WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

Jakiś czas temu dostaliśmy elektryzującą informację o powstaniu kolejnej części, kultowej już, trylogii Matrix. Jednak nie to najbardziej poruszyło fanów, otóż z okazji 20 lat Matrixa postanowiono zorganizować specjalne, limitowane, pokazy. W Polce dystrybucją zajęła się sieć Cinema City, która oferuje film w technologii 4DX. Czy taki seans miał sens? Czy ilość efektów poza ekranem satysfakcjonowała? Podzielę się z wami wrażeniami, bo to raczej nie będzie klasyczna recenzja.

Historia, która mimo upływu lat się nie starzeje.

Ówcześni bracia, a dzisiejsze siostry Wachowskie stworzyły Matrixa, który nadal bardzo silnie oddziałuje na popkulturę. Film powstał nie tylko u schyłku wieku, ale i milenium. Lata dziewięćdziesiąte był okresem, gdy technologia robiła już nie kroki, ale skoki naprzód w zawrotnym tempie. Dopiero mieliśmy telefony z charakterystyczną przesuwaną tarczą, niezbyt mobilne ze względu na okablowanie, a chwilę później cały aparat mieścił nam się w kieszeni i mogliśmy zabierać go ze sobą wszędzie. Podobnie z komputerami, ich wielkość malała, a możliwości rosły. Jednych ten rozwój zachwycał, a innych przerażał. Idealnie w te nastroje wpisał się Matrix, który do tej pory pozostawia widzów z pytaniem: „Czy i my żyjemy w Matrixie?”.

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

Fabuły raczej nie muszę nikomu przybliżać, w oferowanej rocznicowej wersji nie została ona rozszerzona, ani w jakikolwiek sposób zmieniona. Nadal dostajemy tę samą historię, która mimo upływu lat niewiele się zestarzała. Owszem, pokazywany na ekranie sprzęt, wówczas nowoczesny, dla młodszych będzie już nieznanym starociem. Inni jednak doskonale pamiętają wielkie monitory, dyskietki, czy telefony komórkowe z antenką. I to może jakoś w oczy kłuć, choć wydaje mi się, że raczej niewiele osób zwracało na to uwagę. Przede wszystkim chodzi o treść, a ta jest aktualna i wciąż uderza w obawy wielu ludzi.

O tym w jednym z wywiadów mówił Elon Musk. Dopiero co mieliśmy ping-ponga, który składał się z dwóch prostokątów i jednego kwadratu, a teraz tworzymy ultrarealistyczne animacje 3D. Rozwijamy technologię wirtualnej rzeczywistości, a przede wszystkim sztuczne inteligencje. I wielu z nas podświadomie boi się, że za chwilę nie będziemy w stanie odróżnić SI od prawdziwego człowieka. A może już nie jesteśmy?

Czytaj też: Recenzja filmu Pewnego razu… w Hollywood

Czy technologia 4DX w tym wypadku była konieczna?

Jeśli chodzi o seanse w salach 4DX mają one zarówno swoich entuzjastów, jak i zagorzałych przeciwników. Oglądając kilka filmów w tej technologii widzę wiele plusów, ale chyba tyle samo minusów. Zdecydowanie 4DX 3D nie jest dla mnie, bo ruchy foteli sprawiają, że obraz się rozmazuje i ciężko skupić się na tym, co dzieje się na ekranie. A właśnie do filmów, w których dużo się dzieje 4DX jest dedykowane. Inaczej się ma sprawa z seansami 2D, bez dodatkowych okularów i nieostrego obrazu łatwiej mi oglądać i czerpać frajdę ze wszystkich bodźców, jakie sala mi oferuje. Pokaz Johna Wicka 3 był genialny i w wielu momentach czułam się uczestnikiem zdarzeń, a nie tylko biernym widzem. Tylko czy Matrix w 4DX wypadał równie dobrze?

