Jeśli chcielibyście dowiedzieć się, co Iron Maiden ma wspólnego z Polską oraz skąd wzięła się ich maskotka – Eddie – to koniecznie zajrzyjcie do poniższego felietonu. Znajdziecie tu nie tylko odpowiedzi na te kwestie, ale wiele więcej.

Iron Maiden to jeden z tych legendarnych zespołów, których utwory zna niemal każdy fan ciężkiego brzmienia. Nie ulega wątpliwości, że ten kwintet, a potem sekstet, odbił swą pieczęć na historii muzyki. Starczy powiedzieć, że kolejne legendy, pokroju Metalliki chociażby, podają Iron Maiden jako źródło swych inspiracji. Dziś nie będzie jednak ani o utworach, ani o historii zespołu, gdyż to wszystko z łatwością znajdziecie w innych opracowaniach. Dziś zamierzam pokazać Wam kilka, mniej lub bardziej znanych fanom, ciekawostek o Żelaznej Dziewicy z londyńskiego East Endu.

maiden-1976

Eddie the Head

Zacznijmy od maskotki zespołu. Jednym z pierwszych „poważniejszych” wokalistów rodzącego się zespołu został w 1976 roku Dennis Wilcock. Był on zafascynowany teatralnością występów grup KISS oraz Alice Cooper. Sam wprowadził podobne elementy do repertuaru występów Dziewicy: malował swoją twarz, a także używał kapsułek ze sztuczną krwią przy przesuwaniu po swych ustach ostrzem miecza. W duchu tego typu prostych zabiegów, mających ubarwić show zespołu, w troszkę późniejszym okresie, w tle sceny zaczęli wieszać prostą maskę, z której w kulminacyjnej chwili wyciekała krew, zwykle prosto na głowę perkusisty. Głowa przyjęła jakże odkrywczą nazwę: „the Head”, która jednak – wymawiana szybko i w potocznej mowie wschodniego Londynu – brzmiała jak „Ead”. Tak narodził się właśnie „Eddie”. Po pewnym czasie, członkowie Iron Maiden dokonali drobnej zmiany. Stworzono nowszą wersję maski, z której tym razem wydobywał się dym. Ten egzemplarz możecie właśnie podziwiać na dołączonym poniżej zdjęciu.

maiden-1980

Gdy skład grupy okrzepł i po podpisaniu umowy z EMI przyszedł czas na nagranie albumu, manager zespołu (swoją drogą pełni tę funkcję do dziś), Rod Smallwood, wpadł na pomysł, że panowie potrzebują postaci, będącej wizytówką i „frontmanem” zespołu. Jako, iż żaden z członków Iron Maiden nie kwapił się do pełnienia takiej roli, obmyślono że idealnie nada się do niej Eddie. W tym samym czasie, szukając obrazu, który mógłby zdobić okładkę pierwszego longplaya, natrafili na grafikę Dereka Riggsa. Przedstawiała ona punka, opierając się na makabrycznym zdjęciu z wojny, przedstawiającym głowę żołnierza w stanie rozkładu. Sama grafika spodobała się na tyle, iż uznano, że od tej pory okładkę każdej płyty będzie zdobić inna wersja Eddiego, stworzona przez Riggsa. Reszta jest historią.

album-iron_maiden

„Easter Eggi” na okładkach

I właśnie to doprowadziło nas do kolejnej ciekawostki. Na wielu obrazach, zdobiących longplaye Iron Maiden, pojawia się spora liczba nawiązań do kultury, historii samego zespołu, a także do innych utworów. Również sam Riggs lubował się w dodawaniu podobnych motywów na wszystkich obrazach, na przykład Śmierci, ubranej w płaszcz z kapturem i trzymającej kosę. Zawsze jest ona gdzieś w tle. Niewątpliwie najwięcej tego typu smaczków odnaleźć możemy w okładce płyty „Somewhere in Time”

sit

Są tam m.in. nazwy londyńskich klubów, w których grał zespół we wczesnych latach swej działalności: Ruskin Arms, Marquee, Rainbow, a także nawiązania do dużo późniejszych występów: Long Beach Arena. W kinie, według napisu, emitowany będzie film „Life After Death”. To przecież nazwa albumu koncertowego, poprzedzającego „Somewhere in Time”, nagranego właśnie we wspomnianej Long Beach Arena. Znajdziemy także kilka nawiązań do utworów Dziewicy: Aces High bar („Aces High”), zegar pokazujący 23:58 („2 minutes to midnight”), Phantom Opera House („Phantom of the opera”), Ancient Mariner Seafood Restaurant („Rime of the ancien mariner”). W tle, razem z piramidami, odnajdziemy Śmierć. Pomiędzy blokami spada zaś Ikar (“Flight of Icarus”). Jest też nawiązanie do miłości Steve’a Harrisa, basisty i założyciela grupy, do klubu West Ham. Objawia się to w tablicy, pokazującej ostatnie wyniki meczów: West Ham 7 – 3 Arsenal .

