Naukowcy z Niemiec i Włoch stwierdzili bowiem, że dobra kondycja fizyczna wcale nie gwarantuje, że dana osoba przejdzie COVID-19 łagodnie. Co więcej – może ona mieć wręcz zgubny wpływ na przebieg choroby – ale tylko pod pewnym względem. Chodzi o płuca sportowców, które mają większą skłonność do wdychania cząsteczek SARS-CoV-2 w kierunku dolnych partii.

Czytaj też: Jakich miejsc unikać, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia koronawirusem?

Aktywność fizyczna, taka jak uprawianie sportu, powoduje zwiększoną wentylację płucną, co z kolei przekłada się na większe ryzyko zakażenia innych osób. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Aarhus w Danii sugerują, że jeśli jeden piłkarz na boisku jest zainfekowany, to każdy pozostały średnio przez 98 sekund znajduje się w “strefie ekspozycji” gdzie jest narażony na kontakt z wirusem.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News