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

 

Szczerze mówiąc, ciężko mi powiedzieć. Nie przeszkadzało mi to jakoś bardzo, ale z drugiej strony chyba lepiej bawiłabym się w zwykłej sali. Siłą rzeczy ruchów siedzeń, wody, dymu i innych rzeczy nie było tak dużo, jak w nowych produkcjach. Sporo było „wiatru”, ale w Matrixie sporo się strzela, więc to nie dziwi. Przez większość seansu miałam jednak wrażenie, że efekty 4DX wciskano już na siłę. Po to, by były i by można było spokojnie dać to widzom bez obaw, że większość będzie niezadowolona. I, oczywiście, by seans kosztował więcej, choć w tym przypadku płacimy za sentyment i tę magię, że widzimy Matrixa w kinach. A niektórzy z widzów mogli ponownie zobaczyć go na wielkim ekranie, bo mieli okazję być na nim w kinach jeszcze w 1999 roku.

Jeszcze macie czas, by wybrać się do kina z okazji 20 lat Matrixa.

Oczywiście, z racji, że Cinema City organizuje tylko seanse 4DX drastycznie ogranicza to ilość miast, w których na seans można pójść. Matrixa w 4DX zobaczymy w Bydgoszczy, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Warszawie i we Wrocławiu, czyli w największych polskich miastach. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że film grany jest tylko do 5 września, czyli do czwartku, a jedyny seans odbywa się o 18, choć fani zapewne znaleźli, lub jeszcze znajdą, sposób by do kina się wybrać. Zerkając pobieżnie na ilość jeszcze dostępnych miejsc mogę was uspokoić – załapiecie się.

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

Siedząc w kinie starałam się przypomnieć ile lat temu widziałam pierwszego Matrixa. Cóż, trochę minęło i tym lepiej oglądało mi się go teraz. Wielki ekran dał mi możliwość przyjrzenia się wielu szczegółom i lepszego cieszenia się filmem, niż w przypadku zwykłego oglądania na komputerze czy telewizorze. Z drugiej strony była to też świetna okazja, by nowe pokolenie wprowadzić do tego kinowego uniwersum. Mam nadzieję, że i kolejne części ponownie zostaną pokazane na wielkim ekranie i to nie za cztery lata, kiedy przypadają ich dwudzieste urodziny.

Matrix czy Macierz? Trinity czy Trójca?

No właśnie, nie byłabym sobą, gdybym na coś nie ponarzekała. A w tym przypadku muszę wspomnieć o napisach, jakie Cinema City zaoferowało do filmu. W nich pokuszono się o przetłumaczenie zarówno nazwy Matrix, jak i niektórych z imion. Dostajemy więc Trójcę, która przemierza Macierz wspierana ze statku przez Czołg(a?). Po sprawdzeniu zobaczyłam, że i na Netflixie napisy są takie same, ale już lektor operuje oryginalnymi nazwami. Osobiście Macierz i cała reszta kłuła mnie w oczy i z reakcji innych osób na sali wiem, że nie tylko ja miałam takie odczucia. Uważam, że powinniśmy zostać przy Matrixie, bo to kojarzą wszyscy. A Macierz? No właśnie…

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

Czy jest sens iść do kina na coś, co nie tylko jest stare, ale też co można spokojnie zobaczyć w domu?

Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą, by udzielać odpowiedzi na te pytanie. Regularnie i z zamiłowaniem chodzę na wszystkie wrocławskie maratony Władcy Pierścieni. Powiem więc z własnego doświadczenia – jest sens. I chodzi nie tylko o to, że 20 lat Matrixa można obchodzić tylko raz. Przede wszystkim rażenia w kinie są zupełnie inne od tych, które doświadcza się w domu. Swoje robi też obecność entuzjastów i fanów danej produkcji, bo to oni przeważają w takim przypadku. Już nie śmiejesz się sam z jakiegoś ekranowego żartu, tylko robi to cała sala, która podobnie jak ty widziała memy, przeróbki, czy też uwielbia dany fragment. To coś fantastycznego. Dodatkowo można zawrzeć ciekawe znajomości, albo tylko pokonwersować, ale już z ludźmi, z którymi masz dużo wspólnego. Tego nie dostaniesz w domu.

20 lat Matrixa – seans 4DX w Cinema City

 Dla mnie więc warto było iść do kina i świętować 20 lat Matrixa. Do tego zachęcam również i Was, zostały tylko cztery dni, a potem będziecie żałować.

Czytaj też: Recenzja filmu Na zawsze razem

Zdjęcia: warnerbros.com