sit-ciekawostki

Warto wspomnieć, że to nie jedyna taka grafika. Sporą ilość „easter eggów” dostarcza także „Powerslave” z motywem Egiptu. Te elementy pozostawiam jednak Wam do wyszperania.

album-iron_maiden_powerslave

Iron Maiden na polskim weselu

Podczas zeszłorocznego koncertu zespołu na poznańskim stadionie Inea, nagłośniona została w mediach sprawa polskiego wesela, na którym część Iron Maiden zagrała kilka utworów. Otóż, cała sprawa wydarzyła się podczas pierwszej wizyty grupy w naszym kraju, jeszcze w 1984 roku. Było to właśnie w Poznaniu, gdzie – nawiasem mówiąc – panowie zagrali wtedy w hali Arena. Po koncercie chcieli się zrelaksować i szukali miejsca, gdzie można by się napić drinka. Tak trafili do klubu Adria, gdzie odbywało się właśnie wesele i nie chciano ich z początku wpuścić. Jednakże, nazwa znanego zespołu podziałała i panów wpuszczono. W środku dali nawet krótki występ, grając na sprzęcie pożyczonym od weselnej kapeli. Do dziś zachował się krótki film z tego wydarzenia.

Został on wykorzystany w materiale dokumentującym wizytę Iron Maiden w państwach Bloku Wschodniego, u progu olbrzymiego tournée „World Slavery Tour ‘84-’85”. Wideo zostało wydane pod nazwą „Behind Iron Curtain” i dziś możemy zobaczyć jego 50-minutową wersję poszerzoną na wydanym w 2008 roku DVD „Life After Death”. To nie lada gratka, pokazująca jak ciepło witany był w tamtych latach zespół w Polsce, Czechosłowacji, Jugosławii i na Węgrzech.

W 2014 roku para z tamtego wesela występowała nawet w mediach ogólnopolskich, a całą sprawę dość głośno rozdmuchano w wielu lokalnych mediach. Jest zatem duże prawdopodobieństwo, że ta ciekawostka mogła do Was dotrzeć w tamtym okresie. Niestety wbrew temu, co twierdził Bruce Dickinson w swej przemowie ze sceny, małżeństwo nie jest już razem, choć pozostają w dobrym kontakcie.

Janick

Polskie geny gitarzysty

Jak zapewne niektórzy z Was już wiedzą, Janick Gers ma polskie korzenie. Jego ojciec, Bolesław Gers, był w polskiej marynarce i po wojnie osiadł na stałe w Hartlepool. Janick przyszedł na świat w 1957 roku. Po polsku zna tylko niektóre słowa, co jednak nie przeszkadzało mu spędzać wakacji właśnie w naszym kraju. W latach 70tych trzykrotnie przyjeżdżał z rodziną do Sośna pod Bydgoszczą. Do dziś mieszkają tam jego krewni. Podobno jako nastolatek był bardzo cichy i spokojny, jednak świetnie się ze wszystkimi dogadywał i to pomimo bariery językowej. Według plotek, pierwszą gitarę miał mu kupić właśnie w Polsce jego ojciec. Gdy Janick zobaczył w sklepie instrument, nie chciał bez niego jechać do Anglii.

janick-wakacje

W trakcie koncertu w 2011 roku udało im się ponownie spotkać znanego kuzyna. Dostali zaproszenia na koncert na warszawskim Bemowie. Rodzinne spotkanie było komentowane również w mediach i każdy, kto w tamtym czasie śledził na bieżąco newsy z pobytu grupy, mógł zobaczyć materiał z wizyty na backstage’u.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że tego typu ciekawostek, jak powyżej opisane, jest jeszcze mnóstwo. Część z nich pojawia się w wielu opracowaniach dotyczących historii zespołu. Części zaś nie da się poznać, nie czytając oficjalnej biografii lub nie przeglądając wypowiedzi na forach. Zachęcam Was gorąco do samodzielnego zagłębienia się w dzieje Iron Maiden. A mi pozostaje czekanie na nowy album.

promocja